Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies .

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Strefa wiedzy Energia Turcja-klucz do bramy energetycznej wschodu i zachodu

Turcja-klucz do bramy energetycznej wschodu i zachodu

21 lipiec 2010
A A A

Coraz częściej Turcja nazywana Jedwabnym Szlakiem XXI wieku. Jest to dosyć szumne określenie, ale na pewno nie mijające się z prawdą. Odnosi się ono do możliwości jakie posiada państwo tureckie w zakresie tranzytu surowców naturalnych przez swoje terytorium. Z racji swojego położenia geograficznego Turcja jest niezwykle ważna z punktu widzenia przesyłu surowców w kierunkach: południowo-północnym i wschodnio-zachodnim. W pobliżu granic Turcji znajduje się ok. 71,8 procent potwierdzonych rezerw gazu ziemnego i ok. 72,7 procent rezerw ropy naftowej w skali światowej. Turcja graniczy również z drugim na świecie największym konsumentem ropy i gazu – Unią Europejską.

Jeżeli państwa producenckie znajdujące się na Bliskim Wschodzie oraz w rejonie Morza Kaspijskiego chcą eksportować na rynki zachodnie gaz i ropę, zachowując przy tym jak największy stopień bezpieczeństwa oraz opłacalności muszą wykorzystywać terytorium Turcji. Z drugiej strony państwa szeroko rozumianego Zachodu wdrażając politykę możliwie największej dywersyfikacji dostaw surowców również nie mogą pominąć możliwości przesyłowych tego kraju. Przesył surowców, a w szczególności gazu charakteryzuje się tym, że najlepszym i najtańszym środkiem ich transportu są rurociągi. Dotychczas nie wybudowano wystarczającej infrastruktury do przesyłu gazu techniką LNG i pomimo, że jest to tańszy transport, to nie może na razie poważnie konkurować z rurociągami. Uwarunkowania te sprawiają, że Turcja jest praktycznie jedynym krajem, w którym mogą się krzyżować naziemne rurociągi z surowcami z Bliskiego Wschodu i rejonu Morza Kaspijskiego mogącymi być dalej eksportowanymi na rynki zachodnie. Dobre stosunki z Ankarą szczególnie leżą w interesie Unii Europejskiej, która widzi w Turcji możliwą ,,czwartą arterię’’ (po Afryce, Norwegii i Rosji), przez którą mogą być dostarczane strategiczne surowce oraz Stanów Zjednoczonych coraz intensywniej ścierającymi się z Rosją w rejonie kaspijskim.

Powyższe zagadnienia sprawiają, że Turcja może nie tylko stanowić pomost kulturowy, ale również bramę energetyczną pomiędzy Wschodem i Zachodem. Biorąc pod uwagę to, że Turcja importuje ponad dwie trzecie ropy i gazu głównie z Rosji i Iranu, wszelkie plany budowy rurociągów na swoim terytorium leżą również w strategicznym interesie Ankary. 

Ropa naftowa

Transport ropy naftowej przez terytorium tureckie odbywa się drogą morską i lądową z tendencją odchodzenia od przesyłu morskiego, który bezpośrednio determinuje powstawanie rurociągów lądowych.

Łączące Morze Czarne z Morzem Śródziemnym Cieśniny Bosfor i Dardanele to jedna z kluczowych ( transit checkpoints – ang. ) dróg morskich na świecie. W 2005 roku przez ten 17 milowy kanał wodny transportowano ok. 3,1 miliona baryłek ropy naftowej dziennie, rok później 2,4 miliona. Od 2006 roku coraz mniejsza ilość przesyłanej ropy spowodowana jest w dużej mierze tym, że Turcja obawia się o katastrofę ekologiczną w wyniku potencjalnej katastrofy  tankowca.

Pierwszym z planowanych rurociągów przechodzących przez terytorium Turcji i zarazem omijających Bosfor jest ropociąg BTC (Baku-Tbilisi-Ceyhan) tłoczący ropę z Baku w Azerbejdżanie, przez Tbilisi w Gruzji do tureckiego naftoportu w Ceyhan. Plany budowy tego rurociągu powstały po rozpadzie ZSRR z inicjatywy rządu tureckiego, międzynarodowych koncernów naftowych wspieranych przez zachodnie rządy oraz byłych republik radzieckich. Głównym założeniem projektu, oprócz odciążenia Bosforu, był eksport kaspijskiego surowca na zachód drogą omijającą terytoria będące pod bezpośrednim lub pośrednim wpływem Moskwy. Oddany do użytku w 2006 roku i warty blisko 4 miliardy dolarów rurociąg BTC zbudowało konsorcjum o tej samej nazwie, w którym oprócz większościowych udziałów brytyjskiego koncernu BP i azerskiego SOCAR, mniejszościowe pakiety są w rękach m.in. amerykańskiego Chevronu, norweskiego Statoil oraz włoskiego ENI. Codziennie do tureckiego Ceyhan dostarczane jest tą drogą ok. miliona baryłek ropy pochodzącej głównie z azerskiego pola naftowego Azeri–Chirag–Guneshli oraz kazachskiego Kaschagan. Ropa naftowa z rurociągu BTC jest kierowana przede wszystkim na rynki zachodnioeuropejskie.

