Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Strefa wiedzy Polityka Grzegorz Mazurczak: Sytuacja ekonomiczna i polityczna Kurdystanu irackiego w ostatniej dekadzie

Grzegorz Mazurczak: Sytuacja ekonomiczna i polityczna Kurdystanu irackiego w ostatniej dekadzie

23 kwiecień 2009
A A A

Skupiając się na sytuacji Kurdystanu irackiego po 2000 r. i porównując ją do okresu wcześniejszego, można dostrzec ogromną różnicę, jaka się dokonała na przestrzeni ostatnich lat. Przede wszystkim na każdym kroku widać, jak bardzo poprawiła się sytuacja gospodarcza tego kraju.

Władze autonomii dały zielone światło inwestorom, rozwija się budownictwo (budynki, drogi, mosty), bankowość, media. Uchwalono 10 letni okres bezpodatkowy dla biznesu i wszelkich zagranicznych inwestycji. Już w 2001 r. udało się odbudować większość zniszczonych w poprzednich latach osiedli i wsi.

Od 2003 roku, między Turcją a Kurdystanem irackim bardzo prężnie rozwija się wymiana handlowa, głównie eksport z Turcji, co jest widoczne w sklepach, gdzie tureckie produkty stanowią większość oferowanego towaru. Rosną też inwestycje tureckie, szczególnie zauważalne we wspomnianym wcześniej budownictwie. Nawet kurdyjskie okna na świat, czyli porty lotnicze w Sulejmanii i Arbilu, zostały zbudowane przez firmy tureckie. Można więc powiedzieć, że Kurdystan iracki obecnie nie jest tak silnie powiązany ekonomicznie z żadnym innym krajem jak z Turcją. Należy tylko żałować, że wyśmienita kooperacja ekonomiczna miedzy tymi krajami, nie ma przełożenia na współpracę polityczną, która nie od dzisiaj jest trudna i oporna na wszelkie większe kompromisy.

Droga do normalności

Po 2000 roku w każdym większym mieście północnego Iraku pojawiły się nieznane tu jeszcze kilka lat wcześniej, nowoczesne supermarkety z elektronicznym oprzyrządowaniem i ubranym jednakowo personelem oraz półkami zapełnionymi przeróżnymi towarami spożywczymi, włącznie z importowana wódką, co w krajach muzułmańskich nie jest powszechnie spotykane i łatwo dostępne.[1] Są też nowoczesne sklepy z ubraniem, elektroniką, kafejki internetowe, nowe restauracje, nowe hotele a także chętnie odwiedzane, głównie przez młodzież, pieczołowicie pielęgnowane publiczne parki, których utrzymanie w tym klimacie wymaga dużo wysiłku i wody.

Na ulicach głównych miast autonomii, czyli Arbilu, Sulejmanii i Dohuku, często można zobaczyć nowe modele samochodów znanych marek, co kilka lat temu było prawie niemożliwe. Pomimo tego, że jeszcze w 2001 r., by kupić np. parę włoskich damskich butów, potrzebna była trzykrotna pensja nauczyciela, to jednak powszechnie wierzono, że sytuacja ekonomiczna zwykłych ludzi szybko będzie zmieniała się na lepsze.[2] Rok 2008 pokazał, że nie były to płonne nadzieje. Dochody powoli, ale sukcesywnie rosną.

Z inicjatywy zarówno PUK jak i KDP są budowane lub odbudowywane szkoły a kurdyjskie dzieci realnie mają już lepszą opiekę (np. nie bywają już głodne i nie są pozbawione zorganizowanej opieki), niż ich rówieśnicy z Iraku.[3] W autonomii otwarto też ostatnio cztery uniwersytety szczycące się podłączeniem do sieci internetowej.[4]

Jest to o tyle ważne, iż powszechny dostęp do Internetu, szczególnie w tego typu placówkach, pomaga redukować izolację Kurdystanu irackiego od reszty świata.[5] Jeszcze w 1995 roku realny kontakt z Kurdystanem i z Kurdystanu był możliwy jedynie za pomocą telefonu satelitarnego.[6] Tradycyjne telefony funkcjonowały bardzo źle a komputery (poczta elektroniczna, komunikatory) dopiero zaczynały być znane i używane na tym terenie.

