Kwestie związane z polityką zagraniczną i bezpieczeństwa RP zwykle znajdowały się na marginesie debat i programów wyborczych kandydatów w wyborach prezydenckich. Wynikało to głównie z panującej dość powszechnie zgody co do głównych priorytetów polskiej polityki zagranicznej i/lub niskiego poziomu wiedzy kandydatów na tematy związane z relacjami zewnętrznymi państwa.
W zasadzie analogiczna sytuacja ma miejsce w roku 2015 podczas trwającej kampanii przed wyborami prezydenckimi, zaplanowanymi na 10 maja. Tematyka związana z polityką zagraniczną i kwestiami jest faktycznie nieobecna w kampanii wyborczej (nie licząc osoby urzędującego prezydenta), jeśli nie liczyć pojedynczych wystąpień kandydatów pojawiających się w zależności od aktualnych wydarzeń medialnych związanych z tymi kwestiami.
Wyjątkową sytuację w tym zakresie stworzyła debata telewizyjna kandydatów zorganizowana przez telewizję publiczną w dniu 5 maja 2015 roku, jako że jeden z bloków tematycznych był poświęcony właśnie wspomnianym kwestiom. Niestety, wystąpienia poszczególnych pretendentów do najwyższego stanowiska w państwie pokazały, że w większości wypadków nie mają oni nawet podstawowej wiedzy dotyczącej zewnętrznych relacji Polski z innymi krajami. Poza enigmatycznymi deklaracjami o budowie silnej pozycji Polski w Europie i na świecie oraz konieczności utrzymywania dobrych relacji z sąsiadami, nie padły w zasadzie żadne konkretne deklaracje dotyczące rozwiązań czy ewentualnych stanowisk w kwestiach aktualnych problemów politycznych czy gospodarczych zarówno kraju jak i regionu. Co więcej, część z kandydujących posiada poważne braki w zakresie wiedzy z zakresu historii najnowszej (m.in. brak możliwości logicznego uzasadnienia daty 8 maja jako dnia obchodów zakończenia II wojny światowej) lub z zakresu podstawowych informacji o współczesnych relacjach międzynarodowych (m.in. twierdzenie że Białoruś jest w pełni suwerennym państwem). Ten sam problem dotyczy kwestii proponowanych zmian w Wojsku Polskim – jedyne, co można było usłyszeć to ogólnikowe deklaracje o potrzebie budowy silnej armii – przy okazji okazało się, nie pierwszy raz zresztą, że zabierający głos w sprawie nie posiadają nawet podstawowych informacji dotyczących aktualnej problematyki czy choćby realizowanych przetargów na zakup uzbrojenia (wobec czego nie powinni zabierać głosu w sprawie).
Na osobną uwagę zasługuje poruszana w kilku wypowiedziach kwestii relacji polsko-ukraińskich i aktualnej sytuacji związanej z kryzysem zbrojnym na wschodzie Ukrainy. Tutaj problemem jest nie tyle brak wiedzy, co świadome lub nieświadome (nie wiadomo który scenariusz jest gorszy) posługiwanie się elementami żywcem wyjętymi z przekazów propagandowych mediów będących instrumentami rosyjskiej wojny informacyjnej toczonej przeciwko Ukrainie i państwom zachodnim jako całości. Otwartym pozostaje pytanie czy taki stan rzeczy jest wynikiem faktycznego braku wiedzy czy celowym działaniem mającym na celu wprowadzanie w błąd wyborców dla korzyści w postaci wzrostu własnego poparcia. W każdym z tych dwóch wypadków jest to sytuacja niedopuszczalna i powinna dyskwalifikować kandydata na najwyższy urząd w państwie.
Podsumowując należy stwierdzić, że niezwykle smutnym jest fakt, iż osoby ubiegające się o urząd prezydenta traktują w ten sposób problematykę polityki zagranicznej i bezpieczeństwa – wydawałoby się, że jeden z kluczowych aspektów, jakimi ma obowiązek zajmować się głowa państwa. A przecież prezydent RP „stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa” (art.126 Konstytucji RP), „ratyfikuje i wypowiada umowy międzynarodowe (…) mianuje i odwołuje pełnomocnych przedstawicieli Rzeczypospolitej Polskiej w innych państwach i przy organizacjach międzynarodowych” (art. 133), „jest najwyższym zwierzchnikiem Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej (…) mianuje Szefa Sztabu Generalnego i dowódców rodzajów Sił Zbrojnych” (art. 134).
Wynikający z powyższych obserwacji poziom przygotowania kandydatów do potencjalnego objęcia funkcji o jaką się ubiegają nie napawa optymizmem.
Fot. migreant.co.uk