Kolejnym projektem mającym odciążyć Bosfor jest rurociąg biegnący z tureckiego portu w  Samsun leżącym nad Morzem Czarnym do Ceyhan (częściowo tym samym korytarzem, co BTC). Konsorcjum budujące ten ropociąg powstało z połączenia ENI  z tureckim koncernem Calik Enerji. Budowa rurociągu pochłonie ok. 2 miliardów dolarów i skończy się prawdopodobnie w 2012 roku. Planowana przepustowość rury ma wynieść 1,5 miliona dziennie. W 2009 roku do projektu zostały dopuszczone rosyjskie firmy Rosneft i Transneft, zainteresowane tłoczeniem tą drogą również własnej ropy.

Przy założeniu, że oba rurociągi wykorzystają za kilka lat pełnie swoich mocy przesyłowych, Cieśnina Bosfor i Dardanele mogą być odciążona aż o ok. 2,5 miliona baryłek dziennie. Jest to tylko 600 tys. baryłek mniej niż wyniósł transport surowca prze Cieśninę w 2005 roku i o 100 tys. więcej niż wyniósł on rok później.

Od strony południowej do Turcji dociera ropa przez ropociąg Kirkuk – Ceyhan, którego maksymalna pojemność wynosi 1,6 miliona baryłek dziennie. Obecnie linia ta nie jest w pełni wykorzystywana z powodu skrajnie niestabilnej sytuacji na zajmowanym przez Kurdów pograniczu iracko-tureckim. Biorąc pod uwagę coraz większe zapotrzebowanie Turcji na surowiec oraz korzyści ekonomiczne z eksportu ropy dla irackiej gospodarki można zakładać, że obydwie strony będą chciały przywrócić stabilne dostawy. Świadczy o tym podpisane w marcu 2010 przedłużenie porozumienia o dostawach pomiędzy obydwoma rządami.

W 2009 roku wydobycie w krajach, które są zainteresowane tłoczeniem ropy przez te trzy ropociągi, wyglądało następująco: Azerbejdżan – 900 tys. baryłek dziennie Irak – 2,4 miliona baryłek, Kazachstan – 1,5 miliona baryłek. W niedalekiej przyszłości te liczby mogą znacząco się zwiększyć. Na podstawie oficjalnych danych opublikowanych przez te kraje, wydobycie w Azerbejdżanie ma przekroczyć barierę miliona baryłek, w Iraku 4 milionów, zaś w Kazachstanie trzech milionów. Szczególnie ciekawa sytuacja przedstawia się w Iraku, o którym mówi się, że jest w stanie zdystansować Arabię Saudyjską jeśli chodzi o wielkość wydobycia. Jeśli dodamy do tego Rosję i w przyszłości Iran nie powinno być żadnych problemów z zapewnieniem stałych dostaw do ropociągów przebiegających przez Turcję. Oczywiście jest to założenie optymistyczne, nie uwzględniające potencjalnych wydarzeń politycznych mogących utrudnić stały transport surowców.

Gaz ziemny

Około dwóch trzecich zapotrzebowania na gaz w Turcji jest zaspokajana przez dostawy z Rosji. Surowiec z Federacji Rosyjskiej transportowany jest przede wszystkim przez położony na dnie Morza Czarnego gazociąg Blue Stream. Rurociąg, którym przesyła się 16 miliardów metrów sześciennych (bilion cubic meters – btm – ang) rocznie, zbudowało konsorcjum złożone z Gazpromu i  ENI. Blue Stream oddano do użytku w 2005 roku. Decyzja o jego budowie motywowana była coraz większym popytem na gaz w samej Turcji, ale również znalezieniem alternatywy dla rurociągu biegnącego z Rosji do Turcji przez Bułgarię, Armenię i co ważniejsze Ukrainę.