Aktualnie w Kurdystanie funkcjonuje 7 uniwersytetów, co jak na tak mały kraj, jest imponujące. Szwajcaria, która terytorialnie jest porównywalna z Kurdystanem  i należy do najbardziej stabilnych, demokratycznych i rozwiniętych intelektualnie krajów, ma 12 uniwersytetów.[7] Oczywiście ich poziom i status, nie zawsze jest porównywalny, jednak sama ich liczba świadczy o wadze, jaką przywiązuje się tu do powszechnej edukacji.{mospagebreak}

Źródła dobrobytu

Niewątpliwie, jak już wspomniano powyżej, Kurdystan iracki przeżywa boom ekonomiczny, którego źródeł nie należy jednak dopatrywać się wyłącznie w wzmożonym zainteresowaniu inwestorów zagranicznych czy zdolnościach biznesowych samych Kurdów, którzy swoją drogą, w handlu czują się bardzo dobrze. Środki finansowe płyną do Kurdystanu, co najmniej z kilku źródeł.

Jednym z nich jest źródło nielegalne, polegające na handlu i przemycie towarów z Turcji (często przez góry lub bardzo dziurawe przejście graniczne w Habur) i Iranu.  Z jednej strony jest to tradycja i odwieczne źródło bogacenia się klanów a z drugiej, swojego rodzaju pozostałość po czasach, kiedy Irak miał nałożone sankcje ekonomiczne, jednak i aktualnie tego rodzaju działania mają się dobrze, ze względu na możliwość szybkiego osiągnięcia dużych zysków, które wiążą się z wykonywaniem tego procederu.

Będąc przy tym temacie, należy zwrócić uwagę na negatywne strony takiego obrotu transgranicznego, który bardzo sprzyja rozwojowi struktur już nie klanowych, ale mafijnych. Przyczynami takiego stanu są:
  1. podparty regionalną tradycją i bardzo opłacalny przemyt,
  2. same tereny kurdyjskie, które idealnie nadają się do przeprowadzania nielegalnych operacji oraz na dodatek położone są na najważniejszej trasie przemytu heroiny z Afganistanu do Europy,
  3. tradycyjnie silna struktura rodowa (klanowa), łatwo mogąca się przekształcić w strukturę przestępczą,
  4. duża diaspora kurdyjska w Europie, bardzo pomocna w nawiązywaniu nieformalnych  ontaktów na tym terenie.
Jednocześnie należy podkreślić, że Kurdystan stał się interesującym miejscem również dla legalnych inwestorów i biznesmenów, głównie z Turcji i Iranu oraz niektórych państw zachodnich. Polska niestety nie uczestniczy w tym interesującym procesie ekonomicznym.

Drugim źródłem są podatki zbierane od lokalnej ludności.

Trzecie źródło, to pieniądze wydawane w autonomii przez Kurdów mieszkających i pracujących za granicą a przybywających do Kurdystanu jedynie z wizytą. Dotyczy to również gości przybywających zarówno z Iraku jak i sąsiednich krajów (turystyka).

Następne źródło pochodzi z lokalnego, dosyć prężnego biznesu.

