Według wieloźródłowych informacji, w Iranie coraz wyraźniej narasta napięcie przed zbliżającą się 31. rocznicą rewolucji islamskiej (przypadającą, według kalendarza chrześcijańskiego, w dniu 8 lutego).
Po pomarańczowej rewolucji mówiło się o dwóch Ukrainach. Tej niebieskiej i tej pomarańczowej. Pomarańczowej - prozachodniej, prodemokratycznej i w swej esencji właśnie ukraińskiej. Niebieskiej – prorosyjskiej, rosyjskojęzycznej, antyzachodniej i putinoidalnej. Pomijając fakt, że to straszliwe uproszczenia – nie ma dwóch Ukrain. Jest ich znacznie więcej.
Polska odegrała znaczącą rolę wspierając demokratyczne przemiany na Ukrainie w czasie „pomarańczowej rewolucji”. Czy deklarowane wielokrotnie od tego czasu „strategiczne partnerstwo” między oboma krajami jest faktem czy też pozostało w sferze deklaracji?
Julię Tymoszenko nie możemy jednoznacznie nazwać populistką, ponieważ zarówno w sferze teorii jak i praktyki nie spełnia wszystkich kryteriów niezbędnych do tego, by nadać jej „zaszczytny” tytuł populistki. Co wcale nie zmienia faktu, iż Tymoszenko wykorzystuje wiele elementów populistycznych w czasie swych działań politycznych.
Ukraina znajduje się obecnie na niepewnym politycznie gruncie. Zbliżające się wybory prezydenckie oraz trwająca kampania wyborcza nie sprzyjają rzetelnej dyskusji, prowokują jedynie do rzucania populistycznych haseł, nierealnych obietnic. Czy Unia i NATO powinny „przejąć się” zmianą na stanowisku głowy ukraińskiego państwa?
Zmęczeni kryzysem, grypą i politycznymi swarami, obywatele Ukrainy mogę popełnić zły wybór i pogrążeni w maraźmie zapomną o pomarańczowych wydarzeniach. Ukraina bardzo łatwo może zaprzepaścić przemiany i stać się autorytarnym państwem pod opieką Moskwy. Tylko idea narodu może temu zapobiec.