Drugim na liście największych importerów gazu do Turcji jest Iran. Gaz z Iranu dostarczany jest rurociągiem, którego przepustowość wynosi ok. 11 bcm rocznie. Poziom dostaw tą drogą jest jednak bardzo niestały. Rurociąg był kilkakrotnie obiektem zamachów terrorystycznych przeprowadzanych przez wrogie Ankarze bojówki partii PKK. Najważniejszą jednak przyczyną niedoborów surowca jest stan przemysłu gazowego w Iranie, który pomimo drugich co do wielkości złóż surowca na świecie nie potrafi go efektywnie wydobywać i eksportować. Skomplikowana sytuacja w Iranie przejawia się tym, że Persowie eksportują swój gaz jednocześnie importując surowiec z Turkmenistanu. Za każdym razem kiedy Aszchabad ogranicza lub przerywa dostawy do Iranu ( Teheran nie godzi się na podwyżki cen za gaz), ten jest zmuszony zrobić to samo w stosunku do Turcji. Reperkusje tej dziwnej polityki widoczne są również na granicy turecko-greckiej, gdzie zaczyna brakować gazu przeznaczonego do rurociągu Terkey-Greece Interconnector (TGI). Gazociąg TGI może transportować rocznie 7 bcm gazu m.in. z Azerbejdżanu i Iranu. Budowę tego łącznika ukończono w 2007 roku, ale na 2012 rok przewidziane jest dobudowanie nitki do Włoch i zwiększenie przepustowości do 12 bcm rocznie. 

Niezwykle ważnym źródłem zaopatrzenia są również kraje leżące nad Morzem Kaspijskim. Gaz z tego regionu dociera do Turcji przez gazociąg South Caucasus Pipeline, który został oddany do użytku wraz z idącym tą samą drogą ropociągiem BTC. Przyczyny powstania gazociągu południowo kaukaskiego były podobne do tych, dla których został zbudowany BTC. Budowę tej linii przesyłowej wykonało konsorcjum z większościowym udziałem brytyjskiego BP i norweskiego Statoil (mniejszościowe pakiety posiadają też m.in. rosyjski Lukoil, azerski SOCAR oraz francuski TOTAL). Rurociąg może transportować 20 bcm rocznie gazu wydobywanego głównie z azerskiego pola Shah Deniz.

W chwili obecnej na terytorium Turcji dociera gaz rurociągami o charakterze bardziej regionalnym. Wyjątkiem jest dalszy przesył przez TGI oraz część surowca. jaka jest ,,po drodze’’ pobierana m.in. przez Gruzję z rurociągu południowokaukaskiego. W ciągu kilku lat sytuacja może się diametralnie zmienić. Przez Turcję transportować gaz na dużą skalę chcą Unia Europejska i Rosja, które są w fazie planowania dwóch nowych połączeń o znaczeniu dalece większym niż regionalnym. 

Sztandarowym projektem Unii Europejskiej w ramach poprawy bezpieczeństwa i poziomu dywersyfikacji dostaw surowców jest budowa, wartego ponad 8 miliardów euro, gazociągu Nabucco. Plany zakładają budowę rurociągu rozpoczynającego się tureckim hubie gazowym w Erzurum, a kończącego w austriackim centrum dystrybucyjnym w Baumgartem, wcześniej przecinającym terytoria Bułgarii, Rumunii i Węgier. Roczna przepustowość tej linii ma być ustanowiona na poziomie 31 bcm. Międzynarodowy charakter tego przedsięwzięcia ma również odzwierciedlenie w składzie konsorcjum Nabucco. Udziały mają w nim m.in. austriacki koncern OMV, węgierski MOL, rumuński Transgaz oraz turecki BOTAS. Główne źródła gazu mają pochodzić z rejonu kaspijskiego oraz z Bliskiego Wschodu. UE liczy na to, że takie rozplanowanie zaopatrzenia pozwoli w założeniu na dostęp do ponad 80 bcm rocznie. Żeby surowiec z tych dwóch obszarów dotarł do Erzurum muszą być wybudowane dodatkowe rurociągi. Gaz z Turkmenistanu ma popłynąć proponowanym gazociągiem podmorskim Trans Caspian Gas Pipeline, o przepustowości 30 bcm rocznie, łączącym się w Baku z rurociągiem South Caucasus Pipeline, który ma przesyłać gaz pochodzący z Azerbejdżanu, Kazachstanu i Turkmenistanu. Drugim strategicznym źródłem mają być złoża w Egipcie. Żeby się do nich dostać musi zostać wybudowane połączenie z rurociągiem Arab Gas Pipline (10,3 bcm rocznie), który transportuje egipski gaz jedynie do Syrii. Podpisane w 2006 roku międzyrządowe porozumienie Egiptu, krajów tranzytowych oraz strony tureckiej zakłada, że po wybudowaniu interkonektora z Syrią na terytorium tureckie  będzie trafiało 2-3 bcm gazu rocznie. Dwa ostatnie źródła zaopatrzenia Nabucco w gaz pochodzą teoretycznie od dwóch najatrakcyjniejszych partnerów – Iraku i Iranu, które posiadają odpowiednio 16 i 1,7 procent światowych rezerw gazu. W tym przypadku także nieodzowna jest budowa nowych połączeń ponieważ rurociąg z Iranu ma niewielką przepustowość i zły stan techniczny, a z Irakiem Turcja nie ma wspólnego gazociągu w ogóle.

