Łukasz Jasina: Anna Karenina
Już Stanisław "Cat" Mackiewicz odkrył że dziewiętnastowieczna literaturarosyjska jest najlepsza na świecie. To zdanie dotyczyło zdaje się tylko Tołstoja i Dostojewskiego, ale mniejsza o to - zwłaszcza że o Tołstoju dziś mowa.
Najważniejszym dziełem rosyjskiego pisarza jest zdaje się "Wojna i Pokój" -ale adaptacji filmowych było bodajże cztery (plus kilka zapomnianych seriali). Cóż - historyczną epopeję przenosi się na ekran z mozołem. W przeciwieństwie do opowieści o niedolach Bołkońskiego i Rostowej, "Anna Karenina" wydaje się być powieścią do zekranizowania łatwiejszą. Wątki można uprościć, konteksty zniwelować, zamarkować dekorację i skupić się na skomplikowanym uczuciu Kareninej i Wrońskiego. Melodramat jak marzenie i tez kończy się śmiercią - co przyciąga widza (śmierć Anny K. Nie jest tak efektowna jak w "Titanicu" ale zawsze). Spośród (dwudziestu czterech znanych mi) adaptacji powieści- trzy zasługują na miano klasycznej a jedna z nich to dzieło najklasyczniejsze z możliwych. Wyreżyserował je w 1935 roku niejaki Clarence Brown a rolę tytułową wykreowała Greta Garbo.
Film ten oglądała jeszcze przed wojną moja prababcia, więc i mnie posadzono przez telewizorem (zresztą bez przymusu) gdy wyświetlano go za rządów premiera Messnera w telewizyjnym cyklu pana Janickiego: "W starym kinie". Choć film był dwuwymiarowy i czarno-biały, bardzo mi się podobał. Rosja z Hollywood była miejscem ładnym i czystym. Panowie byli eleganccy i gładko ogoleni a Panie nosiły wyszukane toalety. Nawet nabożeństwo ślubne Kitty w cerkwi zaaranżowano na sposób mistyczno-cepeliowy (czyli tak jak zachodni twórca wyobraża sobie Rosję). Gwiazdy pałętały się na ekranie w sposób niezrównany. Nawet drugoplanową rolę Kitty zagrała Maureen O'Sulivan - ówczesna dziewczyna Tarzana (w latach trzydziestych popularniejszego bardziej niż Małaszyński i Lady Gaga razem wzięci) a przyszłości matkę Mii Farrow. O takim Wrońskim jak wtedy też można teraz tylko pomarzyć. Frederic March był cyniczny sarkastyczny i zimny. Greta Garbo też zionęła chłodem i zdystansowaniem.
Ludziom wychowanym po roku 1968 - ciężko jest pojąć że za tym chłodem buchały emocje. Emocje sobie buchały a miliony ludzi na świecie poszły na film do kina. Potem jak już z niego wyszli to poszli na wojnę, która zmieniła świat. Niemniej Tołstoja ciągle filmowano. Trzy lata po jej zakończeniu , wzięli go na warsztat Brytyjczycy pod wodzą Francuza Juliena Duviviera - specjalisty od melodramatów. Jak to u Anglików - romantyzmu było mniej a tragedii więcej. Annę zagrała Vivien Leigh - aktorka o wielkich możliwościach dramatycznych (niesłusznie pamiętana tylko jako Scarlett O'Hara i żona Lawrence'a Oliviera), Wroński był trochę miałki a Ralph Richardson w roli Karenina - ukradł mu film. Zamiast na romansie - widzowie skupiają się na problemach małżeńskich Kareninów. Anna już nie wzbudza sympatii. Film jest też mniej wystawny a i scenografowie lepiej znają się na Rosji. Fraki zastępują futrzane czuby i brody jak z obrazów Riepina.
W latach sześćdziesiątych, radziecka odwilż zaowocowała też sięgnięciem przez radzieckich reżyserów do skarbca własnej literatury. Turgieniew, Lew Tołstoj (Aleksy był zawsze w porządku) czy Dostojewski znowu byli w cenie. Za ekranizację "Wojny i Pokoju" Siergiej Bondarczuk dostaje nawet Oscara. Czy jest bardziej wymarzony kandydat na przebój niż "Anna Karenina"? Annę gra Tatiana Samojłowa - aktorka znana o lekko azjatyckich rysach, której karierę przerwała podobno sama Minister Kultury - Furcewa. Radzieccy kinomani kojarzą ją jeszcze z "Lecą Zurawie" Kałatozowa. Jej Karenina była rolą iście rosyjską czyli wielowymiarową. Film powstał w Moskwie i Petersburgu, sięgnął też do skarbnicy rodzimej mowy autora pierwowzoru. W różnych (lepszych i gorszych) adaptacjach "Anny Kareniny" grali i Sophie Marceau i Sean Connery. Czasem o ich rolach zapominamy chwile po wyjściu z kina. Coś jednak jest w klasyce - oczy Grety Garbo - pamięta się zawsze...
Znany i ceniony reżyser - Siergiej Sołowjow wykonał właśnie swoją adaptację "Anny Kareniny" - pierwsza od czterdziestu lat w Rosji. Reżyser skądinąd legendarny - zawalił jednak sprawę totalnie. Za wysoki budżet powstało dzieło rzekomo autorskie i maskujące warsztatowe niedoróbki - gadaniem o rosyjskiej duszy.
Skoro Rosjanie nie znają się już na tym jak robić filmy będące adaptacjami książek Lwa Tołstoja - świat zmierza nieuchronnie ku zagładzie.
Łukasz Jasina- doktor nauk humanistycznych (filmoznawca), członek zespołu "Kultury Liberalnej"



Snajper