Prezydent Brazylii Lula da Silva jest bliski przegranej w wyborach, dlatego na ostatniej prostej swojej kampanii złożył szereg gospodarczych obietnic. Jego konkurent Flávio Bolsonaro krytykuje kosztowne propozycje, ale wydaje się nie mieć na nie żadnej interesującej odpowiedzi.
Przed drugą turą wyborów bliższy wygranej jest syn byłego prezydenta Jaira Bolsonaro, który zwyciężył w pierwszej turze i jest liderem zdecydowanej większości sondaży. Z drugiej strony na kilka dni przed głosowaniem w badaniach opinii publicznej zaczęła rosnąć grupa niezdecydowanych wyborców. Eksperci uważają więc, że to właśnie oni zadecydują o ostatecznym wyniku brazylijskich wyborów.
Od ogółu do szczegółu
Zmiana w nastrojach społecznych widoczna jest po telewizyjnej debacie pomiędzy oboma kandydatami. Lula i Flávio na tydzień przed wyborami zmierzyli się ze sobą w stacji „Band”, a ich wypowiedzi i gesty z niedzielnej dyskusji stały się tak zwanymi internetowymi viralami, nie tylko zresztą w samej Brazylii. Antenowe show nieco przysłoniło więc same obietnice składane przez obu polityków.
Obecny prezydent w trakcie swojej kampanii przedstawiał program zarówno dla pracowników, jak i dla przedsiębiorców. Opowiadał się za dalszym podwyższaniem płacy minimalnej powyżej inflacji, wsparciem finansowym państwa dla małych i średnich przedsiębiorstw, zwiększeniem udziału firm państwowych w gospodarce czy za skróceniem czasu pracy.
Brazylia, podobnie jak niemal cały świat, mierzy się z problemem rosnących kosztów utrzymania, stąd też Lula odniósł się też do tej kwestii. Jego najważniejszym pomysłem na obniżenie cen jest wspomniane wzmocnienie podmiotów kontrolowanych przez państwo. W opinii lidera Partii Pracujących (PT) poprzedni prawicowy rząd sprywatyzował spółkę paliwową BR Distribuidora, dlatego władze nie mogły kontrolować cen paliw na stacjach benzynowych.
W trakcie debaty brazylijska głowa państwa nawiązała także do sprawy zadłużenia kraju, wynoszącego już 82.9 proc. produktu krajowego brutto. Zdaniem Luli problem ten można rozwiązać jedynie poprzez pobudzenie wzrostu gospodarczego. Właśnie w tym celu w swojej kolejnej kadencji zamierza on wspierać sektor prywatnych i państwowych przedsiębiorstw. Zarazem to za jego rządów zagraniczne zadłużenie wzrosło o ponad jedną czwartą.
Krótszy czas pracy
Telewizyjna debata odbyła się cztery dni po głosowaniu Senatu nad propozycją skrócenia czasu pracy w Brazylii. Senatorowie zaakceptowali poprawkę do brazylijskiej konstytucji, która ma zagwarantować obywatelom dwa dni płatnego odpoczynku tygodniowo i skrócić czas pracy do czterdziestu godzin. Dotychczasowy tydzień pracy w tym kraju wynosił sześć dni, a tygodniowy wymiar czasu pracy czterdzieści cztery godziny.
Zmiany przegłosowane przez Kongres Narodowy zaczną wchodzić w życie stopniowo. W połowie grudnia bieżącego roku maksymalny wymiar pracy wyniesie pięć dni i czterdzieści dwie godziny tygodniowo. W grudniu przyszłego roku tygodniowy wymiar pracy zostanie natomiast zredukowany do poziomu czterdzieści godzin.
Reforma zakłada utrzymanie na dotychczasowym poziomie pensji minimalnej i wynagrodzeń Brazylijczyków. W niektórych branżach będą z kolei obowiązywać inne zasady. W sektorach wymagających ciągłej pracy, warunki zatrudnienia będą negocjowane w ramach układów zbiorowych albo konwencji. Pracownicy i przedsiębiorcy mają tym samym ustalić wspólnie harmonogramy pracy.
Ogółem wprowadzana przez parlament reforma będzie wymagała reorganizacji w brazylijskich przedsiębiorstwach. Analitycy wypowiadający się dla tamtejszych mediów uważają, że skrócenie tygodnia pracy z sześciu do pięciu dni zwiększy koszty pracy nawet o kilkanaście procent. Według zwolenników tego rozwiązania firmy będą musiały wprowadzić rozwiązania zwiększające produktywność, w tym zainwestować w nowoczesne technologie.
Komunikacja dla każdego
W ubiegłą środę do parlamentu trafiła kolejna z propozycji Luli, zaprezentowana przez niego kilka dni po pierwszej turze wyborów prezydenckich. Poprawka do konstytucji wniesiona przez brazylijskiego przywódcę zakłada wprowadzenie darmowej komunikacji w miastach, dostępnej dla całego społeczeństwa w trakcie weekendów oraz dni świątecznych. Sprawa będzie teraz rozpatrzona przez Izbę Deputowanych i Senat.
