Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies .

Akceptuję

Jemen: kłopoty byłego prezydenta?

16 kwiecień 2015
A A A

Ali Abdullah Saleh oskarżany przez kraje arabskie o podgrzewanie nastrojów i wspieranie rebelii w Jemenie, wysyła dziwne sygnały w kierunku państw Zatoki Perskiej. Korespondent Al-Jazeery w Arabii Saudyjskiej poinformował, że były prezydent szuka dla siebie oraz swojej rodziny schronienia w krajach arabskich. Łącznikiem w rozmowach pomiędzy stronami miał być wieloletni minister spraw zagranicznych Jemenu, Abu Bakr al- Qirbi.

Middle East Monitor podaje, że Qirbi odwiedził do tej pory wiele krajów zatoki próbując przekonać je, iż Saleh nie ma żadnych relacji z rebeliantami szyickimi z plemienia Huti. Z informacji jakie docierają, można wnioskować, że władze Arabii Saudyjskiej nie dały wiary w przesłanie Qirbiego. Rijad odrzucił prośbę o azyl dla Saleha i jego rodziny. Swoją decyzję Saudowie uzasadniali poczynaniami byłego prezydenta podczas początkowych napięć w Jemenie, które według Rijadu celowo były przez niego podgrzewane.

Kolejną interesującą wiadomością, z jaką dzieli się Middle East Monitor, było nieoficjalne spotkanie syna byłego prezydenta Ahmeda Saleha na lotnisku w Rijadzie z ministrem obrony Arabii Saudyjskiej Mohammedem Bin Salamanem. Do spotkania miało dojść krótko przed rozpoczęciem nalotów państw koalicji arabskiej na pozycje rebeliantów z plamienia Huti. Al-Jazeera podaje, że Saleh junior przedstawił szereg wymagań i warunków, które mieli spełnić Saudowie, w zamian za zerwanie sojuszu z plemieniem Huti przez jego ojca. Wśród żądań miały się znaleźć odmrożenie funduszy i kont rodziny Saleh, wspieranie byłego prezydenta przez Arabie Saudyjską oraz gwarancje bezpieczeństwa, które zostały odrzucone przez ministra Salamana. Co ciekawe, obecnie sam Saleh odrzucił zarzuty, że popiera rebelię Huti. Jednocześnie skłania strony konfliktu, aby powróciły na ścieżkę dialogu.

Zaskakująca zmiana w podejściu Saleha może wynikać z problemów, jakie trapią jego wojska. Według Reutersa, po trzech tygodniach nalotów i bombardowań koalicji arabskiej, największe straty zanotowały oddziały byłego prezydenta, a nie sił Huti. Z informacji jakie docierają do środków masowego przekazu, pięć brygad lojalnych Salehowi zostało mocno osłabionych wskutek nalotów i masowej dezercji żołnierzy tam służących.

Od 26 marca b.r. arabska koalicja przeprowadziła w Jemenie ponad 1200 nalotów powietrznych.

Źródło: Middle East Monitor, Al Jazeera, Reuters