Ostatnie źródło pochodziło od dystrybutorów żywności oraz fundacji działających w regionie od 1997 r. i powiązanych wcześniej z programem ONZ „Ropa za żywność”.[8]

Program „Ropa za żywność” miał ogromny wpływ na ekonomiczny rozwój autonomii kurdyjskiej w Iraku chociażby z tego względu, że wspomniane już wcześniej 13% zysku z irackiej ropy, pod kontrolą ONZ, szło do strefy kurdyjskiej. Trzeba przy tym podkreślić, że ONZ, nigdy wcześniej w swojej historii nie dysponowało taką ilością funduszy a operacja oenzetowska w Iraku miała do dyspozycji więcej środków niż te, które były przeznaczone na różne projekty na całym świecie. Kurdystan nigdy przedtem nie otrzymał tak ogromnej pomocy dzięki irackiej ropie. Od kiedy zaczęła funkcjonować rezolucja 986, czyli od 1997 r., do sierpnia 2001 r., aż 5, 767, 8 milionów USD zostało przeznaczonych przez autonomie kurdyjską (KRG) na zakup artykułów humanitarnych.[9] Shafiq Qazzaz, minister rządu regionalnego Kurdystanu ds. praw człowieka, mówiąc o rezolucji ONZ stwierdził: It was 986 that saved us.[10]

Pomimo tego, że program „Ropa za żywność” bardzo pomógł całemu regionowi, to jednak przyniósł też negatywne efekty, które można sprowadzić do mimowolnego tworzenia, znanej z ekonomii, kultury zależności, która utrwala się w przypadku dostarczania towarów (głównie żywności) zakupionych za granicą, zamiast inicjowania możliwości wytwarzania ich w kraju. Ziemie kurdyjskie, chociaż górzyste, są dosyć żyzne. Dzięki temu, teoretycznie mogą przynosić duże plony. Można tu wspomnieć, co nie jest powszechnie znane, że w Kurdystanie z powodzeniem uprawia się nawet ryż. Biuro irackiego programu „Ropa za żywność” zostało zamknięte 31 maja 2004 roku. Przed 1997 rokiem Rząd Kurdystanu był zmuszony funkcjonować bez programu „Ropa za żywność”, dlatego też, można powiedzieć, że trudno osiągalne zasoby miały znaczącą rolę w inicjowaniu niezbyt zdrowego współzawodnictwa a w końcu i walki, w jaką zaangażowały się KDP i PUK.{mospagebreak}

Cień korupcji


Będąc przy tym temacie, należy też zwrócić uwagę na duży problem Kurdystanu, jakim jest korupcja i nepotyzm które skutecznie, zdaniem obserwatorów życia ekonomicznego tego kraju, podcinają korzenie biznesowej aktywności wielu zainteresowanych podmiotów. Nie jest to zachowanie, które zbytnio odbiega od standardów bliskowschodnich, jednak ważne jest, że ten destrukcyjnie działający na gospodarkę problem dostrzegają np. dziennikarze, próbujący poruszać publicznie ten problem. Jawad Qadir z „The Kurdistan Globe” mówi:

Korupcja jest wielkim problemem, który akceptują wszyscy członkowie rządu. To jest duży problem, który jednak nie jest charakterystyczny tylko dla kurdyjskich norm postępowania.[11]

Powszechnie znany jest proceder, w ramach którego część budżetu autonomii przechodzi na prywatne konta decydentów, bez specjalnej żenady z ich strony. Jest to traktowane, jako standard postępowania i przywilej władzy jaką się posiada, będący rozbudowaną formą bakszyszu.[12] Pomimo prób upubliczniania i piętnowania problemu korupcji i nepotyzmu wątpliwe jest, by ta odwieczna norma postępowania, powszechnie akceptowana w tym kręgu kulturowym, została zapomniana. Dlatego też zachodnie standardy demokratyczne nigdy nie będą miały zastosowania w tym rejonie świata, pomimo usilnych i jednocześnie absurdalnych prób mających na celu spowodowanie jego przeobrażenia, zgodnie z wizją zachodnich demokratów.

