Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Łukasz Kobeszko: Mord założycielski nowej Libii

25 październik 2011
A A A

"Świat bez Kaddafiego będzie o wiele lepszy" - powtarza wielu przywódców. Koniec krwawego dyktatora przyniósł ulgę jego ojczyźnie i światu, ale sposób w jaki to nastąpiło, budzi poważne zastrzeżenia co do skutków tegorocznych arabskich rewolucji oraz strategii, jaką przyjął wobec nich Zachód.

Próby obrony trwającego od 1 września 1969 do 20 października 2011 roku reżimu Muammara-al-Kaddafiego budzić mogą co najwyżej zdziwienie stopniem ignorancji lub naiwności ich autora. Przez lata nazwisko przywódcy "Wielkiej Arabskiej Dżamahiriji Ludowo-Socjalistycznej" było synonimem nieobliczalnych posunięć w polityce wewnętrznej i regionalnej, wspierania okrutnych działań terrorystycznych o zasięgu ogólnoświatowym oraz typowej dla licznych krajów Bliskiego i Dalekiego Wschodu satrapii traktującej własnych poddanych jako pozbawiony człowieczeństwa nawóz historii. Nawet gdy po 11 września 2001 roku Kaddafi przywdział kreację ekscentrycznego politycznego celebryty w operetkowych uniformach, witanego z pompą na czerwonych dywanach dyplomatycznych Rzymu i Paryża, nie sposób było sądzić, iż jego liczne wcześniejsze winy zostaną przez świat całkowicie rozgrzeszone.

Natrętne pytania

ImagePokazany przez stacje telewizyjne i portale internetowe wstrząsający film nagrany za pomocą telefonu komórkowego dokumentujący pojmanie i faktyczny lincz dokonany na błagającym o litość nieuzbrojonym libijskim dyktatorze, budzi jednakże nie tylko czysto ludzką odrazę i etyczny sprzeciw przeciwko kształtowi współczesnej cywilizacji informacyjnej żywiącej się hasłem more blood, more news, lecz także nie dające się zagłuszyć pytania o słuszność strategii przyjętych przez demokratyczną wspólnotę świata zachodniego wobec podobnych konfliktów, a także o przyszłość samej Libii, ufundowanej na tak odpychającym mordzie założycielskim. W końcu, egzekucja Kaddafiego przez rozszalały tłum skłania również do co najmniej powściągliwej oceny trwających w wielu krajach arabskich "demokratycznych" rewolucji. Wątpliwości te są tym bardziej istotne w sytuacji, gdy o "bliskowschodniej wiośnie ludów" z uznaniem wypowiadają się przedstawiciele bardzo zróżnicowanych sił politycznych na całym świecie. Podziw dla egipskiego placu Tahrir i Benghazi z powiewającymi flagami dawnej libijskiej monarchii w zadziwiający sposób łączy dzisiaj miłujących wolność obywatelską zachodnich liberałów i konserwatystów, walczących z dzisiejszym systemem gospodarczym uczestników alterglobalistycznych "Marszów oburzonych" z największych aglomeracji miejskich globu, zdeklarowanych wrogów "amerykańskiego imperializmu" i Izraela oraz sympatyków radykalnego islamu z krajów III świata.

 

Międzynarodowa nadinterpretacja

Pierwszą poważną wątpliwością, która budzi się w związku z wydarzeniami w Libii i bezpośrednio ze śmiercią libijskiego dyktatora jest problem dziwnej interpretacji słusznej skądinąd Rezolucji nr 1973 Rady Bezpieczeństwa ONZ, uchwalonej 17 marca br. W celu obrony ludności cywilnej protestującej przeciwko reżimowi w Trypolisie, który postanowił siłą zdusić antyrządowe protesty Libijczyków, najwyższy organ międzynarodowy nadzorujący globalne bezpieczeństwo wprowadził zakaz lotów wojskowych nad krajem i upoważnił wspólnotę międzynarodową do użycia wszelkich środków do ochrony miejscowej ludności. Operacja "Świt Odysei", nad którą wkrótce jednak przejęło dowództwo NATO, dość szybko rozszerzyło zakres działań operacyjnych wobec sił Kaddafiego, co stanowiło de facto zmianę charakteru całego przedsięwzięcia z prewencyjno-humanitarnego na ofensywny. W związku z tym, wygłaszane jeszcze pod koniec marca br. zapewnienia NATO, że libijski dyktator nie jest bezpośrednim celem ich ataków, wydawały się dość nielogiczne.

