Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies .

Akceptuję

Strefa wiedzy

Wykonanie: Delta Interactive

Nigeryjskie wybory w cieniu ofensywy antyterrorystycznej

07 marzec 2015
A A A

Nigeria opóźnia wybory prezydenckie, parlamentarne i stanowe z przyczyn bezpieczeństwa. Sytuacja w tym najludniejszym kraju Afryki jest napięta od 2009 roku. Według niektórych szacunków od tego czasu, muzułmańska ekstremistyczna organizacja Boko Haram zabiła dziesiątki tysięcy ludzi.

Pierwotnie wybory miały odbyć się 14 lutego, jednak decyzją krajowej komisji wyborczej zostały przesunięte o sześć tygodni - kolejny termin to 28 marca. Wśród oficjalnych powodów wymienia się kwestie bezpieczeństwa.

Na początku marca planowana jest wielka ofensywa wojsk koalicji zmontowanej przez Nigerię oraz kraje sąsiadujące ( Czad, Kamerun, Niger ), które coraz częściej nękane są najazdami ekstremistów z Boko Haram. Koalicja jest pokłosiem nacisków ze strony państw zachodnich na przywódców czterech krajów, które są wobec siebie niechętne i często skłócone. Władze nigeryjskie mają pretensje do Czadu i Nigru o odwracanie wzroku na przemyt broni dla Boko Haram jaki odbywał się na ich terytoriach.

Francja na czele koalicji

Koalicja ponad podziałami finansowana jest przez kraje zachodnie. Oprócz trzech tysięcy żołnierzy francuskich, stacjonujących w rejonie Sahelu, Francja wysyła swoich doradców wojskowych. Wspólnie ze Stanami Zjednoczonymi, odpowiedzialnymi za zdobywanie informacji wywiadowczych za pomocą bezzałogowych dronów i samolotów szpiegowskich, udzieliła wsparcia logistycznego. Kanadyjscy komandosi wsparli również Amerykanów w szkoleniu żołnierzy z Nigru. Natomiast władze Kamerunu rozpoczęły wyłapywanie islamistów również na swoim terytorium. Fala aresztowań była tak wielka, że do ich pilnowania przydzielono dodatkowe oddziały wojska.

Boko Haram jest sunnickim ugrupowaniem domagającym się wprowadzenia prawa szariatu we wszystkich 36 stanach Nigerii. Działa na północy kraju, kontrolując obszar wielkości Belgii, na którym żyje ok 2-3 mln ludzi. Organizacja ta dąży do zaprzestania edukacji opartej na zachodnich wzorcach, które - jak twierdzą terroryści - "niszczą wiarę w jednego Boga".

Nigeryjskie społeczeństwo jest mocno podzielone pod względem kulturalnym, etnicznym i religijnym. Według danych, 50% nigeryjczyków to chrześcijanie licznie zamieszkujący południe, na północy dominuje islam, którego wyznawcami jest ok. 43% mieszkańców kraju. To właśnie tam 24 sierpnia ubiegłego roku lider ugrupowania Abubakr Shekau ogłosił powstanie islamskiego kalifatu oraz swoją lojalność wobec Państwa Islamskiego, które w tym czasie odnosiło sukcesy w Syrii i Iraku. Dziesięć dni wcześniej terroryści rozpoczęli ofensywę na pograniczu z Kamerunem. Kolejne natarcia i coraz śmielsze poczynania Boko Haram skutkowały zajęciem następnych przygranicznych terenów. Szalę goryczy przelało zdobycie miasta Baga, które było ostatnim większym punktem kontrolowanym przez siły rządowe w regionie. Znajdująca się tam baza wojskowa miała być kwaterą główną wojsk koalicji. Według sprzecznych doniesień islamiści przez pięć dni dokonali tam rzezi mieszkańców. Różne źródła mówią, że liczba zamordowanych mogła sięgnąć nawet 2 tysięcy osób. Pierwsi do walki weszli żołnierze Czadu. Po wylądowaniu w Kamerunie i Nigrze, udało im się wyprzeć islamistów z terenów przygranicznych. Co więcej, przekroczyli również terytorium Nigerii, odbijając m.in. miasta Dikwa i Gambaru. W tym samym czasie nigeryjskie lotnictwo bombardowało stolicę samozwańczego kaliftu Gwozę oraz las Sambisa na pograniczu kameruńsko-nigeryskim, który jest twierdzą terrorystów. Od tego czasu Boko Haram jest w ciągłej defensywie. Dżihadyści stracili prawie jedną trzecią z 30 kontrolowanych miejscowości, w tym miasto Baga. Nigeryjscy i czadyjscy wojskowi twierdzą że tylko w lutym ich siły zlikwidowały ponad pół tysiąca ekstremistów.

