Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Aleksandra Amal El-Maaytah: Wołając o Sprawiedliwość

27 styczeń 2009
A A A
Bilans 22-dniowej ofensywy Izraela przeciwko Hamasowi jest porażający. Same tylko dowody na użycie białego fosforu teoretycznie powinny stanowić wystarczającą podstawę do przedstawienia Izraelowi zarzutów zbrodni wojennych.

Liczby przyćmiewają rzeczywistość. Jeśli nieustannie będziemy powtarzać, że w Strefie Gazy zginęło ponad 1300 Palestyńczyków, a 50 tys. pozostało bez dachu nad głową, ofiary staną się jedynie kolejną statystyką. Czym innym jest rozprawianie o liczbach, a czym innym obraz zrównanego z ziemią małego miasteczka. Jeśli bowiem uświadomimy sobie rozmiary zdarzeń, które miały miejsce, to z czymś takim moglibyśmy mieć do czynienia. 400 tys. ludzi bez dostępu do bieżącej wody to tylko liczba, która zakrywa płacz, krew i krzyk.

Bilans 22-dniowej ofensywy Izraela przeciwko Hamasowi w Strefie Gazy jest porażający. Ludność cywilna zapłaciła bardzo wysoką cenę za działania demokratycznie wybranych przywódców...

ONZ jest oburzone. Izraelskie rakiety zniszczyły aż 53 instalacje UNRWA, z czego 37 to były szkoły służące chwilowo jako schronienie dla ludności cywilnej. Richard Falk, wysłannik Rady Praw Człowieka, nazwał to zbrodnią, a Sekretarz Generalny Ban Ki-Moon wezwał do pociągnięcia do odpowiedzialności tych, którzy owych zbrodni dokonali.

Na tym owe poważne oskrażenia się nie kończą. W zeszłym tygodniu ze Strefy Gazy powróciły misje obserwacyjne organizacji pozarządowych, które głośno i odważnie mówiły o dowodach na popełnienie zbrodni wojennych przez Izrael. Chodziło głównie o dowody, w tym przede wszystkim zdjęcia i zeznania rannych, na użycie broni chemicznej – białego fosforu. Jego stosowanie dozwolone jest jedynie na polu walki w celu tworzenia zasłony dymnej i pod warunkiem absolutnej pewności, iż w pobliżu nie znajdują się osiedla mieszkalne i nie przebywa ludność cywilna. Gdy dotknie ciała, ów związek chemiczny przykleja się do skóry i wypala ją aż do kości, powodując śmierć lub ogromny ból i cierpienie. Jego spożycie lub wdychanie także może skończyć się śmiercią, a rany bardzo wolno się goją.. Dowody na użycie białego fosforu teoretycznie powinny stanowić wystarczającą podstawę do przedstawienia Izraelowi zarzutów o popełnienie zbrodni wojennych.

Unia Europejska odmówiła pomocy w tej sprawie. Dla niej najważniejsza jest teraz pomoc humanitarna i odbudowanie doszczętnie zniszczonej gospodarki, co – jak twierdzą sceptycy – może zająć aż dziesięć lat. Ci sami skupiają się także na perspektywie odsunięcia efektywnego procesu pokojowego w siną dal.

Sam Izrael kategorycznie zaprzecza, jakoby w jakikolwiek sposób złamał prawo międzynarodowe. Dziwne więc, że w międzyczasie zbiera grupę ekspertów, z Ministrem Sprawiedliwości Danielem Friedmanem na czele, aby przygotować ewentualną obronę. Palestyński odpowiednik Friedmana, Ali Kaszan, zapobiegliwie spotkał się z Luisem Moreno Ocampo, głównym oskarżycielem Międzynarodowego Trybunału Karnego, aby omówić tę kwestię.
Zastanówmy się więc, co takiego mógł usłyszeć.