Do istotnej zmiany sytuacji na libijskim froncie doszło pod koniec sierpnia, gdy siły powstańców zdobyły Trypolis oraz znajdujący się w pobliżu stolicy kraju kompleks Bab-El-Aziz. Wówczas, nieliczne już, choć najbardziej fanatycznie nastawione jednostki wierne dyktatorowi schroniły się wokół dwóch ośrodków miejskich: Bani Walid oraz Syrty. Długotrwałe oblężenie obydwu miast stanowiło już klasyczny akt wojny domowej, w której jedna ze stron, zyskawszy przewagę, doprowadza do faktycznego osaczenia przeciwnika. Bombardowanie przez NATO obydwu miast stanowiło kolejną nadinterpretację zapisów Rezolucji nr 1973, bowiem walki wokół nich nie miały już charakteru represji krwawego reżimu wobec swoich obywateli, lecz były zwykłym natarciem powstańców na niedobitki kaddafistów.

Tym większe wątpliwości prawne i międzynarodowe budzą okoliczności śmierci dyktatora podawane przez globalne media. Według nich, Kaddafi wpadł w ręce powstańców po ataku bombowym NATO na konwój kilku uciekających z ostrzeliwanej i oblężonej Syrty samochodów, w których, jak przypuszczano, mógł znajdować się obalony dyktator. Czy konwój kilku samochodów osobowych bądź terenowych stanowił w myśl zapisów Rezolucji nr 1973 zagrożenie dla ludności cywilnej? Jeżeli nie, to dlaczego NATO nie było w stanie jasno zadeklarować, że celem operacji jest jednak zgładzenie Kaddafiego?

 

Zapomniane konwencje

Położenie prawne Kaddafiego uległo istotnej zmianie 27 czerwca br., gdy Międzynarodowy Trybunał Karny ONZ wydał nakaz aresztowania libijskiego dyktatora. Wówczas, głównym zadaniem Libijczyków, bądź sił międzynarodowych powinno stać się schwytanie tyrana i dostarczenie go przed międzynarodowy wymiar sprawiedliwości, aby w legalnym procesie zostały udowodnione i odkryte w pełni jego zbrodnie przeciwko ludzkości. Najprawdopodobniej celowe doprowadzenie do śmierci człowieka obciążonego tak poważnymi zarzutami stanowi co najmniej lekceważenie wielu jego ofiar i ich rodzin, ale także budzi uzasadnione pytania co do powodów takiego postępowania.

Lincz w świetle kamer telefonów komórkowych ciężko rannego człowieka i błagającego o litość, co potwierdziło szereg doniesień agencji informacyjnych, stanowił nie tylko przykład niecywilizowanego samosądu, ale również był złamaniem najbardziej fundamentalnych praw III Konwencji Genewskiej z 1949 roku dotyczącej traktowania jeńców wojennych. W artykule 3 zakazuje one zamachów na życie i nietykalność cielesną, a w szczególności zabójstw we wszelkiej postaci, okaleczeń, okrutnego traktowania, tortur oraz mąk. Ponadto, Konwencja zakazuje poniżającego i upokarzającego traktowania jeńców oraz "wykonywania egzekucji bez uprzedniego wyroku wydanego przez sąd należycie ukonstytuowany i dający gwarancje procesowe, uznane za niezbędne za narody cywilizowane (art. 3 pkt 1). Nie trzeba specjalnego wysiłku, aby stwierdzić, że lincz na Kaddafim stanowił poważne naruszenie wszystkich wyżej wymienionych zapisów Konwencji Genewskiej.

Głoszącym poszanowanie dla prawa międzynarodowego i demokracji przywódcom zachodnim powinno w pierwszej kolejności zależeć na tym, aby odpowiedzialny za liczne zbrodnie dyktator nie trafił w ręce rozjuszonego tłumu, lecz jak najszybciej znalazł się w celi międzynarodowego więzienia w Hadze. Zarejestrowana przez kamery radosna reakcja amerykańskiej Sekretarz Stanu Hillary Clinton na wieść o zamordowaniu obalonego dyktatora Libii skłania do pytań o rzeczywiste poszanowanie praworządności w polityce międzynarodowej.

 

Na fundamencie samosądu?