Interes rosyjski w Turcji przejawia się przede wszystkim w planowanej budowie  gazociągu South Stream, który jest uznawany za konkurencyjny dla Nabucco. Pomimo tego, że zaprojektowana droga tego rurociągu nie przechodzi przez samą Turcję, to ma się on znaleźć w zasięgu tureckiej strefy morskiej na Morzu Czarnym. W dalszej kolejności rurociąg ma przechodzić przez Bułgarię, Serbię, Węgry i docierać dwoma oddzielnymi nitkami do austriackich hubów gazowych w Baumgartem i Arnoldstein. Konsorcjum South Stream składa się z Gazpromu i Eni, ale w projekcie uczestniczą firmy z każdego kraju tranzytowego.  Od 2015 roku tą drogą ma trafiać na rynki europejskie rocznie ok. 63 bcm gazu pochodzącego ze złóż rosyjskich oraz środkowoazjatyckich.

Podsumowanie

Jak widać na przykładzie istniejących i planowanych rurociągów, w wykorzystaniu Turcji jako kraju tranzytowego zainteresowani są zarówno najwięksi konsumenci surowców naturalnych jak i najwięksi ich producenci.

Szacuje się, że w 2030 roku zużycie gazu w Unii Europejskiej wrośnie z 502 bcm do 812 bcm rocznie. Pomimo tego, że coraz większe ilości surowca będą płynęły z Norwegii, Rosji i Afryki, Unia Europejska chce jak najbardziej zdywersyfikować swoje źródła zaopatrzenia, szczególnie mając na uwadze uniezależnienie się od gazu rosyjskiego. Stąd pomysł importu surowców z rejonu Morza Kaspijskiego i Bliskiego Wschodu, gdzie ulokowane są największe na świecie złoża gazu i ropy. Przy uwzględnieniu jak największego stopnia dywersyfikacji, bezpieczeństwa i wreszcie opłacalności dostaw w ramach unijnej polityki energetycznej, kluczowym punktem w projekcie jest Turcja. Z powodu swojego położenia geograficznego Turcja jest postrzegana jako możliwy ,,czwarty korytarz’’, przez który surowce naturalne trafiałyby na rynek Unii Europejskiej. Dzięki otwarciu tej drogi, ropa i gaz mogłyby być transportowane ze złóż Morza Kaspijskiego i Bliskiego Wschodu do Europy bez wykorzystania linii przesyłowych kontrolowanych przez Moskwę. Jak największy poziom dywersyfikacji krajów eksportujących oraz krajów tranzytowych nie naraziłby Unii Europejskiej na zbytnie uniezależnienie się od jednego dostawcy, który mógłby wykorzystywać surowce jako narzędzie do wywierania nacisków politycznych. Tak więc wybór Turcji dyktowany jest powodami znajdującymi się na dwóch przenikających się płaszczyznach – ekonomicznej i politycznej.

