Dziesięć lat i wystarczy. Tak postanowili Duńczycy w połowie września podczas wyborów, które zmieniły układ sił w parlamencie. Większość utracił dotychczasowy konserwatywny gabinet. Nowym rządem pokierują socjaldemokraci pod przywództwem pierwszej w historii kraju kobiety-premiera.
Wrześniowa kampania wyborcza w Szwajcarii nie zaskoczyła niczym ciekawym. Cztery największe partie tradycyjnie przymierzają się do zajmowania stanowisk w rządzie. Jednak, jak pokazują sondaże, szybki wzrost poparcia dla Zielonych może popsuć plany dotychczasowego establishmentu.
23 października Szwajcarzy wybiorą członków obu izb parlamentu (Zgromadzenia Narodowego) na czteroletnie kadencje. 200 członków Rady Narodowej zostanie wybranych w głosowaniu proporcjonalnym o zasięgu ogólnokrajowym. Zasady i procedury wyboru 46 deputowanych do Rady Kantonów zależą od państw związkowych.
Sondaże nie zostawiają złudzeń – po raz pierwszy od niemal 19 lat premier duńskiego rządu nie będzie nazywać się Rasmussen. Z dużym prawdopodobieństwem po raz pierwszy w historii premierem zostanie kobieta. Nie do końca jednak wiadomo, która.