ImageWydarzenia w Syrcie z 20 października, które oglądał cały świat każą poważnie wątpić w zdolność Libii do pokojowej i bezbolesnej transformacji demokratycznej, o której uparcie mówi szereg zachodnich przywódców, w tym także tych, którzy jeszcze kilka lat wcześniej wydawali przyjęcia na cześć obalonego dyktatora z Trypolisu. Historyczne doświadczenie uczy, że pośpieszna likwidacja nawet najbardziej krwawych dyktatorów, z jaką mieliśmy do czynienia na przykład w grudniu 1989 roku w Rumunii podczas ekspresowego "sądu wojskowego" nad Nicolae i Eleną Ceausescu, najczęściej spowodowana jest obawami przed rozwiązaniem języka dotychczasowego dyktatora, którego obalili jego dotychczasowi współpracownicy. Nie inaczej jest w Libii, gdzie przywódca powstańczej Tymczasowej Rady Narodowej Mustafa Muhammad Abd ad-Dżalil pełnił w latach 2007-2011 funkcję ministra sprawiedliwości we władzach kierowanych przez Kaddafiego.

Dodatkowe obawy budzą powtarzające się doniesienia o licznych samosądach na byłych lub domniemanych zwolennikach reżimu oraz afrykańskiej ludności czarnoskórej, uznawanej przez Libijczyków za głównych współpracowników i najemników dyktatora. Libia nie ma żadnych tradycji demokratycznych, a ogromna ilość uzbrojonych jednostek i grup paramilitarnych o proweniencji radykalnie islamskiej sprawia olbrzymie zagrożenie nie tylko dla tak doświadczonych przez dekady reżimu i wojnę mieszkańców Libii, ale również dla całego regionu. Demokracja ufundowana na swoistym "mordzie założycielskim" i samosądach będzie ponurą parodią i pustą atrapą.

W związku z tą sytuacją, jedynym skutecznym (chociaż nie zapewniającym pełnego sukcesu, co pokazuje przykład Iraku) byłoby utrzymanie jakiejś formy międzynarodowego nadzoru nad powojenną Libią, włączając w to być może rozjemczą obecność międzynarodowych sił militarnych.

 

Nadzieja czy zagrożenie?

Przemawiając we wrześniu br. na forum corocznej sesji plenarnej Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku, premier Izraela Beniamin Netanjahu powiedział, że wystarczą drobne zaniedbania ze strony wspólnoty międzynarodowej, aby arabska wiosna ludów przekształciła się w pełną chłodu zimę. Wbrew entuzjastycznym opiniom części obserwatorów, arabskie rewolucje niosą ze sobą nie tylko potencjał demokratyzacji i modernizacji społeczeństw i systemów politycznych Bliskiego Wschodu, ale także bardzo poważny ładunek dalszej eksplozji islamskiego fundamentalizmu i niestabilności. Dotknie ona przede wszystkim zamieszkujące region mniejszości - głównie chrześcijan, co pokazują chociażby niedawna masakra Koptów w Egipcie, splądrowanie i uszkodzenie przez libijskich powstańców prawosławnej świątyni w Trypolisie w kilka godzin po zajęciu tego miasta oraz ataki demonstrantów na kościoły chrześcijańskie w Syrii. Pogorszenie losu może dotknąć również mieszkających w krajach arabskich nielicznych już enklaw ludności żydowskiej oraz liczniejszej diaspory afrykańskiej, tak licznie obecnej w samej Libii. Arabska Wiosna Ludów zdecydowanie pogorszy również położenie coraz bardziej osamotnionego w regionie Izraela, jedynego, co wielu uparcie nie chce przyznać, realnie demokratycznego państwa na Bliskim Wschodzie. Widok płonących flag z Gwiazdą Dawida był niestety częstym widokiem podczas tegorocznych demonstracji w krajach arabskich od Tunisu po Damaszek.

Niechęć społeczeństw Bliskiego Wschodu wobec rodzimych dyktatorów, których długie lata rządów znaczone były licznymi tragediami jest zrozumiała. Ważne jest jednak również, aby elity polityczne Zachodu zadały sobie pytanie, czy ich cele i dążenia strategiczne w regionie pokrywają się z celami tłumów, skandujących na ulicach arabskich i europejskich miast hasła przepowiadające nieciekawą przyszłość swoim dotychczasowym przywódcom. Od odpowiedzi na tak postawioną kwestię zależy w dużej mierze dalszy los jednej z najbardziej zapalnych części świata.

Zdjęcia za: theblogismine.com