Sztandarowym przykładem wynikającym z powyższych wytycznych jest gazociąg Nabucco. Teoretycznie jest to wybór jak najbardziej atrakcyjny. Do rozpoczynającego się w Turcji rurociągu miałby trafiać gaz z Azerbejdżanu, Kazachstanu i Turkmenistanu oraz z Egiptu, Iraku i Iranu. Według danych statystycznych BP wszystkie te kraje posiadają rezerwy gazu na poziomie ok. 45 trylionów metrów sześciennych (trillion cubic meters – tcm  – ang), co pozwoliłoby na stałe dostawy do Unii na wiele lat. Praktycznie jednak budowa Nabucco będzie bardzo trudna do sfinalizowania z kilku powodów. Unia Europejska nie jest jedynym potencjalnym klientem wymienionych wyżej krajów eksportujących, oprócz niej pod uwagę muszą być brane Indie, Rosja i szczególnie Chiny, które skończyły w 2009 roku budowę rurociągu z Turkmenistanu do swojej granicy. W tej chwili, bazując na deklaracjach państw eksportujących do Nabucco mogłoby trafiać ok. 10 bcm rocznie gazu z Turkmenistanu, 2 bcm przez rurociąg Arab Gas Pipeline i 5 bcm z Iraku. Reszta krajów nie podała jeszcze do wiadomości publicznej jak dużo surowca mogłyby dostarczać. Drugą najważniejszą przeszkodą stojącą na budowie połączeń do Nabucco są implikacje polityczne. Iran nie jest na razie brany pod uwagę jako pewne źródło z powodu sankcji gospodarczych nakładanych przez ONZ oraz politycznej izolacji świata zachodniego (co również wykorzystują Chiny inwestując w tamtejszy przemysł energetyczny). Pomimo tego, że Turcja importuje z Iranu gaz, to wątpliwy jest jego reeksport do UE. Irak nie posiada na razie na tyle rozwiniętych pól gazowych, żeby mógł swój gaz eksportować na większą skalę. Nie posiada również żadnego połączenia gazowego z Turcją. Trzeba się również zastanowić, czy Ankara zdecyduje się na wzmocnienie gospodarcze i dalej polityczne Iraku, a w szczególności jego północnej części zamieszkanej przez Kurdów. Skomplikowana sytuacja czyni również pod znakiem zapytania tranzyt gazu kaspijskiego przez i z Azerbejdżanu. Relacje na linii Ankara – Baku poważnie zepsuły się po wznowieniu stosunków dyplomatycznych Turcji i Armenii. Kością niezgody jest wciąż nie zażegnany azersko-armeński spór o terytoria Górnego Karabachu. Jak widać na dzień dzisiejszy nie zostały zakontraktowane ani źródła gazu, ani rurociągi, które miały by go dostarczyć do Nabucco. Uwzględniając skomplikowaną sytuację w regionie projekt UE stoi obecnie pod dużym znakiem zapytania.

Interkonektor ITG łączący Turcję i Grecję nie może być uważany za rurociąg o wymiarze większym niż regionalny, pomimo planów przedłużenia go do granicy włoskiej. Obecnie linia ta może przesyłać 8 bcm gazu rocznie, a w założeniu 11 bcm, z czego 8 bcm ma być przeznaczona do Włoch. Sytuację ITG można w pewnym sensie porównać do tego, co działo się na Ukrainie. Kiedy Rosjanie odcinali dopływ gazu przeznaczonego na rynek ukraiński, Kijów nie przesyłał rosyjskiego gazu zakontraktowanego na Zachodzie. W przypadku ITG działo się podobnie, kiedy Iran z powodu niedoboru surowca z Turkmenistanu blokował eksport do Turcji, a ta do Grecji. Jak widać ITG ma charakter regionalny i nie można go kojarzyć z planami dywersyfikacji dostaw przez UE, a jedynie jej południowych członków – Grecję i Włochy.

Stosunkowo bardziej klarowna wydaje się kwestia wykorzystania terytorium Turcji przez Unię Europejską do tranzytu ropy naftowej. Najważniejszym przedsięwzięciem z punktu widzenia Europy było wsparcie budowy rurociągu BTC, który wybudowało międzynarodowe konsorcjum z udziałami firm europejskich i amerykańskich. Od 2006 roku przepływa tamtędy milion baryłek ropy dziennie, a dwie trzecie tego surowca transportowane jest na rynki europejskie. Dzięki temu połączeniu otworzono na Zachód potężne złoża ropy leżącej w rejonie kaspijskim. Skorzystały na tym zarówno chcące uniezależnić się od Rosji państwa eksportujące, jak i rynki zachodnie. Te pierwsze zasilane są w twardą walutę, te drugie mają dostęp do ropy. Uwaga państw europejskich koncentruje się również na Ceyhan w kontekście importu ropy irackiej. Po ostatnich rundach licencyjnych na pola naftowe w Iraku, może dojść tam do poważnego zwiększenia wydobycia i tym samym zwiększenia eksportu. Również tutaj trzeba mieć na uwadze państwa azjatyckie, które tak samo jak Zachód, traktują Bliski Wschód jako jeden z ważniejszych rejonów, z których można importować ropę. 

