Lista Studencka już zmieniła Serbię

Niezależnie od wyniku niedzielnych wyborów parlamentarnych, opozycyjna Lista Studencka już doprowadziła do dużej zmiany nastojów w Serbii. Duża część społeczeństwa przez ostatnie dwa lata aktywnie sprzeciwiała się polityce byłego prezydenta Aleksandara Vučicia, który po rezygnacji z urzędu głowy państwa ponownie ubiega się o stanowisko premiera.

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że zakończona w czwartek (22.10) kampania wyborcza w Serbii miała jedynie dwóch aktorów. Niemal we wszystkich sondażach trzyprocentowy próg wyborczy przekraczają jedynie koalicja „Zjednoczonej Serbii” na czele z Serbską Partią Postępową (SNS) i opozycyjna „Lista Studencka – Studenci Zwyciężają!”. Niektóre badania opinii publicznej dają też pewne szanse współrządzącemu krajem sojuszowi Socjalistycznej Partii Serbii (SPS) i Zjednoczonej Serbii (JS), z kolei próg nie obowiązuje ugrupowań mniejszości narodowych. Należy podkreślić, że ruch studentów może liczyć na wsparcie ze strony zdecydowanej większości opozycji, bo ze startu w wyborach wycofały się partie centroprawicowe, lewicowe i nacjonalistyczne, przekazując swoje poparcie nowemu komitetowi.

Przelana czara goryczy

Zarzuty o korupcję, nepotyzm i autorytaryzm zasadniczo nie są niczym nowym w Serbii. Podobne oskarżenia pojawiają się praktycznie wobec każdej władzy, dlatego nie inaczej było w przypadku rządów SNS-u i jego sojuszników. Koalicja rządząca państwem od wyborów parlamentarnych z 2012 roku zwyczajnie „miała prawo” się zużyć. Dodatkowo została ośmielona słabością opozycji, która nawet po bojkocie wyborów w 2020 roku nie była w stanie wymusić na postępowcach większego pluralizmu w szeroko pojętym systemie politycznym.

Wszystko zmieniła tragedia, która rozegrała się 1 listopada 2024 roku. W Nowym Sadzie zwalił się wówczas dach miejskiego dworca kolejowego. W katastrofie budynku otwartego niecałe trzy lata wcześniej po gruntownym remoncie zginęło szesnaście osób. Za generalny remont stacji odpowiadały dwa konsorcja z Chińskiej Republiki Ludowej, a zdaniem krytyków Vučicia przyczyną zaniedbań przy realizacji inwestycji była korupcja.

Zawalenie się zadaszenia na dworcu w Nowym Sadzie wywołało protesty, które szybko rozprzestrzeniły się na cały kraj. Największe zaangażowanie niemal od początku przejawiali serbscy studenci, prowadzący między innymi akcje blokad uniwersytetów oraz organizujący liczne antyrządowe demonstracje.

Niektóre z nich, zwłaszcza w ubiegłym roku, starali się zakłócić zwolennicy SNS i jego koalicjantów. Partia rządząca początkowo przyjęła taktykę polegającą na próbie przeczekania manifestacji, tak jak czyniła to w przypadku wcześniejszych społecznych protestów spowodowanych korupcją czy manipulacjami wyborczymi. Tym razem demonstracje nie wygasły, dlatego przed miesiącem Vučić zrezygnował ze stanowiska prezydenta i ogłosił przedterminowe wybory parlamentarne oraz prezydenckie.

Ruch społeczny

Sukces społecznych protestów spowodował, że studenci zaczęli organizować się w bardziej formalną strukturę. W wyborach samorządowych w ubiegłym roku po raz pierwszy wystartowały lokalne komitety wyborcze z udziałem zwolenników ruchu studenckiego. Wraz z żądaniami przeprowadzenia przedterminowych wyborów parlamentarnych, pojawiła się też koncepcja wystawienia w nich listy cieszącej się poparciem osób zrzeszonych w organizacji „Studenci na Blokadach”.

Ostatecznie zarejestrowali oni stowarzyszenie „Lista Studencka – Studenci Zwyciężają!”. Wcześniej przeprowadzili selekcję swoich kandydatów, odbywającą się na podstawie kilku podstawowych wymagań. Wśród nich znalazły się między innymi brak wcześniejszej przynależności do partii tworzących obecną koalicję rządową, zaakceptowanie najważniejszych postulatów listy oraz wymóg w tym kontekście najbardziej paradoksalny, czyli nieposiadanie statusu studenta. Członkowie studenckich plenów uznali, że do parlamentu powinni kandydować głównie nauczyciele akademiccy, naukowcy i aktywiści organizacji pozarządowych.

Proces wyłaniania nazwisk kandydatów nie był łatwy. Wprawdzie proces ich wyboru był tajny, ale z medialnych przecieków wynika, że część osób typowanych do znalezienia się na 250-osobowej liście wyborczej nie zostało zaakceptowanych przez studentów. W wyborach nie bierze udziału na przykład rektor Uniwersytetu Belgradzkiego Vladan Đokić, choć miał on być nawet faworytem do bycia kandydatem Listy Studenckiej na premiera serbskiego rządu. Podobny los miał spotkać byłego piłkarza Nemanję Vidicia czy prof. Milo Lompara.

Na lidera komitetu wyborczego opozycji wybrano natomiast Iliję Srdanovicia, kardiologa i profesora Uniwersytetu w Nowym Sadzie, który wcale nie był jedną z głównych twarzy trwających od prawie dwóch lat protestów. Studenci po ogłoszeniu wspieranej przez siebie listy wyborczej zadeklarowali zresztą, że żaden z kandydatów nie powinien przyćmić pozostałych, a jednym z przyjętych przez nich założeń było uniknięcie potencjalnych problemów związanych z „kultem jednostki”.

