Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

ANC staje się cieniem dawnej potęgi


31 styczeń 2024
A A A

Zawieszenie byłego prezydenta Jacoba Zumy w prawach członka Afrykańskiego Kongresu Narodowego, pokazuje jak na dłoni problemy dawnego ruchu narodowowyzwoleńczego. Na kilka miesięcy przed wyborami parlamentarnymi w Republice Południowej Afryki jest on skłócony, powszechnie kojarzony z korupcją i nie mające pomysłu na przełamanie kryzysu gospodarczego.

Trzeba powiedzieć otwarcie, że Zuma sam w sobie jest jednym z symboli powolnego upadku Afrykańskiego Kongresu Narodowego (ANC). Przed sześcioma laty pod naciskiem swojej partii musiał on ustąpić ze stanowiska prezydenta w obliczu możliwego impeachmentu, a przed trzema laty został nawet skazany przez sąd za ignorowanie wezwań na procesy dotyczące korupcji. Problemy z prawem nie przeszkadzają mu jednak w komentowaniu południowoafrykańskiej rzeczywistości i krytykowaniu własnego ugrupowania.

Najczęściej Zuma kieruje swoją krytykę pod adresem prezydenta RPA Cyryla Ramaphosy, który jest jego zdaniem „pełnomocnikiem kapitału białych monopolistów” i nie potrafi poradzić sobie na przykład z powszechnymi w kraju przerwami w dostawach prądu. Z tego powodu była głowa państwa zapowiedziała w grudniu, że w najbliższych wyborach parlamentarnych zagłosuje na nowo utworzoną partię „Włócznia Narodu” (MK), nawiązującą swoją nazwą do zbrojnego skrzydła ANC z czasów apartheidu. To według władz partii zadecydowało o zawieszeniu Zumy.

Skorumpowani do cna

W wypowiedziach byłego lidera Kongresu trudno doszukiwać się szlachetnych pobudek i rzeczywistej troski o los kraju oraz ugrupowania. Zuma z powodu stawianych mu zarzutów o korupcję stara się dyskredytować Ramaphosę, między innymi pozywając go za rzekome ujawnienie danych medycznych na jego temat. Były południowoafrykański prezydent uważa, że trafiły one do prowadzącego jego sprawę prokuratora Billy’ego Downera, który następnie przekazał je dziennikarce Karyn Maughan z portalu News24.

Postępowanie sądowe wobec Zumy dotyczy między innymi sprawy zakupu broni jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku, gdy pełnił on funkcje wiceprezydenta RPA. Ogółem jeden z najważniejszych współczesnych południowoafrykańskich polityków usłyszał już 783 zarzuty dotyczące korupcji, oszustw i prania brudnych pieniędzy. Do tego dochodzą zaległości wobec wynajmowanych przez niego drogich prawników, a także niespłacona pożyczka, przez którą skonfiskowano należącego do niego gospodarstwo.

Zarzuty o korupcję nie są niczym nowym wśród czołowych działaczy ANC. Podejrzane interesy zawsze były domeną RET, czyli wewnątrzpartyjnej frakcji skupionej wokół Zumy. Grupa działająca na terenie jego rodzinnej prowincji KwaZulu-Natal była zamieszana w skandal dotyczący wpływów pochodzącej z Indii rodziny Guptów, która dzięki współpracy z byłym prezydentem miała między innymi wpływać na skład rządu RPA oraz otrzymywać budżetowe dotacje. Przebywający obecnie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich bracia Guptowie mieli być więc częścią sieci korupcyjnej stworzonej przez Zumę.

Oczywiście zjawiska korupcji w Południowej Afryce nie można sprowadzać jedynie do postaci byłej głowy państwa i jej współpracowników. Obecny prezydent sam musiał mierzyć się z zarzutami o naruszenie konstytucji w związku z przechowywaniem w swoim gospodarstwie niezarejestrowanych zasobów zagranicznej waluty, o czym opinia publiczna dowiedziała się po włamaniu do jego posiadłości. Z sofy w jego domu skradziono według różnych źródeł od pół miliona do nawet pięciu milionów dolarów, które zdaniem Ramaphosy otrzymał na swojej farmie zwierząt łownych od sudańskiego biznesmena kupującego bawoły. Parlament rozpoczął nawet wstępną procedurę impeachmentu prezydenta, ale wniosek nie zyskał odpowiedniego poparcia.

Zarazem to właśnie obecny lider ANC zaczął walczyć z korupcją w szeregach ugrupowania. Nie tylko przeciwstawił się Zumie, ale przed trzema laty zawiesił swojego głównego przeciwnika wewnątrz partii, czyli ówczesnego sekretarza generalnego Kongresu Ace Magashule, który jest oskarżony łącznie o popełnienie 21 przestępstw związanych z łapówkarstwem. To tylko wierzchołek góry lodowej, bo trudno opisać wszystkie skandale korupcyjne z udziałem działaczy ANC choćby na szczeblu lokalnym.

Gospodarka w rozkładzie

Trzeba oddać Zumie, że w kwestiach ekonomicznych celnie punktuje rządy Ramaphosy, choć sam ma swój dosyć nieskromny wkład w zapaść południowoafrykańskiej gospodarki. Symbolem problemów są regularne przerwy w dostawach prądu, z powodu których w lutym ubiegłego roku obecny prezydent ogłosił nawet stan klęski żywiołowej. Dzięki temu rozwiązaniu władze w Pretorii miały przynajmniej chronić szpitale i najważniejsze urzędy przed brakiem energii, pozyskując ją choćby od swoich sąsiadów.