Czas wielkiej ofensywy

Wielka ofensywa przeciwko Boko Haram rusza już na początku marca. Główną siłą wojsk koalicji ma być utworzenie korpusu ekspedycyjnego w sile dziewięciu tysięcy żołnierzy z Nigerii, Czadu, Kamerunu i Nigru. Pierwszym dowódcą tego korpusu ma zostać nigeryjski generał, po roku jego miejsce ma zająć generał z innego państwa koalicyjnego. Sąsiedzi znad jeziora Czad muszą również podpisać wspólne umowy, które uregulują kwestie prawne działalności wojsk sojuszniczych na sąsiednich terenach. W tej sprawie podziały między krajami są żywe i ciągle występują. Czad porozumiał się ze wszystkim krajami, a Nigeria nie może dojść do porozumienia z Kamerunem. Na przeszkodzie stoją również niezakończone stare spory dotyczące rejonów przygranicznych. Porozumienie ponad podziałami i zmontowanie koalicji ad hoc zaskoczyło terrorystów. Sytuacja w jakiej się znaleźli, zmusiła ich do działań defensywnych oraz do odpowiedzi w formie samobójczych ataków, które są realizowane przez dzieci w centrach miast lub na bazarach.

Wybory przesunięte

Decyzja o przełożeniu terminu wyborów o sześć tygodni może wydawać się decyzją stricte polityczną, ułożoną celowo pod obecnego prezydenta Goodlucka Jonathana z Ludowej Partii Demokratycznej. Sceptycy zarzucają mu opieszałość w podejmowaniu decyzji i w walce przeciwko Boko Haram. Wprost zarzucają prezydentowi obłudę mówiąc, że chce zniszczyć dżihadystów w sześć tygodni wypominając mu, że nie potrafił tego uczynić przez sześć ostatnich lat. Dyskusja na temat walki z Boko Haram jest ważnym elementem tej kampanii. Gdyby do czasu wyborów udało się odnieść sukces w walce z terrorystami, obecny prezydent mógłby liczyć na wzrost poparcia, co wiązało by się z ponowną reelekcją na najwyższy urząd. Trzeba również podkreślić, że urząd prezydenta w Nigerii wiąże się także z pełnieniem funkcji szefa rządu. Obecny prezydent jawnie mówi o tym, że ofensywa powinna zakończyć się przed wyborami, sugerując również, że po ofensywie wojska sąsiadów powinny opuścić terytorium Nigerii. Wielu Nigeryjczyków jest zniesmaczonych bezradnością prezydenta. Ludzie pamiętają jego kompromitującą reakcję na porwanie blisko 200 uczennic. Sprawa, która poruszyła opinię publiczną na całym świecie, doczekała się oświadczenia prezydenta kraju dopiero trzy tygodnie od momentu porwania. Tę opieszałość w działaniu skrzętnie wykorzystuje główny kontrkandydat w tegorocznych wyborach Muhammadu Buhari. Buhari był już prezydentem Nigerii w latach 1983-1985 w wyniku przeprowadzonego zamachu stanu. Po dwóch latach rządów, został również bezkrwawo obalony przez swoich wojskowych współtowarzyszy, gdy chciał przeprowadzić śledztwo dotyczące korupcji w armii. Zwolennicy Buhariego podkreślają jego wojskowe doświadczenie, które może być pomocne w walce z Boko Haram.

Tymczasem organizacje walczące o prawa człowieka obawiają się tego co może nastąpić przez te najbliższe sześć tygodni. Sugerują również, że mogą pojawić się próby dalszego opóźniania terminu wyborów.


Źródło: Al-Jazeera, BBC, Washington Post, Leadership