Bardzo ciekawa wydaje się być kwestia budowy ropociągu biegnącego z leżącym nad Morzem Czarnym portu Samsun do Ceyhan. Uruchomienie rurociągu planowane jest na 2012 rok. Co roku ma tamtędy płynąć 1,5 miliona baryłek ropy kaspijskiej i rosyjskiej. Dostawy surowca będą w głównej mierze zależeć od strony rosyjskiej ponieważ będzie on wybudowany częściowo za fundusze rosyjskie i dostarczany będzie tankowcami z Noworosyjska, dokąd dochodzi m.in. kazachska ropa przez rurociąg CPC. Udział włoskiego ENI w budowie świadczy jednak o tym, że część ropy ma być skierowana do Europy.

To właśnie Rosja jest, obok Unii Europejskiej, najbardziej zainteresowana wykorzystaniem terytorium Turcji jako kraju tranzytowego. Turcja jest kluczowym punktem jeśli chodzi o politykę Moskwy - otworzenia nowych arterii eksportu surowców na międzynarodowe rynki oraz kontroli eksportu surowców z rejonu kaspijskiego.

Nowa rosyjska polityka naftowa zakłada coraz większy przesył surowców tankowcami na rzecz rurociągów. Jednym z głównych portów w ramach tej strategii jest położony nad Morzem Czarnym Noworosyjsk, skąd płynie w świat ropa rosyjska i kaspijska. Jednak ta droga jest względnie ograniczona przez zatłoczoną Cieśninę Bosfor i Dardanele – naturalną bramę na zachodnie rynki. Stąd decyzja Rosji o włączeniu się w budowę rurociągu Samsun – Ceyhan, co dałoby Rosjanom pośredni dostęp do Morza Śródziemnego. Rosja ma zamiar przekonać Turcję do tego pomysłu wykładając ok. 25 miliardów dolarów na budowę elektrowni, ale też właśnie na inwestycje na poziomie upstream (rurociąg) i downstream (rafinerie). Większy kłopot Moskwa ma z kontrolą eksportu ropy kaspijskiej przesyłanej głównie za pomocą rurociągu BTC. To, jak Rosjanom zależy na osiągnięcie swoich partykularnych celów pokazał konflikt z Gruzją w 2008 roku i próba zbombardowania BTC, co pokazało dobitnie, że ten ropociąg nie jest niewidoczny.

Jeśli chodzi o przesył gazu przez terytorium tureckie, Rosja również jest zainteresowana kontrolą eksportu surowca kaspijskiego, ale równie ważnym celem jest zdywersyfikowanie i zwiększenie dostaw do Unii Europejskiej oraz poszukiwanie możliwości eksportu gazu na Bliski Wschód. W chwili Rosjanie dostarczają gaz do Turcji przeznaczony głównie na tamtejszy rynek przez rurociąg Blue Stream. Planowane 20 bcm gazu rocznie ma zapewniać Turcji stałe dostawy gazu utrzymując równocześnie przewagę rosyjskiego surowca na rynku tureckim. Blue Stream jest jednym z pierwszych rurociągów wybudowanych z myślą o dostawach gazu na zachód przy ominięciu terytoriów trudnych partnerów w Europie Środkowo-Wschodniej. Największym jednak projektem w ramach tej wielowymiarowej polityki jest budowa gazociągu South Stream, który ma wykorzystać do tranzytu kraje południowo europejskie będące pod znacznie większym wpływem Moskwy. Zakładany transport ok. 60 bcm gazu rocznie tą drogą ma wraz z rurociągiem North Stream zagospodarować na rynkach UE różnicę pomiędzy obecnym i przyszłym popytem na gaz. Budowa rosyjskiego rurociągu nie będzie jednak prosta z podobnych powodów dla których widać przeszkody przed budową Nabucco. Po pierwsze niejasne są źródła, z których miałby być pobierany gaz. Pomimo coraz większego wydobycia gazu w Rosji, analizy długoterminowe pokazują, że tendencja będzie spadająca. Obecnie wykorzystywane złoża są coraz starsze, a nowe eksploracje pociągają za sobą wielkie nakłady finansowe ponieważ nowo odkrywane złoża znajdują się na coraz trudniej dostępnych terenach. Ponadto, obecne ceny surowców nie są na odpowiednio wysokim poziomie, żeby można było mówić o opłacalności eksploracji tego typu źródeł. Rosjanie spore nadzieje wiążą więc z rejonem kaspijskim. Przy odpowiedniej kontroli linii przesyłowych Moskwa mogła by w pełni kierować eksportem kaspijskich surowców na zachód, co więcej mogła by je wpompowywać do swoich rurociągów i dzięki temu uzyskać jeszcze mocniejszą kartę przetargową. Obecna sytuacja wygląda jednak nieco inaczej, co widać właśnie na przykładzie South Stream, do którego na razie nie zakontraktowano odpowiednich złóż. Na przeszkodzie stoi coraz bardziej samodzielna polityka państw kaspijskich takich jak Turkmenistan. Władze w Aszchabadzie ogłosiły, że nie zgadzają się na budowę rosyjsko-turkmeniskieogo połączenia południe-północ. Postanowiły same zbudować rurociąg w kierunku nie północnym, ale zachodnim. Dodatkową przeszkodą w planach rosyjskich okazały się być Chiny, które w odpowiedzi na rosnący popyt skierowały swoją uwagę również na surowce kaspijskie.

