Parlament Republiki Kosowa zaakceptował umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską, która została podpisana w zeszłym tygodniu. Proces integracji Kosowa ze strukturami zachodnimi nie będzie jednak łatwy, przede wszystkim z powodu protestów opozycji i nieporozumień z Serbią, również aspirującą do członkostwa we wspólnocie.
Za przyjęciem umowy stowarzyszeniowej i stabilizacyjnej (Stabilisation and Association Agreements, SAA) z UE głosowało w poniedziałek (02.11) 86 ze 120 członków parlamentu Kosowa. Premier Isa Mustafa stwierdził, że ta decyzja przysłuży się rozwojowi gospodarczemu oraz budowie państwa prawa. Minister ds. integracji europejskiej, Bekim Collaku, nazwał natomiast tą decyzję pierwszym milowym krokiem w stronę przystąpienia do UE, podkreślając również, że dzięki niej dla Kosowa otworzy się rynek liczący sobie blisko 500 milionów ludzi. W innych nastrojach była natomiast opozycja, która zbojkotowała głosowanie twierdząc, że integracja z UE wiedzie obecnie przez Belgrad, bowiem Bruksela wymusza na ich kraju kontrowersyjne porozumienia z państwem nie uznającym de iure odłączenia Kosowa od swojego terytorium. W porównaniu do ostatnich dwóch tygodni, tym razem oponenci rządu Mustafy nie zakłócili jednak posiedzenia parlamentu, choć wcześniej dwukrotnie rozpylili gaz łzawiący na sali plenarnej.
Trudne początki
Początek rozmów Kosowa z UE nie był łatwy. Do dzisiaj państwa nie uznaje część obecnych członków Unii, którzy obawiają się wewnętrznych ruchów separatystycznych, a poza tym już wcześniej podobne rozmowy akcesyjne prowadziła Serbia, która formalnie do dzisiaj nie uznaje powstałego w 2008 r. państwa. Bruksela od 2007 r. przekazuje jednak środki finansowe dla Prisztiny, stąd Kosowo w marcu 2011 r. podjęło rozmowy o normalizacji stosunków z Serbią, co do dzisiaj odbywa się właśnie za pośrednictwem unijnych instytucji. W październiku 2012 r. w Brukseli spotkali się premierzy obu państw, Ivica Dacić z Serbii oraz Hashim Thaçi, zaś niecałe pół roku później podobne rozmowy odbyli prezydenci Tomislav Nikolić oraz Atifete Jahjaga. Przełomowym momentem było jednak podpisanie przez obie strony „Umowy Brukselskiej”, bez której dalsza integracja Kosowa i Serbii z UE nie mogłaby się odbyć. Rozmowy wyhamowały jednak pod koniec 2014 r., kiedy wybory w Kosowie wygrały partie sprzeciwiające się miękkiemu kursowi wobec Serbii. W sierpniu bieżącego roku Serbia i Kosowo podpisały kolejną umowę, która przyznaje szersze uprawnienia samorządom mniejszości serbskiej oraz reguluje kwestię użytkowania mostu w Kosowskiej Mitrowicy, oddzielającego zamieszkujących to miasto Serbów i Albańczyków. Mimo sygnowania szeregu porozumień, wymuszonych przez działania Brukseli, wiele spraw wciąż wymaga regulacji, a podstawową z nich jest kwestia uznania Kosowa przez Serbię.
Głośna kosowska opozycja
Stanowisko Serbii nie jest jednak jedynym kłopotem obecnej koalicji rządowej, która prowadzi negocjacje z unijnymi politykami. Podstawową przeszkodą mogą być działania opozycji, która w ostatnich tygodniach zakłócała posiedzenia parlamentu poprzez rozpylanie gazu łzawiącego, a po zatrzymaniu posła odpowiedzialnego za to zdarzenie, wywołała zamieszki pod budynkiem komisariatu w Prisztinie. W krytyce rządzących prym wiedzie Albin Kurti, wiceprzewodniczący nacjonalistycznej partii Samostanowienie (Vetëvendosje), opowiadającej się za zjednoczeniem wszystkich ziem zamieszkiwanych przez Albańczyków. Kurti w trakcie wojny w byłej Jugosławii został aresztowany przez serbskich żołnierzy za działalność terrorystyczną, natomiast w późniejszym okresie opowiadał się za niepodległością Kosowa i podżegał do ataków na żołnierzy biorących udział w misji stabilizacyjnej ONZ. Kilkukrotnie jego partia organizowała również zamieszki przeciwko porozumieniom z Serbią, a zwolennicy Samostanowienia atakowali też członków serbskiej społeczności w Kosowie. Samostanowienie oraz pozostałe partie opozycyjne - Sojusz na rzecz Przyszłości Kosowa (Aleanca për Ardhmërinë e Kosovës, AAK) i Inicjatywa dla Kosowa (NISMA për Kosovën) – sprzeciwiają się również rozliczeniu działalności Wyzwoleńczej Armii Kosowa (Ushtria Çlirimtare e Kosovës, UÇK). Członkowie ugrupowania walczącego z Serbami o niepodległość Kosowa są do dzisiaj traktowani jako bohaterowie, jednak zachodni politycy coraz bardziej naciskają w sprawie rozliczenia najbardziej kontrowersyjnej części działalności UÇK. Pod koniec 2010 r. Rada Europy opublikowała raport na temat mafijnego charakteru UÇK, natomiast w połowie sierpnia kosowski parlament zatwierdził zmiany w konstytucji, które pozwolą na utworzenie specjalnego sądu, mającego rozliczyć udział tej organizacji w wojnie w byłej Jugosławii. Decyzja kosowskich polityków spowodowała liczne protesty na ulicach kosowskich i albańskich miast, stąd można przypuszczać, że rozliczenie zbrodni wojennych będzie niezwykle trudne, tym bardziej, iż przed sądem musieliby stanąć liderzy parlamentarnych ugrupowań.