Przerwy są spowodowane niewydolnością tamtejszego sektora energetycznego. Koncern energetyczny Eskom zwyczajnie nie jest w stanie zaspokoić krajowego zapotrzebowania na prąd, bo należące do niego elektrownie mierzą się z licznymi awariami. Są one zaś spowodowane przez przestarzałe technologie, które przez lata nie były modernizowane. Przywódcy ANC wielokrotnie z powodu pilniejszych wydatków przesuwali na przykład terminy remontów elektrowni, a zarazem pod rządami prezydenta Thabo Mbeki udostępniali za darmo prąd biednym rodzinom, zupełnie nie liczą się z rachunkiem ekonomicznym.

Pogrążony w skandalach korupcyjnych Kongres tak naprawdę nie ma żadnego planu dotyczącego wyjścia z kryzysu gospodarczego. Co prawda w 2020 roku przedstawiono program ożywienia gospodarczego po pandemii koronawirusa, lecz zasadniczo po nieco ponad trzech latach od jego prezentacji nie widać zbytnich efektów. Wręcz przeciwnie, co pokazuje właśnie najbardziej jaskrawy przykład narastających problemów z sektorem energetycznym. Trzeba jednocześnie przyznać, że nadrobienie niektórych zaległości zajmie jeszcze wiele lat.

Jak widać niektórym problemom można było zapobiec, gdyby kierownictwo ANC myślało  nieco bardziej perspektywicznie. Zamiast tego czołowi politycy południowoafrykańskiej centrolewicy wolą zrzucać odpowiedzialność za niepowodzenia na innych. W przypadku kryzysu energetycznego ministrowie w rządzie Ramaphosy oskarżali państwowy koncern o sabotaż i próbę obalenia władzy, a nawet o przeprowadzenie celowego ataku przeciwko całemu krajowi.

Zewnętrzne siły działające przeciwko rządom Kongresu muszą być tym samym wszechpotężne, bo permanentny kryzys nie dotyczy jedynie sektora energetycznego. Kraj rządzony od ponad trzech dekad przez ANC ma również problem z zapewnieniem ludziom bieżącej wody, funkcjonowaniem transportu publicznego, gigantycznym bezrobociem wśród młodzieży sięgającym 60 proc. czy wywozem śmieci i ścieków. Nie wspominając już o jednym z najwyższych na świecie wskaźników zabójstw.

Opozycja rośnie

Prezydent RPA nie działa w próżni. Może zawiesić niektórych działaczy swojej partii, gdy ich przewin nie da się już zatuszować, ale trudno wyplenić mu całą korupcję i niegospodarność wśród członków ANC. W przeciwnym razie mógłby stracić swoje zaplecze polityczne, a tym samym i władzę. Podobnych dylematów nie ma południowoafrykańska opozycja, która może swobodnie krytykować rządzących za pogarszanie się sytuacji w kraju.

Według ostatnich sondaży Kongres po raz pierwszy od czasu obalenia władzy apartheidu cieszy się poparciem mniej niż połowy społeczeństwa. W niektórych badaniach opinii publicznej zaczyna nawet zbliżać się do poziomu 30 proc., a to będzie wiązało się z koniecznością podzielenia się władzą z koalicjantem. Czyli zapewne z radykalną lewicą z Ruchu Bojowników o Wolność Ekonomiczną (EFF), którego lider Julius Malema jest uważany za niebezpiecznego radykała przez inne partie opozycyjne.

Postulaty EFF są jeszcze radykalniejsze od programu ANC. Skrajnie lewicowe ugrupowanie, podobnie jak Zuma, zarzuca centrolewicy zbytnią uległość wobec „władzy kapitału” utożsamianego z białą mniejszością. Radykalne i często wręcz rewolucyjne postulaty społeczno-ekonomiczne partii Malemy mogą trafić na podatny grunt, zwłaszcza wśród najbiedniejszego elektoratu coraz bardziej rozczarowanego postawą ANC.

Na niekorzyść Kongresu działa zjednoczenie innych opozycyjnych środowisk. W połowie ubiegłego roku zawiązały one składającą się z siedmiu ugrupowań koalicję „Wielopartyjnej Karty dla Południowej Afryki”, stawiającej sobie za cel właśnie odsunięcie ANC od władzy. Największym środowiskiem tworzącym Kartę jest Sojusz Demokratyczny (DA), uważany za reprezentujący interesy białych mieszkańców, lecz mający w swoich szeregach także popularnych czarnoskórych polityków. Co ciekawe, gotowość współpracy ze zjednoczoną opozycją wyraził nawet Malema, który zapewne w ten sposób chce zyskać kartę przetargową w potencjalnych przyszłych negocjacjach z Ramaphosą.

W rządzącym od ponad trzech dekad ugrupowaniu musiałby wydarzyć się cud w postaci nagłego otrzeźwienia, na co się nie zanosi. Inicjatywy lidera ANC, czy słowa sekretarza generalnego partii Fikile Mbaluli o groźbie przekształcenia RPA w państwo upadłe, nie zmieniają przygnębiającego obrazu Kongresu. Ruch, który w 1994 roku przynosił nadzieję na lepsze jutro, wyraźnie zdegenerował się władzą absolutną.

Maurycy Mietelski

fot. BBC World Service / Flickr.com