Problemy zaistniały również w spółce South Stream, która jest odpowiedzialna za budowę rurociągu. Rosjanie, mający 50 procent udziałów wraz z ENI, nie zgodzili się na to, żeby odsprzedać 10 procent z ich pakietu francuskiemu koncernowi EDF ponieważ w wyniku transakcji większościowe udziały znalazły by się w rękach Włochów i Francuzów. A wtedy Rzym mógłby teoretycznie to wykorzystać do połączenia South Stream z Nabucco, co już wcześniej postulowano. Moskwa nie może na to pozwolić, bo byłoby to działanie wbrew obranej polityce kontroli coraz większego rynku dostaw gazu w UE. Trzeba dodatkowo zwrócić uwagę na to, że jednoczesne powstanie Nabucco i South Stream nie ma sensu                 z pozycji biznesowej ponieważ na takie ilości gazu nie byłoby chętnych w UE. Obydwa rurociągi mają w założeniu powstać w 2015 roku. Teoretycznie linia, która powstałaby pierwsza miała by zapewniony rynek zbytu na kilka dekad. W praktyce projekty są pod dużym znakiem zapytania i nie wiadomo kiedy można oczekiwać oddania ich do użytku. Deklaracje polityczne UE i Rosji nie wystarczą do ukończenia i opłacalności inwestycji.

Rosjanie chcieliby również wykorzystać Turcję do transportu gazu w kierunku południowym przy pomocy rurociągu Blue Stream 2. Projekt powstał na początku tego stulecia z inicjatywy ówczesnego prezydenta Władimira Putina, który zaproponował wysyłanie rosyjskiego gazu do państw bliskowschodnich – m.in. Izraela, Libanu i Syrii. Gazociąg miałby był położony pod Morzem Czarnym, dalej iść tą samą drogą co ropociąg Samsun-Ceyhan i następnie skręcać na południe. Jak na razie Blue Stream 2 jest fazie wczesnej projekcji i nie ma co liczyć na szybkie rozstrzygnięcie. Jest to dosyć specyficzna inicjatywa ponieważ wymienione kraje bliskowschodnie położone są znaczne bliżej źródeł m.in. egipskich, czy irackich.

Jak na razie Turcja znajduje się gdzieś pomiędzy planami UE starającej się zdywersyfikować dostawy surowców, rosyjskimi próbami zablokowania rejonu kaspijskiego i potwierdzenia swojej obecności w Europie oraz krajami z nad Morza Kaspijskiego poszukującymi drogi na zachodnie rynki. Aktywną politykę względem Turcji prowadzą również Stany Zjednoczone. Chodzi tutaj nie tylko o strategiczną pozycję Turcji w międzynarodowym systemie bezpieczeństwa. Od czasu upadku ZSRR kolejne administracje USA wspomagają swoje koncerny energetyczne w eksploracji zasobów kaspijskich i w staraniach wyeksportowania ich na zachód przez terytorium Turcji. Polityka Stanów Zjednoczonych nie zawsze idzie w jednej linii z aktualnymi interesami członków Unii Europejskiej. Przykładem może być lobowanie Amerykanów w Europie na rzecz przystąpienia do Unii Turcji z racji swojego znaczenia w przesyle surowców, na co nie zgadzają się z wiadomych względów m.in. Niemcy.