Dla lidera lewicy darmowa komunikacja miejska będzie rozwiązaniem uzupełniającym decyzję o skróceniu wymiaru czasu pracy, dzięki któremu będą oni mogli wypocząć w weekend. Lula już wcześniej podejmował odpowiednie działania poprzez zatwierdzenie rozwiązań, które torowały drogę do współfinansowania komunikacji publicznej w miastach z budżetu federalnego. Jego krytycy uważają zresztą, że mógł zrobić więcej w tej kwestii przez cztery lata swojej upływającej właśnie kadencji.
Środki na ten cel mają zostać zapewnione dzięki wykorzystaniu ponad jednej czwartej kwoty tak zwanych poprawek parlamentarnych, pozwalających na finansowanie projektów związanych z usługami publicznymi. Koszt wdrożenia bezpłatnej komunikacji miejskiej w weekendy oszacowano na około 12 mld reali brazylijskich. Część partii popierających takie rozwiązanie uważa jednak, że nie powinno ono być finansowane we wspomniany sposób.
Umorzenie
Prezydent Brazylii w ubiegłą środę podpisał ustawę umarzającą długi zaciągnięte przez mikroprzedsiębiorców. Łącznie około 17,6 mln osób prowadzących indywidualną działalność gospodarczą nie będzie musiało zapłacić blisko 16 mld reali brazylijskich. W tej kwestii istnieją pewne rozbieżności, bo parlament w porównaniu do Ministerstwa Przedsiębiorczości, Mikroprzedsiębiorstw i Małych Przedsiębiorstw ocenił, że umorzenie długów podatkowych obejmie około 3,6 miliona mikroprzedsiębiorców.
Ogółem propozycja brazylijskiego przywódcy poszła dalej, niż początkowo zakładano. Pierwotnie umorzone miały być jedynie długi znajdujące się w centralnym rejestrze rządu federalnego, ale ostatecznie ustawa objęła także zobowiązania znajdujące się dopiero na początkowym etapie windykacji.
W opinii Luli jego decyzja będzie korzystna z punktu widzenia osób prowadzących samodzielnie działalność gospodarczą. Bez obciążenia długami będą oni mogli ubiegać się o kolejne kredyty i inne możliwości finansowania swoich inicjatyw. Tym samym zaczną oni swego rodzaju „nowe życie”. Dodatkowo brazylijska głowa państwa podniosła limity rocznych dochodów, po przekroczeniu których podmioty tracą status indywidualnego mikroprzedsiębiorcy.
Zmiana jest oczywiście związana z kampanią wyborcza, lecz rząd federalny nie ukrywa, że zasadniczo nie byłby w stanie odzyskać długów podatkowych. Małe firmy mocno ucierpiały podczas pandemii koronawirusa, stąd też zadłużenie z tamtego okresu utrudnia im bieżącą działalność gospodarczą. Szef resortu przedsiębiorczości Paulo Henrique Rodrigues Pereira przyznał nawet wprost, że po kilku latach prac rządzący nie byli w stanie znaleźć innego pomysłu na redukcję długów najmniejszych podmiotów.
Inna wizja
Opozycja ma dużo mniejsze pole manewru od rządzących, bo nie może wykorzystać w swojej kampanii aparatu państwa. Flávio po ogłoszeniu przez Lulę kolejnych propozycji znalazł się więc w wyraźnej defensywie, na ostatniej prostej kampanii skupiając się głównie na krytyce pomysłów głowy państwa. Niekiedy wypowiedzi lidera Partii Liberalnej (PL) mogły zostać odebrane jako pogardliwe dla wyborców, gdy na przykład zastanawiał się on, czy społeczeństwo naprawdę może wierzyć w darmową komunikację miejską w weekendy.
Flávio wydaje się zresztą w niektórych przypadkach popadać w krytykanctwo. Każda z inicjatyw Luli jest przez niego kwestionowana automatycznie jako kiełbasa wyborcza, mająca zapewnić obecnemu prezydentowi reelekcje. Oczywiście, trudno nie zauważyć, że lider lewicy po przegranej w pierwszej turze stara się za wszelką cenę odwrócić wynik wyborów, ale zarazem odpowiada na rzeczywiste potrzeby społeczne, związane choćby z drożyzną, ubóstwem czy brakiem bezpieczeństwa żywnościowego.
Nie można zarazem odmówić przywódcy prawicy pewnej refleksji. Flávio zagłosował na przykład za pięciodniowym tygodniem pracy, bo rozwiązanie wprowadzane przez Lulę miało cieszyć się także poparciem jego elektoratu. W kwestii długów mikroprzedsiębiorców proponuje z kolei dalej idące rozwiązanie, mające polegać na wykupie przez państwo zobowiązań zaciągniętych przez małe firmy w prywatnych bankach.
W porównaniu do Luli Flávio przede wszystkim postrzega zupełnie inaczej rolę państwa w gospodarce. Sprzeciwia się zwłaszcza propozycji wzmocnienia roli sektora państwowych przedsiębiorstw, przypominając często o ich rosnącym zadłużeniu podczas dotychczasowych trzech kadencji prezydenckich Luli. Syn byłego prezydenta jest też zwolennikiem bardziej elastycznych form zatrudnienia oraz ograniczenia wydatków budżetowych. Która wizja cieszy się większym poparciem Brazylijczyków przekonamy się już w niedzielę.
Maurycy Mietelski