Niepodległość w aspekcie ekonomicznym i etnicznym

Można powiedzieć że Kurdystan iracki będzie miał szansę na prawdziwą niepodległość dopiero, gdy uzyska możliwość czerpania dochodów z ropy naftowej, czyli - co byłoby najprostsze - wchłonie kurdyjską prowincję Kirkuku. Przyszłość tego regionu, zakładając pozytywny splot wydarzeń i odrobinę szczęścia, nie musi być zbyt ponura, trzeba jednak realnie wziąć pod uwagę również negatywny element całej skomplikowanej układanki kurdyjskiej, jakim są sąsiedzi Kurdystanu, którzy cały czas podejmują kroki w celu uniemożliwiania oficjalnego uznania niepodległości tego kraju.

Wspominając Kirkuk, należy dodać kilka słów na temat tego bardzo ważnego dla Kurdów miejsca, szczególnie, że jest oczywiste, iż kwestia tego miasta oraz całej prowincji, prędzej czy później da o sobie znać. Dlatego temu wątkowi należy poświęcić trochę więcej uwagi. Po obaleniu Saddama Husajna, Kurdowie zaczęli wiązać z tym otoczonym przez Irak regionem duże nadzieje. Przyczyn tak dużego ich zaangażowania w tej sprawie jest kilka. Przede wszystkim ciągle żywe uwarunkowania historyczne, stosunkowo żyzna ziemia, ale i - co najważniejsze, duże podziemne pokłady ropy naftowej i gazu ziemnego.

Etnicznie Kirkuk stanowi mieszankę Arabów, Chrześcijan, Kurdów i Turkmenów żyjących do tej pory ze sobą we względnej harmonii, jednak kwestia przyszłego statusu zarówno samego Kirkuku jak i całej prowincji, zaczęła prowokować gorące dyskusje a nawet wyzwalać w dyskutantach przemoc. W ciągu ostatnich kilku lat nasilenie agresji zauważalne w Kirkuku, niekiedy przewyższało nawet te w Bagdadzie. Z tego względu wszelkie rekonstrukcje aktualnego statusu tej prowincji opóźniają się, chociaż z drugiej strony widać pewne światełko w tunelu, którym jest ONZ. Organizacja ta mogłaby spróbować przekonać mieszkańców tego regionu o pozytywach uzyskania kompromisu w tej sprawie.

Przyglądając się kwestii Kirkuku z bliska, można wziąć pod uwagę kilka możliwych rozwiązań tego problemu.

Być może, w wyniku referendum, region Kirkuku zostanie dołączony do trzech północnych prowincji, lub, zgodnie z propozycjami Turkmenów, zostanie pewnego rodzaju jednostką samorządową, lub po prostu pozostanie pod administracją rządu centralnego w Bagdadzie, za czym opowiadają się mieszkający tam Arabowie. Jest jeszcze jedno możliwe rozwiązanie, polegające na podzieleniu prowincji. Ci, którzy opowiedzą się za administracją centralną w Bagdadzie, zostaną pod jej kontrolą a Ci, którzy opowiedzą się za Kurdami, zostaną do nich przyłączeni. Referendum w tej sprawie miało zostać przeprowadzone w grudniu 2007 r. Jednak sprawa nie jest taka prosta. Różne grupy zamieszkujące prowincję odmawiają współpracy i pójścia na kompromis. Dlatego Kirkuk, póki co, jest beczką prochu, która w każdej chwili może wybuchnąć. Jeśli dojdzie do eskalacji przemocy między głównymi zainteresowanymi grupami, czyli Kurdami, Arabami i Turkmenami, sąsiedzi Iraku, szczególnie Turcja, zapewne staną się bardzo aktywni.

Artykuł 140 irackiej konstytucji mówi jasno o tzw. mapie drogowej dotyczącej kwestii Kirkuku oraz spornych terenach na północy, czyli tych wszystkich miejscach, które w przeszłości były dotknięte manipulacjami wyborczymi oraz czystkami etnicznymi a miały na celu po prostu arabizację tych terenów.