Otóż, najłatwiej byłoby oddać sprawę w ręce Międzynarodowego Trybunału Karnego (ICC). Statut Rzymski, powołujący Trybunał do życia ma w tym zakresie najlepsze kompetencje, gdyż pełni jurysdykcję nad czterema rodzajami zbrodni: ludobójstwem, zbrodniami przeciwko ludzkości, zbrodniami wojennymi i agresją. Te przedostatnie to tak naprawdę bardzo długa lista zamierzonych działań skierowanych przeciwko bezbronnej ludności cywilnej. Ponadto, jako zbrodnie wojenne Statut uważa: zamierzone ataki na obiekty cywilne, niebędące celami wojskowymi; ataki na personel, instalacje, materiały, oddziały lub pojazdy związane z pomocą humanitarną lub misjami pokojowymi działającymi w oparciu o Kartę Narodów Zjednoczonych tak długo, jak są one uprawnione do ochrony przysługującej osobom cywilnym i obiektom cywilnym na podstawie międzynarodowego prawa konfliktów zbrojnych; zamierzony atak na budynki przeznaczone do celów religijnych, edukacyjnych, artystycznych, naukowych lub charytatywnych oraz stosowanie broni, pocisków i materiałów oraz sposób prowadzenia wojny, który z natury rzeczy powoduje zbędne szkody i nadmierne cierpienie.

Wszystko by się zgadzało: atak przeciwko bezbronnym cywilom – jest. Użycie broni powodującej nadmierne cierpienie – jest. Atak na misje pokojowe – jest. Atak na budynki o charakterze religijnym, edukacyjnym i charytatywnym – jest. To jednak nie takie proste. Od przeświadczenia o czyjejś winie do postawienia go przed wymiarem sprawiedliwości prowadzi długa droga. Otóż, Izrael, tak jak Stany Zjednoczone, nie jest stroną Statutu Rzymskiego, a więc nie uznaje autorytetu i jurysdykcji Międzynarodowego Trybunału Karnego. Zapytany o to kiedyś Mark Regev, rzecznik prasowy izraelskiego szefa rządu wyraził obawę o „upolitycznienie międzynarodowych mechanizmów prawoczłowiecznych w międzynarodwym systemie sądowniczym”.

Po pierwsze, ICC jest odnogą ONZ, a ta jest przecież organizacją skupiającą państwa, które na poziomie wewnętrznym i międzynarodowym reprezentują pewne interesy polityczne. Rada Bezpieczeństwa natomiast, która może odesłać sprawę do ICC, nie jest niczym więcej niż tworem do cna upolitycznionym. Zaakceptowała dochodzenie w sprawie kryzysu humanitarnego w sudańskim Darfurze prowadzone przez prokuratora generalnego Trybunału, Luisa Moreno Ocampo. Stało się tak, pomimo iż Sudan nie jest sygnatariuszem Statutu, a więc również nie uznaje autorytetu Trybunału. W przypadku Izraela jest to jednak wielce nieprawdopodobne, aby Rada, której stałym członkiem jest izraelski sojusznik - Stany Zjednoczone skierowała sprawę do Trybunału. W tym przekonaniu utwierdza choćby fakt, że USA wstrzymało się od zaakceptowania Rezolucji 1860, która wzywała do natychmiastowego zawieszenia broni w Strefie Gazy.

Ponadto ICC może wszcząć postepowanie na wniosek Prokuratora lub na wniosek któregoś z państw-stron Statutu Rzymskiego. Jednakże, niezależnie od tego, czy pozwany zostanie Izrael, Palestyna, czy Malediwy - każda taka decyzja jest polityczna. Nie ma to oznaczać jej wady, czy zalety, ale jedynie charakterystykę. Czyż w Wielkiej Brytanii nie skazuje się na karę wiezienia w imieniu Królowej Brytyjskiej? Nawet jeśli Jordania, Dżibuti lub Komory spełnią swoje zeszłotygodniowe deklaracje o podjęciu kroków ku postawieniu Izraelowi zarzutów, będzie to decyzja polityczna, bo podjęta przez rząd i głowę państwa. Skarga Regeva na upolitycznienie mechanizmu jest więc tak uniwersalna jak narzekanie na zmiany klimatyczne.

Jakie opcje pozostają?

Jest jeszcze przecież Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze, nazywany „Sądem Świata”. Niecałe pięć lat temu ów Trybunał orzekł, iż budowa bariery separacyjnej między Izraelem a Zachodnim Brzegiem jest nielegalna, odbiera Palestyńczykom prawo do samostanowienia, anektuje ich ziemie i powinna najtychmiast zostać zburzona. Żyjący jeszcze wtedy Jaser Arafat okrzyknął orzeczenie „dniem zwycięstwa narodu palestyńskiego”. Dzień trwał jednak krótko, a bariera jak stoi, tak stała.

