Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Anna Głąb: Wina, wina, wina dajcie ...

Anna Głąb: Wina, wina, wina dajcie ...

08 maj 2006
A A A

Wina, wina, wina dajcie ...

Gruzińskim producentom win raczej nieprędko będzie dane usłyszeć takie słowa z ust swoich rosyjskich odbiorców. 27 marca b.r. w Rosji wprowadzono zakaz importu wina z Gruzji i Mołdawii. Według rosyjskich ekspertyz zawierało ono pestycydy i inne szkodliwe dla zdrowia związki. Do Rosji eksportowano około 85 proc. mołdawskiej i 80 proc. gruzińskiej produkcji win. Dochody ze sprzedaży na rynku Federacji stanowiły dość duży udział w PKB obu krajów. Od 7 maja Gruzja nie może eksportować do Rosji również "Borżomi", bardzo popularnej w krajach byłego ZSRR wody mineralnej.

Rosji nigdy nie podobał się prozachodni kierunek polityki zagranicznej kaukaskiego sąsiada – zwłaszcza zapowiedzi Gruzji o chęci przystąpienia do NATO. Tworząc Wspólnotę Niepodległych Państw, Moskwa starała się zachować swoje wpływy w regionie poradzieckim. Rosja nie będzie więc obojętnie patrzeć, jak państwo, które w wyniku „dziwnych” zawirowań historycznych już nie jest częścią imperium, próbuje się wyrwać z jej uścisku. Ze swojej strony, Gruzja zagroziła Rosji zerwaniem już podpisanego protokołu, kończącego rozmowy akcesyjne, jakie Moskwa prowadzi ze Światową Organizacją Handlu.

Gruzja deklaruje, że pozwoli na wejście Rosji do WTO tylko wtedy, gdy Kreml wycofa swoje poparcie dla separatystycznych działań władz Abchazji i Osetii Południowej. Wśród zarzutów znalazło się również oskarżenie o produkcję win i wód mineralnych na terytorium Rosji nielegalnie wykorzystującą gruzińską markę.

Tbilisi wystosowało swoje oświadczenie 23 marca b.r. A już 25 marca naczelny lekarz sanitarny Federacji Rosyjskiej Giennadij Oniszczenko podpisał rozporządzenie o zakazie importu wina, obowiązujące od 27 marca. W przeciwieństwie do zaangażowania w Abchazji i Osetii Południowej, ten drugi problem został rozwiązany bardzo szybko. Gruzja nie ma się już co oburzać na brak ochrony gruzińskich marek, gdyż nie są one odtąd obecne na rynku rosyjskim.

Kreml zastosował wobec "niepokornego" sąsiada tradycyjną formę nacisku. Liczy przy tym na wzrost niezadowolenia społeczeństwa gruzińskiego. Trudna sytuacja gospodarcza nie sprzyja obecnej władzy, a opozycja zaczęła już wyprowadzać ludzi na ulicę. Skoro Gruzja chce iść na Zachód, niech też od razu zabierze ze sobą swoje zabawki.

Z drugiej strony, Rosja postępując w ten sposób ułatwia władzom gruzińskim podjęcie decyzji o wystąpieniu ze Wspólnoty Niepodległych Państw. Do tej pory Gruzję powstrzymywała tylko współpraca gospodarcza w ramach tej organizacji. Tak się jednak złożyło, że to właśnie Gruzja jest obecnie jedynym krajem WNP, wobec którego Rosja wprowadziła reżim wizowy. Teraz zakazano importu owoców cytrusowych, wina i artykułów winnych, a ostatnio wód mineralnych; mówi się też o zakazie przelewów pieniężnych. WNP bez rosyjskiego rynku jest dla Gruzji zbędna. Takie stanowisko łączy rządzących i opozycję. A przy okazji, odwraca uwagę od problemów wewnętrznych i malejącej popularności prezydenta Micheila Saakaszwilego.

Podobnie jak Ukraińcy w styczniu, tak teraz Gruzini jednoczą się, by sytuacja odwróciła się na ich korzyść. Rząd Gruzji uprościł już prawo celne dotyczące reimportu wina i wody "Borżomi" z Rosji. Przedsiębiorcy są zwalniani z akcyzy, opłat celnych i VAT-u. Jeśli zaś dochód przedsiębiorstwa w 2006 roku zmniejszy się o więcej niż 50 proc., będzie można uzyskać zwolnienie z podatku. Dodatkowe środki mają być wykorzystane na poszukiwanie i wejście na nowe rynki zbytu. Jednak możliwości, jakie zaproponowały władze mogą również stać się przyczyną nadużyć czy bierności. Skoro można zorganizować firmie wakacje podatkowe, po co wysiłki i działania marketingowe?

Gruziński minister obrony - Iraklij Okruaszwili - już podziękował Rosji za wprowadzenie zakazu. Według niego pozwoli to (choć nie bez wysiłku) przeorientować się z niskoopłacalnego rynku rosyjskiego na rynki bardziej dochodowe. Przyjazną rękę wyciągnęła Litwa, która gotowa jest otworzyć swój rynek dla gruzińskiego wina oraz popularyzować je na rynku unijnym.

Jako ciekawostkę dodam, że w lutym b.r. woda mineralna "Borżomi" otrzymała w Rosji tytuł "Marki narodowej". Nagroda ta przyznawana jest na podstawie głosowania konsumentów i wskazuje te produkty, które zdobyły wśród Rosjan największą popularność i uznanie. Z kolei gruzińskiemu winu Kagor przyznano, na zakończonym niedawno w Moskwie międzynarodowym konkursie win - "Vinnaya Karta Open - 2006" - złoty medal. Saperavi, kolejny produkt tamtejszych winnic, otrzymał srebrny medal. Nie były to jedyne nagrody dla gruzińskich win. Organizatorzy tłumaczyli, iż gruzińskie wina zostały dostarczone jeszcze przed wprowadzeniem zakazu.

Jak widać zdanie konsumentów czy specjalistów z Rosji, Francji i Włoch, na temat gruzińskich produktów, nie pokrywa się ze stanowiskiem Kremla. I dobrze, polityka jest ogólnie ciężko strawna. A tak swoją drogą Rosjanie na pewno nie skorzystają na wprowadzonym zakazie. Gruzińskie wina były i są tam cenione a "Borżomi" jest ponoć niezastąpionym lekiem na kaca.

Iraklij Okruaszwili – odpowiedzialny za promocję gruzińskiego wina na rynkach zachodnich, zapowiedział, że należy "przestać marzyć o powrocie na rynek rosyjski". Nie pomogły zabiegi dyplomatyczne, degustacje, zapowiedzi zorganizowania "Tygodnia gruzińskiego wina", zobowiązanie deputowanych parlamentu do reklamowania rodzimego produktu w trakcie zagranicznych delegacji. Rosjanie pozostali nieugięci.

Rząd gruziński planował nawet zaprosić do reklamy wina samą Jennifer Lopez. Okazało się jednak, że Gruzji nie stać na spełnienie wszystkich oczekiwań gwiazdy. Gruzini zapomnieli, że w końcu do znajomości z nią przyznał się swojego czasu Marek Belka. Może on potrafiłby przekonać Lopez do reklamy gruzińskich trunków. Może taka kampania wzbudziłaby zainteresowanie zachodnich konsumentów, a kto wie, czy nie byłaby też w stanie zmiękczyć serca kremlowskich urzędników?