W lipcu 2008 r. zamachowiec samobójca wysadził się w powietrze w czasie pokojowej manifestacji skierowanej przeciwko irackiemu parlamentowi, który w tajnym głosowaniu a więc według manifestantów - nielegalnie, rozstrzygał sprawy dotyczące Kirkuku. Zginęło 25 osób a 180 zostało rannych. Demonstranci domagali się wprowadzenia w życie wspomnianego powyżej art. 140.[13] W sierpniu 2008, w Kirkuku został zabity kurdyjski dziennikarz, relacjonujący bieżące wydarzenia dziejące się w tym mieście.[14]     

Sytuacja jest trudna i może w każdej chwili się zaostrzyć, ponieważ problem nabrzmiewa a nikt jeszcze, pomimo czynienia pewnych prób, nie znalazł sensownego kompromisu.{mospagebreak}

Obecnie Kurdowie zdecydowanie domagają się naprawy wyrządzonego im w przeszłości zła i chcą dołączyć Kirkuk do swojego autonomicznego regionu. Arabowie i Turkmeni w bardzo gwałtowny niekiedy sposób, nie zgadzają się z kurdyjskim punktem widzenia, obawiając się marginalizacji pod rządami Kurdów. Arabowie, którzy często 20 lat temu, przybyli do Kirkuku na miejsce wysiedlanych Kurdów, obawiają się ich agresji i chociażby chęci odzyskania swoich domostw. Ich obawy są zasadne i bywają coraz częstszą przyczyną opuszczania przez nich tego miasta i przenoszenia się do centralnego Iraku. Od 2004 r. zaznaczył się bowiem znaczny wzrost powrotów Kurdów, pierwotnie wysiedlonych z tego miejsca przez Saddama Husajna, do Kirkuku i okolic. Kurdowie tworzą tam miasteczka złożone z namiotów i prowizorycznych schronień oraz naciskają na władze, by pozwoliły im wejść do miasta i odzyskać swoją, odebraną kiedyś własność. Tak więc obok kurdyjskich miasteczek namiotowych, powstają tez miasteczka arabskie. Również z tego względu, Kirkuk jest nadal tzw. „flash pointem” – punktem zapalnym całego regionu.[15] Taka sytuacja nie może trwać wiecznie, więc szybkie jej uregulowanie leży w interesie zarówno samych Kurdów jak i rządu w Bagdadzie. Wprawdzie w końcu zeszłego, 2007 roku, specjalny przedstawiciel ONZ w Iraku, Staffan de Mistura pomógł przekonać Kurdów by zaakceptowali 6 – miesięczną zwłokę w przeprowadzeniu kontrowersyjnego referendum, mającego zadecydować o przyłączeniu tych terenów do Kurdystanu, jednak te wszystkie działania nie są wystarczające.

Aktualnie przedstawiciel ONZ próbuje znaleźć formułę działania w mniej skomplikowanych, chociaż podobnych sprawach, dotyczących rejonów na północy Kurdystanu, mając nadzieje, że wypracowany tam model działania, uda się wykorzystać dla rozwiązania problemu Kirkuku. Jednak prace oenzetowskie postępują bardzo ospale i świadczą o zauważalnej już powszechnie, niemocy decyzyjnej tej organizacji. Wielu analityków sądzi też, że bez przeprowadzenia referendum, może dojść do kolejnego rozlewu krwi a sam przedstawiciel ONZ przyznaje, ze Kirkuk jest matką wszystkich problemów.[16] Jedno jest pewne. Kurdowie nigdy nie zrezygnują z tego miejsca, które uważane jest przez nich za geograficzny i historyczny fundament Kurdystanu. Często określają je jako „kurdyjską Jerozolimę” mając nadzieje, że kiedyś Kirkuk zostanie stolicą ich państwa. Aby nie zapomnieć o tym jak ważne jest to miejsce, Masud Barzani polecił wykuć w górach napis „Kirkuk to serce Kurdystanu. Bez serca Kurdystan umrze”.[17] Tak kategoryczne stwierdzenie nie rokuje, by sprawa Kirkuku została przez Kurdów zapomniana lub odłożona, bez ostatecznego rozstrzygnięcia, na zbyt długi czas.

