Kilka dni temu podczas podróży autobusem wenezuelski prezydent Nicolas Maduro został zaatakowany w niecodzienny sposób. Jeden z jego zwolenników rzucił w przywódcę kraju owocem mango, trafiając prosto w głowę. Jak się później okazało, owoc nie miał pełnić roli pocisku, lecz być formą wiadomości. W jej treści zawierał się numer telefonu oraz prośba o kontakt.
Wiadomo nie od dziś, że ludzie bardzo często chcąc przekazać wiadomość wybranym politykom, rzucają w nich notatką napisaną na papierze. Gdy Marleny Olivio dowiedziała się, że prezydent właśnie przejeżdża przez jej miasteczko, również chciała mu coś przekazać. Nie mając przy sobie niestety kartki papieru, postanowiła wypisać wiadomość na owocu mango i rzucić prosto w przejeżdżającego autobusem Maduro.
Kilka dni po incydencie do kobiety zadzwoniono z kancelarii prezydenta z pytaniem jaką ma do niego sprawę. Zszokowana i przestraszona wyznała, że od jakiegoś czasu ma problemy ze swoim mieszkaniem. Na wieść o tym Maduro w ramach Wielkiej Akcji Mieszkaniowej zapewnił kobiecie nowy dach nad głową, a pamiętne mango obiecał zjeść.
Reakcja prezydenta na owy atak spotkała się zarówno z podziwem jak i krytyką. Pojawiły się też kąśliwe uwagi ze strony opozycji: "Skoro za mango dostaje się mieszkanie, pomyślcie co byście dostali rzucając w niego ananasem." A ty, obywatelu Rzeczpospolitej, czym rzuciłeś ostatnio w prezydenta?
Źródło: Reuters