Przeciwko systemowi

Odsunięcie od władzy obecnej ekipy jest głównym postulatem Listy Studenckiej. Przedstawiciele komitetu twierdzą, że czternastoletnie rządy Vučicia doprowadziły do rozpowszechnienia się korupcji i skoncentrowania władzy w rękach obozu skupionego wokół SNS-u. Wśród najważniejszych postulatów studentów znalazło się utworzenie specjalnych organów mających rozliczyć korupcję, sprawdzić pochodzenie majątku polityków i urzędników oraz przywrócić niezależność prokuratury i wymiaru sprawiedliwości.

Ogółem Lista Studencka przedstawiła program składający się z jedenastu punktów. Rozliczenie dotychczasowej władzy jest jego najważniejszym postulatem, ale ponadto krótki dokument zakłada wprowadzenie nowych zasad rekrutacji urzędników, przywrócenie pluralizmu medialnego poprzez zmianę systemu kontroli mediów publicznych, a także zreformowanie zasad realizacji zamówień publicznych.

Jednak nie samą polityką żyje człowiek. Z takiego założenia musieli wyjść postępowcy, którzy poza atakami na swoich konkurentów prowadzili kampanię opartą o obietnice natury gospodarczej. Vučić wraz ze swoim blokiem wyborczym przede wszystkim przedstawiał siebie jako gwaranta dalszego rozwoju ekonomicznego kraju. Postępowcy zapowiedzieli podwyższenie płacy minimalnej i przeciętnego wynagrodzenia, przyciągnięcie nowych inwestycji oraz zwiększenie nakładów na opiekę zdrowotną.

Dostępność opieki medycznej jest też jednym z najważniejszych punktów deklaracji Listy Studenckiej. Komitet poszedł nawet krok dalej od rządzących i zapowiedział wprowadzenie państwowej kontroli nad sektorem leków, aby obniżyć ich ceny dla pacjentów. W programie studentów nie mogło również zabraknąć standardowych obecnie obietnic współczesnych partii politycznych, a więc budowy „innowacyjnej gospodarki”.

Ogólne postulaty Listy Studenckiej cieszą się poparciem ekonomistów i przedsiębiorców. W tym tygodniu obie te grupy opublikowały swoje apele o poparcie komitetu. Zdaniem ekonomistów program opozycyjnej organizacji nie zagraża stabilności serbskiego budżetu. Za większe zagrożenie uznali oni kontynuowanie dotychczasowego modelu gospodarczego, polegającego na inwestycjach potrzebujących taniej siły roboczej. Biznesmeni oczekują z kolei przywrócenia rządów prawa, jako gwaranta ekonomicznej stabilności.

Nie ma powrotu

Ostatni z sondaży opublikowany przed ciszą wyborczą wskazuje na zwycięstwo rządzącej koalicji „Zjednoczonej Serbii”, mogącej liczyć na poparcie około 48 proc. wyborców. Na Listę Studencką w badaniu przeprowadzonym przez Ipsos chce natomiast zagłosować 40 proc. respondentów. Dwa dni wcześniej portal „Nowa Serbska Myśl Polityczna” zamieścił zaś sondaż, w którym prowadzą studenci z 44,5 proc., a postępowcy zajmują drugie miejsce z poparciem 42,7 proc. wyborców.

Serbscy komentatorzy są zgodni, że niezależnie od ostatecznego wyniku wyborów krajowa polityka nie będzie już taka sama. Od czasu objęcia władzy przez SNS w 2012 roku żaden opozycyjny komitet wyborczy nie cieszył się tak dużym poparciem, a obywatele nie dostrzegali realnej możliwości zmiany rządu. Sama Lista Studencka dodatkowo powstała zupełnie oddolnie, stąd też różni się od tradycyjnych partii politycznych. W porównaniu do dotychczasowej opozycji znalazła ona sposób choćby na dotarcie do mieszkańców mniejszych miejscowości, będących na ogół zwolennikami Vučicia.

Pojawiają się zarazem obawy związane z ewentualnymi dalszymi rządami SNS-u. Były już prezydent w ostatnim dniu swojej kampanii wprost zapowiedział, że po wyborczym zwycięstwie skończy z polityką na uniwersytetach i w szkołach. W opinii Vučicia ostatnie dwa lata protestów przyniosły regres w całym systemie edukacji, bo liczne protesty i blokady uniemożliwiały prowadzenie normalnych zajęć. Nawiązując do kandydatów Listy Studenckiej skrytykował też polityczne zaangażowanie nauczycieli akademickich. Podobne zapowiedzi zdaniem części komentatorów mogą świadczyć o możliwych prześladowaniach, jeśli ruchowi studenckiemu nie uda się odsunąć postępowców od władzy.

Właściwie nikt nie uważa, że wyborcza niedziela będzie przebiegać spokojnie. Opozycyjne partie obawiają się prób fałszerstw wyborczych, a nade wszystko ogłoszenia zwycięstwa przez Vučicia jeszcze przed policzeniem wszystkich głosów. W tym kontekście pojawia się pytanie, czy postępowcy w razie kolejnej fali ulicznych protestów zdecydują się na konfrontacje, co mogłoby narazić władze na pogorszenie relacji z Unią Europejską. W najbliższych dniach emocje w Serbii z pewnością sięgną więc zenitu.

Maurycy Mietelski

fot. Nikola Dyordyevich / Wikimedia Commons (CC BY-SA 4.0)

Zobacz także tego autora