Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Przyszłość Trójkąta Lubelskiego – wizje z Polski, Litwy i Ukrainy
Azjatyckie wyzwanie Joe Bidena
Słowacja: Przełamać impas w relacjach z naturalnym partnerem
Jeszcze jeden sojusznik dla Polski

Reklama

Strefa wiedzy

Wykonanie: Delta Interactive

Polityka i mistyka w Południowym Sudanie, cz.1. Wyprawa na Syjon

13 marzec 2012
A A A
Sudan Południowy jako jedyny kraj na świecie zamierza otworzyć ambasadę w Izraelu w Jerozolimie. Odkąd w 1980 r. ONZ wezwał swoich członków do przenosin do Tel Awiwu, dyplomaci opuścili miasto, którego status jest sporny. Dlaczego młode państwo, które długo walczyło o uznanie świata, jest gotowe narazić się społeczności międzynarodowej? Odpowiedzi trzeba szukać w biblijnych zapisach sprzed 3 tysięcy lat.

Południowy Sudan to kraj, którego mieszkańcy mogli uwierzyć, że wisi nad nimi klątwa. Przez kilka stuleci wyprawiali się tu, jak po zwierzynę, arabscy łowcy niewolników. Później uciskali ich Brytyjczycy. Kiedy nadeszła dekolonizacja, zamiast dostać wolność zostali przyłączeni do Północnego Sudanu. Dawni najeźdźcy nie wyzbyli się starych nawyków i traktowali Południowców jak obywateli drugiej kategorii. W trwającej do lat 2000. wojnie z Chartumem (i między sobą) zginął co piąty mieszkaniec kraju. Ci co przeżyli dawno zapomnieli jak żyć i pracować w pokoju.

Nic dziwnego, że tutejsi chrześcijanie w Biblii szukali odniesień do własnego losu. Tak właśnie interpretowali przekleństwo jakie Bóg rzucił na państwo Kusz, czyli antyczny Sudan... Księga Izajasza, gdzie jest o tym mowa, w dalszych wersach dawała nadzieję. Nieszczęścia miał zamknąć wzniesiony w górę znak i dźwięk trąby. W lipcu 2011 oficjalnie na maszty wciągnięto flagę niepodległego Sudanu Południowego, i zabrzmiał jego hymn: "O, kraju Kusz...".

Dla wielu już porozumienia pokojowe w 2005 r., które zakończyły wojnę z Północą i ustanowiły autonomię, zakrawały na cud. Religijne uniesienie wzrosło podczas referendum w styczniu 2011, kiedy kraj głosował za niepodległością. Księża i domorośli kaznodzieje głosili, że oto wypełniają się proroctwa. Na oficjalnym, ekumenicznym maratonie modlitewnym, kapłan wołał: "Prezydent Salva Kiir, jak Jozue, przeprowadzi nas przez rzekę Jordan, do Ziemi Obiecanej!" Nie omieszkał dodać, że takie nowinki jak świeckie państwo i rozdział jego instytucji od kościoła tu się nie sprawdzą.

Kiedy niepodległość stała się faktem, prezydent – sam służy do mszy w katedrze – ogłosił, że ambasada stanie w Jeruzalem, świętym mieście wybranym przez Boga. Tym samym Kuszyci, po stuleciach plag i nieszczęść, nawiążą ponownie bezpośrednią łączność ze Stwórcą. W szoku była Liga Arabska, która dopiero co zaproponowała Południowemu Sudanowi członkostwo. Dla niej nie ma większej herezji niż uznanie Jerozolimy za stolicę żydowskiego Izraela.


Kościół Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny na Syjonie. Źródło: Wikipedia

Tymczasem historia ma swój ciąg dalszy. Aby dopełnić proroctw, na górę Syjon wybiera się delegacja południowosudańskich wyznań chrześcijańskich. Pod koniec lutego spotkali się z wiceprezydentem Riekiem Macharem aby wprowadzić go w tajniki boskiego planu. Ich apel nadała telewizja. Kraj ma zdecydować, jakie dary zanieść na Świętą Górę.

Mniej entuzjazmu przejawia sam Izrael, który nakazał imigrantom z Południowego Sudanu do końca marca opuścić swoje terytorium. Daje im po 1300 dolarów i bilet do domu. W końcu mają już swoją Ziemię Obiecaną.