To, w którą stronę skieruje skieruję się Turcja nie jest jeszcze wiadome. Biorąc jednak pod uwagę charakter państwa oraz samego społeczeństwa tureckiego i sposobu prowadzenia polityki przez Ankarę wydaje się bardziej prawdopodobne, że Turcja będzie dążyła do zachowania status quo i stworzenia swoistego pomostu kulturowo-polityczno-gospodarczego pomiędzy wschodem i zachodem. Dzięki strategicznemu położeniu geograficznemu oraz poprawnym stosunkom politycznym z większością krajów arabskich, azjatyckich i europejskich, Turcja wydaje się mieć jak największe predyspozycje do spełnienia tej misji.

Wydaje się to również najlepszym rozwiązaniem na płaszczyźnie energetycznej. Turcja zużywa obecnie ok. 700 tys. baryłek ropy dziennie i 36,1 bcm gazu rocznie. Te wartości będą znacznie rosły, ale nie jest spodziewany jednoczesny wzrost produkcji surowców w samej Turcji, która nie posiada praktycznie żadnych swoich złóż. Coraz większe ilości przesyłanych surowców przez terytorium są w tym przypadku jak najbardziej na rękę Ankarze, której cele można zdefiniować na podstawie przyjętej polityki energetycznej na lata 2010-2014. Najważniejszymi punktem w tym planie jest zwiększenie bezpieczeństwa i dywersyfikacji dostaw surowców w ten sposób, żeby Turcja nie musiała importować więcej niż 50 procent ropy i gazu z jednego źródła. Polityka energetyczna zakłada również zwiększenie wpływu Turcji na regionalny i międzynarodowy rynek energetyczny oraz inwestycje w alternatywne źródła energii. Wszystko to Turcja może osiągnąć poprzez wspieranie budowy nowych rurociągów na swoim terenie. Dzięki połączeniom z Bliskiego Wschodu i z rejonu kaspijskiego Turcja nie będzie już musiała importować dwóch trzecich swojego zapotrzebowania na gaz z Rosji. Te rurociągi w naturalny sposób zdywersyfikują dostawy surowców oraz podniosą rangę Turcji na arenie międzynarodowej dając jej większy wpływ na rynki poprzez pośrednie kontrolowanie wymiany surowców przez Unię Europejską, Rosję, Bliski Wschód oraz kraje kaspijskie. Każdy budowany rurociąg przynosi Turcji wymierne korzyści również  poprzez uwzględnione w kontraktach m.in. dodatkowe inwestycje w nowe źródła energii (przykład inwestycji rosyjskich), zniżki na surowce oraz opłaty za tranzyt. Przykładowo Turcja z tytułu udostępnienia swojego terytorium dla rurociągu BTC może kupować znaczne ilości ropy po dyskontowych cenach oraz otrzymywać ok. 200 milionów dolarów rocznie (stawki wahają się wraz z upływem lat użytkowania) za sam tranzyt ropy. Jeśli się weźmie pod uwagę, że Turcy wydają rocznie ponad 10 mld dolarów na zakup samej ropy, to niezwykle ważny jest każdy dodatkowy wpływ do budżetu i częściowe zbilansowanie tych wydatków.

Ankara powinna więc starać się współpracować z każdą ze stron i dążyć do ukończenia jak największej ilości rurociągów przebiegających przez terytorium tureckie. Dzięki temu Turcja w niedługim czasie mogłaby się stać kluczowym punktem na energetycznej mapie świata, w którym łączą się interesy największych konsumentów surowców naturalnych oraz ich największych eksporterów. Może się jednak okazać, że przeszkodą we wdrożeniu tych planów okażą się dwie rzeczy. Pierwszą jest coraz większy popyt w krajach azjatyckich, które mogą odebrać znaczne ilości surowców z puli teoretycznie przeznaczonej wcześniej na rynki zachodnie. Szczególnie zainteresowane są Chiny i Indie. Obydwa kraje muszą szukać importerów surowców z poza Bliskiego Wschodu jeśli chcą zaspokoić coraz większe zapotrzebowanie wewnętrzne. Drugim ,,problemem’’ są odkrycia potężnych źródeł gazu łupkowego na terenie niemal całej Europy. Szybka eksploracja tych złóż może zmniejszyć zainteresowanie Unii Europejskiej gazem z Bliskiego Wschodu i z rejonu Morza Kaspijskiego. Na razie trudno jednak jednoznacznie ocenić, czy te dwa zagadnienia będą mogły znacząco wpłynąć na decyzje o budowaniu nowych rurociągów przez Turcję w kierunku zachodnim. Trzeba pamiętać o tym, że budowa rurociągów nie jest rozpatrywana wyłącznie od strony bieżących zysków handlowych, ale również wymiernych korzyści politycznych.