Trybunał Sprawiedliwości może jednak udzielić prawnej ekspertyzy i służyć jako ciało doradcze dla agend ONZ.  

Kolejną opcję stanowią Konwencje Genewskie. Organizacje pozarządowe mówią o pogwałceniu Czwartej Konwencji Genewskiej o ludności cywilnej w czasie wojny. Jednak na mocy tego dokumentu, państwa same musiałyby powziąć kroki ku osądzeniu osobnych przypadków osób, swoich własnych obywateli, którzy dopuścili się zbrodni, a więc dowódców. Jest to, jak można się domyslać wielce nieprawdopodobne. Izrael do tej pory utrzymuje w tajemnicy tożsamość kierujących akcją.

Kraje arabskie spotykają się 29 stycznia w Tunezji, aby przedyskutować rozmaite możliwości. Jordania, Dżibuti i Komory obiecały na zeszłotygodniowym szczycie w Kuwejcie, że podejmą kroki ku postawieniu Izraelowi zarzutów. Są to jedyne, obok Egiptu kraje, które utrzymują ze swoim żydowskim sąsiadem oficjalne stosunki dyplomatyczne. Czy naprawdę stać je będzię na tak wielki krok?

Jeśli chodzi zaś o Hamas... nie jest to uznawany rząd Autonomii Palestyńskiej, ani partner do rozmów, czy negocjacji. Unia Europejska, Stany Zjednoczone, Kanada, Australia i Japonia uznają tę formację za terrorystów, pomimo iż doszli do władzy drogą demokratycznych, i uznanych przez zewnętrznych obserwatorów za prawidłowe, wyborów. Pomimo, iż w jego kierunku też padają oskarżenia o pogwałcenie prawa humanitarnego, niewielu mówi o trybunałach, sądach i odpowiedzialności. Tak jakby fakt, iż według większości światowej opini publicznej Hamas to terroryści, stanowił wystarczającą karę i jednocześnie wymówkę dla jego działań. Środowisko międzynarodowe samo tworzy pewną atmosferę bezprawia dla rządu Palestyny – rozmawiają tylko z Mahmudem Abbasem, którego przekonanie o własnej bezradności wpycha w jeszcze większą niemoc. Czy nie byłoby wielkim zaskoczeniem dla Hamasu, gdyby w poczcie nagle znalezł zaproszenie na światowe salony?

Odcinanie się od Hamasu jest błędem. Przede wszystkim dlatego, że bardzo dobrze zna on podwórko, na którym rozgrywa swoją strategię. Przy kolejnych wyborach okaże się, że wiedział, co robi, że świat wtórował do jego muzyki, że wszyscy – a przede wszystkim Palestyńczycy - dali się nabrać.

Zastanawiająca jest pewna próźnia w prawie międzynarodowym, o ile go prawem można nazwać. Prawo w swojej naturze jest systemem dyrektyw i norm, które funkcjonują w pewnym określonym systemie państwowym. Prawo obowiązuje każdego bez wyjątku i obywatel nie może wybierać, czy chce podlegać temu, czy innemu kazusowi. W przypadku prawa międzynarodowego, szczegolnie tego o charakterze ONZ-towskim, nie istnieje efektywna siła wykonawcza stosowanych wybiórczo zapisów. Prawo powinno być obiektywne, rozprawa sprawiedliwa, a obrona rzetelna. Czy można nazwać obiektywną grupę delegatów reprezentujących osobne, czasami konfliktujące ze sobą interesy? Niektóre kraje można nazwać nietykalnymi, inne można bez większego sprzeciwu świata pociągać do odpowiedzialności. System praw człowieka ONZ pozostawia wiele do życzenia. O ile, organizacja ta prześciga samą siebie w tworzeniu nowych, ulepszonych standardów i głosowaniu nad rezolucjami pełnymi wzruszającej retoryki, o tyle owe nawoływania, czy wręcz żądania, rzadko znajdują pokrycie w działaniu zmierzającym do zadościuczynienia sprawiedliwości.

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.