Zagrożenia

Kurdystan, pomimo że jest autonomią, ma swoje pilnie strzeżone granice, tak jak samodzielne państwo. Między innymi dzięki temu, kraina ta, nadal jest najbezpieczniejszym rejonem Iraku, mimo iż równocześnie jest łakomym kąskiem dla wszelkiego rodzaju ekstremistów i terrorystów. Aby zobrazować zagrożenie płynące do Kurdystanu z tej strony, można wspomnieć tylko o jednej, w miarę dobrze ulokowanej na północy, organizacji islamskiej, zwanej Ansar al-Islam. Grupa ta, w 2001 r. połączyła swoje siły z działającą na tym samym terenie organizacją, Jund al-Islam (Żołnierze Islamu).[18]

Trzeba przyznać, że grupa ta, operująca głównie w enklawie miedzy Iranem a irackim Kurdystanem, szczególnie przed 2003 rokiem, przysparzała sporo kłopotów władzom Kurdystanu, poprzez podejmowanie prób organizowania zamachów bombowych. Kurdyjskie służby bezpieczeństwa trzymają jednak cały czas rękę na pulsie, nie pozwalając na działania tej organizacji bez dyskretnego nadzoru, co często uniemożliwia jej jakiekolwiek skuteczne akcje.

Pod koniec marca 2003 r. oddziały kurdyjskie z PUK, wspomagane przez amerykańskie siły specjalne stacjonujące w północnym Iraku, przeprowadziły operację wojskową przeciwko radykałom z Ansar al-Islam. W wyniku tych działań, zlikwidowano ok. 300 islamistów i wielu wzięto do niewoli.[19]

Niemniej, trzeba pamiętać, że Kurdystan nadal jest miejscem, w którym wszelkie tego typu organizacje usiłują werbować członków, szczególnie osoby proste, podatne na manipulacje i mentalnie nadające się na zamachowców samobójców. Kurdyjskie służby bezpieczeństwa często i profesjonalnie wyłapują z granicznego tłumu agitatorów, agentów i samych zamachowców.[20]

Należy zaznaczyć, że działalność skrajnie fundamentalistycznych grup na terenie Kurdystanu, nie jest dla Kurdów korzystna, ponieważ w przyszłości może stanowić pretekst do zakwestionowania przez Zachód praw do niepodległości tego kraju, szczególnie w kontekście ciągle aktualnej, wojny z terroryzmem. Dlatego tak ważne jest pozbycie się z Kurdystanu wszelkich grup o zabarwieniu skrajnym.

Aby podkreślić pracę Kurdów, jaką wykonali na rzecz bezpieczeństwa regionu, trzeba zaznaczyć, że od marca 2003 r. na terenach administrowanych przez rząd regionalny, nie zginął ani jeden żołnierz koalicji. Nie było też przypadku porwania żadnego przebywającego w Kurdystanie cudzoziemca.[21]

Granice Kurdystanu, szczególnie te południowe, od 1991 r. zawsze były bardzo dobrze strzeżone, co często uniemożliwiało lub bardzo utrudniało agentom irackim, przenikanie na teren autonomii.[22] Kontrola osób przemieszczających się między obiema strefami zawsze była skrupulatna i długa ze względu, na co najmniej dwie kontrole po stronie kurdyjskiej i dwie po stronie irackiej, nie licząc wielu punktów kontrolnych na drodze do granicy, po obu jej stronach. Do czasu upadku Saddama Husajna, w Iraku istniała specjalna procedura uniemożliwiająca lub bardzo utrudniająca Arabom wjazd na teren autonomii. Nie chciano żeby Arabowie, w azylu jakim był Kurdystan, kontaktowali się ze światem, rodzinami przebywającymi za granicą oraz przenikali atmosferą wolności i haseł „demokratycznych”. Z Kurdystanu było też dużo łatwiej wyjechać Arabom za granicę, przez Iran lub Turcję, niż z pełnego restrykcji wyjazdowych Iraku.{mospagebreak}