Niespełnione wymagania
Ataki ze strony opozycji nie są jednak jedyną przeszkodą w procesie integracji z zachodnimi strukturami. Kosowo jest ostatnim bałkańskim krajem, który podpisał umowę stowarzyszeniową z UE, również z powodu wewnętrznych kłopotów. Poza nieuregulowaną kwestią serbskiej mniejszości i sporem granicznym z Serbami, młode państwo nie spełnia podstawowych unijnych wymagań. Najpoważniejszym problemem jest gigantyczna korupcja oraz zorganizowana przestępczość. W Kosowie na porządku dziennym znajduje się handel bronią, narkotykami i żywym towarem, a ukrócenie korupcji zagrażałoby interesom kosowskiej elity politycznej i współpracujących z nią oligarchów. Łapówkarstwo w Kosowie jest tak powszechne, iż w listopadzie 2014 r. o przyjmowanie korzyści majątkowych oskarżono niektórych urzędników EULEX-u, czyli policyjnej misji stabilizacyjnej, w której biorą udział również polscy funkcjonariusze. W złej kondycji jest również gospodarka Kosowa. Bezrobocie osiągnęło poziom 35 proc., tempo wzrostu gospodarczego wynosi zaledwie 0,2 proc., przeciętna płaca to ok. 435 euro miesięcznie, natomiast bilans handlowy z zagranicą jest ujemny. Stąd na początku roku z Kosowa wyjechało kilkanaście tysięcy osób, których przyjazd na Węgry de facto rozpoczął unijny kryzys imigracyjny. Choć ostatecznie nie udzielono im azylu, tak duży exodus z Kosowa świadczy jak najgorzej o ekonomicznej kondycji kraju. Do powyższych problemów dochodzi też fakt, iż w Kosowie coraz większą popularność zyskują radykalne ruchy islamskie, a religijną działalność oświatową finansuje sunnicka Arabia Saudyjska. Ogółem kosowskie służby szacują, że w Iraku i Syrii po stronie Państwa Islamskiego walczy 200 obywateli kraju, natomiast w połowie lipca zatrzymano pięć osób powiązanych z tą organizacją, które próbowały zatruć zbiornik wody w Prisztinie.
Serbska granica kompromisów
Serbowie zaczęli negocjacje z UE dużo wcześniej od Kosowa, jednak wejście Serbów do unijnych struktur w dużej mierze zależy od postępu w negocjacjach z Kosowem. Choć w tej sprawie Serbowie poszli już na daleko idące kompromisy, a prezydent Tomislav Nikolić i premier Aleksandar Vucić wręcz zaprzeczyli swojej wieloletniej politycznej działalności w nacjonalistycznej Serbskiej Partii Radykalnej (Srpska radikalna stranka, SRS), Belgrad nie zamierza zgadzać się na wszystkie propozycje dotyczące Kosowa. W kwietniu oburzenie serbskich władz wzbudziła deklaracja albańskiego premiera Ediego Ramy, który nazwał połączenie Albanii i Kosowa za nieuchronne, po tym jak zorganizował wspólną konferencję rządów obu krajów zatytułowaną „Jeden kraj, jeden naród, jedno marzenie”. Już po podpisaniu sierpniowej umowy, Belgrad oskarżył Prisztinę o łamanie jej ustaleń w kwestii utworzenia związku serbskich gmin, a także blokował przyjęcie Kosowa do UNESCO. Serbskie władze podobnie jak w przypadku Kosowa, muszą liczyć się z głosem opozycji. W siłę zaczęła bowiem rosnąć wspomniana SRS, której lider Vojislav Šešelj jest najgłośniejszym krytykiem polityki wobec dawnego regionu Serbii.
Wejście Kosowa do zachodnich struktur z pewnością nie będzie łatwe, szczególnie jeśli będzie zależało od załatwienia wewnętrznych problemów tego kraju. Sama umowa nie przesądza bowiem jeszcze, że Kosowo znajdzie się kiedykolwiek w UE, choć otwiera dla tego kraju unijny rynek i ma głównie zachęcić go do podjęcia współpracy regionalnej z sąsiadami.
Maurycy Mietelski