Kurdystan iracki i lokalna turystyka

Po obaleniu dyktatora, Kurdystan stał się atrakcyjnym miejscem krótszych lub dłuższych wyjazdów turystycznych dla Arabów mających dosyć chaosu panującego w irackich miastach, szczególnie w Bagdadzie.[23]

Ruch turystyczny między Irakiem a Kurdystanem wzrósł z 3.700 osób w 2007 r. do 23.000 w 2008 r. Koszt tygodniowego pobytu w Kurdystanie kształtuje się obecnie na poziomie ok. 160 USD, włączając to przejazd oraz pobyt w hotelu, co stanowi mniej więcej 1/3 przeciętnej pensji.[24]

Wyjazdy turystyczne do Kurdystanu zawsze cieszyły się zainteresowaniem Irakijczyków, ze względu na piękne góry, zróżnicowane krajobrazy i bardziej znośny klimat niż ten, który występuje na Nizinie Mezopotamskiej i terenach pustynnych Iraku. Nawet sam Saddam Hussain doceniał kurdyjski klimat i miał na północy, co najmniej dwa pałace, jeden letni i jeden zimowy. Szczególnie ten letni, umiejscowiony wysoko w górach, był prawdziwą architektoniczną perełką, która niestety została bezmyślnie i niepotrzebnie zniszczona przez samych Kurdów.[25]

Oczywiście goście arabscy, pożądani ze względów ekonomicznych, są nadal dyskretnie obserwowani i sprawdzani na „check-pointach” i w hotelach ze względu na możliwe i ogólnie znane zagrożenia, jakie mogą ze sobą nieść. Wprawdzie w 2003 r. Kurdystan złagodził kontrole na granicy z Irakiem, jednak w lutym 2004 r. granicę znowu zamknięto, po dokonaniu głośnego, samobójczego zamachu bombowego na biura partii politycznych, w którym zginęło 109 osób.

Tak więc ruch turystyczny, oprócz niewątpliwych plusów w sferze gospodarczej, przynosi tez od czasu do czasu, realne i znane z Iraku zagrożenia, których Kurdystan za wszelką cenę chce uniknąć lub przynajmniej je zminimalizować.

Pomimo ewidentnego rozwoju lokanej turystyki, warunki do uprawiania turystyki międzynarodowej na  północy Iraku sa nadal dosyć trudne i możliwe jedynie dla pasjonatów. Pomimo podniesienia standardów jakości obsługi, jest ona nadal na poziomie nie zawsze mogącym zadowolić wymagajacych gości z zachodu. Dlatego na ten strumień pieniędzy Kurdystan iracki musi jeszcze poczekać.

Przypisy:
[1] Na terenie Kurdystanu funkcjonują też tradycyjne małe sklepiki, w których zaopatrzenie było i jest bardzo dobre. Alkohol również był w nich zawsze i powszechnie dostępny - sprzedawany bez ograniczeń. W Bagdadzie zakup alkoholu jest bardzo utrudniony (inf. wł.)
[2] Na podstawie artykułu w „The Washington Times”, Kurds reap sanctions rewards, 15 sierpień 2001
[3] W Bagdadzie nagminnie i od wielu lat widzi się na ulicach zaniedbane, pozbawione opieki i żebrzące dzieci. Często ma to charakter zorganizowanego procederu (inf. wł.)
[4] Chodzi o University of Kurdystan Hawler, ufundowany w 2006 r. przez premiera rzadu regionalnego, Nechirrvana Barzaniego, University of Dohuk, utworzony w 1992 r., i University of Koya – Arbil, utworzony w 2003 r., American University of Iraq, otwarty w Sulejmanii w 2007 r.  (inf. wł.)
[5] Interesujący materiał na ten temat umieścił M. Rubin w „Perspectives”, biuletynie Carnegie Council z czerwca 2001 r. Materiał dostępny jest też na www.kurdistanobserver.com
[6] Zbocza gór w okolicy większych miast, były usiane namiotami w których oferowano połączenie ze światem za pomocą telefonu satelitarnego. W latach 90 – tych, przy braku łączności internetowej był to bardzo opłacalny interes (inf. wł.)
[7] Źródło: www.hr4europe.com
[8] Rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 986 (inf. wł.)
[9] Na podst. UN Report of the Secretary General pursuant to paragraph 5 of resolution 1360 (2001)
[10] „To było 986 powodów, które nas uratowały” (tłum. wł.)
[11] O. Ross, “The star”, Kurdistan: a state of calm in Iraq, 2007 (tłum. wł.)
[12] Napiwek, jałmużna, uprzejmość, darowizna, często zakamuflowana łapówka. Obyczaj związany z islamem, który nakazuje wiernym dzielenie się częścią swoich dochodów (inf. wł.)
[13] Informacja prasowa KRG Z 29 lipca 2008 r.
[14] Informacja na podstawie oświadczenia Yousifa Mohammada Aziza, ministra ds. praw człowieka w kurdyjskim rządzie, z dnia 12 sierpnia 2008 r.
[15] R. Oppel, The New York Times, 31 grudzień 2004
[16] The Economist, Iraq and the United Nations, A Kurdish conundrum, 2008
[17] P. Smoleński, Gazeta Wyborcza, Jak rozwiązać problem Kirkuku, 2 czerwiec 2005
[18] Ansar al-Islam (Stronnicy Islamu), jest kurdyjską grupą islamskich fundamentalistów, którzy stawiają sobie za cel przekształcenie całego Iraku w państwo islamskie. Ma związki z al-Kaidą. Według Amerykańskiego Departamentu Stanu, w roku 2003 nie liczyła więcej niż 500 członków. (za Council of Foreign Relations, www.cfr.org)
[19] Według słów rzecznika amerykańskich sił specjalnych w Kurdystanie - konferencja prasowa zorganizowana w Halabdży, blisko granicy irańskiej, w kwietniu 2003r. (J. Muir. BBC, 2003)
[20] Tego tematu dotyczy artykuł P. Smoleńskiego w „Gazecie Wyborczej”, pt. Zaciąg Terrorystów z 2005 r.
[21] Na podstawie informacji dostępnych na oficjalnej stronie rządu regionalnego, www.krg.gov
[22] Granica z Turcją nie była strzeżona w sposób zadawalający, zarówno ze względu na trudne ukształtowanie terenu jak i brak możliwości skutecznego przeciwstawienia się armii tureckiej, cyklicznie przekraczającej linię graniczną. Można więc zaryzykować twierdzenie, że praktycznie, północnej granicy Kurdystanu pilnowała armia turecka, która w aspekcie ewentualnego przenikania przez tę granicę podejrzanych grup, była skuteczniejsza od Kurdów.
[23] Zorganizowanym ruchem turystycznym miedzy Irakiem a Kurdystanem, zajmuje się 38 licencjonowanych agencji turystycznych powstałych ma mocy porozumienia zawartego między Ministerstwem Turystyki Iraku i Kurdystanu (Iraqi Arabs flock to Kurdistan)
[24] Karin Laub, Iraqi Arabs flock to Kurdistan, “International Herald Tribune”, 24 sierpień 2008 r.
[25] Dokładniejszy opis tego obiektu zamieszczono w artykule - G. Mazurczak Zagubiony świat Kurdystanu, Arabia, 2003