Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Bunt przeciwko Merkel

15 październik 2015
A A A

Jak „polityka otwartych granic” ws. uchodźców, nazwana przed miesiącem największym błędem kanclerstwa Merkel, doprowadziła do bodaj najpoważniejszego kryzysu rządów niemieckiej kanclerz. Czy za jej nieugiętą polityką, tłumaczoną wartościami, stoi jednak czysty pragmatyzm?

Sześć tygodni trwa już „ofensywa wielkoduszności” Merkel, chociaż obecnie, w połowie października, mało kto o tym określeniu pamięta. Entuzjazm, który udało się niemieckiej kanclerz rozbudzić, kiedy pod koniec wakacji mówiła o wielkim narodowym zadaniu i dumie, że świat patrzy na Niemcy z nadzieją, dawno minął. Konkretnie – w połowie września, kiedy rząd podjął decyzję o przywróceniu kontroli granicznych, bo okazało się, że napływ imigrantów jest tak wielki, że nie da się go kontrolować. Wówczas w opinii publicznej głośno zrobiło się o błędzie kanclerz Merkel, którym było otwarcie granic dla uchodźców z Syrii. Konsekwencji tej decyzji sprzed 6 tygodni zdecydowanie szefowa niemieckiego rządu nie doceniła (Więcej na ten temat w artykule „Jednak nie damy rady”).

Źródło: Wikipedia CommonsNie wszyscy są uchodźcami

Chociaż zmasowany napływ imigrantów (tylko część z nich to faktycznie uchodźcy) do Niemiec nie trwa od końca wakacji, lecz od wielu miesięcy, to od początku września nabrał on niemożliwych do opanowania rozmiarów. Jak podał Federalny Urząd ds. Migracji i Uchodźców (BAMF), od początku roku do końca września do Niemiec przybyło łącznie 577 tys. osób podających się za uchodźców, z tego 164 tys. tylko w zeszłym miesiącu, a napływ trwa nadal mimo przywrócenia kontroli granicznych (wszystkie wnioski o azyl osób, które przekroczyły granicę, muszą zostać rozpatrzone, a na to potrzeba czasu). Dziennie przybywa do Niemiec nawet 10 tys. osób. Tylko jedna trzecia przybyłych to Syryjczycy (198 tys.), podczas gdy aż 100 tys. „uchodźców” pochodzi z Bałkanów – regionu nie objętego żadną wojną. Do końca roku Niemcy spodziewają się w sumie blisko miliona (!) wniosków o azyl.

Szybko okazało się, że kraj nie jest na to przygotowany. Naprędce szuka się miejsc, w których można ulokować przybyłych (sale sportowe, hale po supermarketach, byłe koszary wojskowe i inne). Mimo coraz zimniejszej pogody blisko 42 tysiące z nich nocuje w namiotach. Rząd w pośpiechu szuka rozwiązań kryzysu – Bundestag właśnie przegłosował pakiet ustaw, które mają pomóc w opanowaniu sytuacji. W trudnym położeniu znajdują się zwłaszcza gminy, na których barkach spoczywa ciężar zajęcia się uchodźcami. Potrzeba zarówno środków, jak i personelu. Co gorsza, jak przyznał minister spraw wewnętrznych Thomas de Maiziere (CDU), powołując się na dane wywiadowcze, wśród imigrantów mogą znajdować się terroryści.

Źródło: Wikipedia CommonsCSU idzie na wojnę z Merkel

Najbardziej obciążona napływem imigrantów jest granicząca z Austrią Bawaria, do której według tamtejszych władz przybyło w tym roku 225 tys. osób ubiegających się o azyl. Bawarczycy od tygodni apelują o pomoc, czując się, jak twierdzą, pozostawieni sami sobie. Horst Seehofer (na zdj.), premier Bawarii i jednocześnie szef CSU – partii tworzącej koalicję z CDU i SPD w Bundestagu, już na początku września narzekał na „politykę otwartych granic”. Wraz z kolejnymi tysiącami przybyłych do jego landu „uchodźców” jego stanowisko stale się radykalizowało. Obecnie nie poprzestaje na otwartej krytyce polityki kanclerz Merkel, z którą tworzy przecież koalicję, lecz posuwa się już do otwartych gróźb. Seehofer wezwał szefową rządu do kierowania się „realizmem zamiast iluzjami”, a także oskarżył ją o wysłanie za granicę fałszywego sygnału, że imigranci są w Niemczech (bezgranicznie) mile widziani, co pośrednio mogło spotęgować kryzys. Kiedy Merkel powiedziała, że zamknięcie granic nie rozwiąże sytuacji, zarzucił jej z kolei „kapitulację państwa prawa” i zagroził, że powsadza „uchodźców” w pociągi i bez uzgodnienia z innymi wyśle ich do pozostałych landów, nawet że przywiezie ich autobusami pod budynek Reichstagu w Berlinie. Ostatni wystrzał szefa CSU to groźba, że jeśli rząd nie podejmie się rzeczywistego zatrzymania napływu imigrantów do Niemiec, to Bawaria podejmie „środki obrony koniecznej” i skieruje do Federalnego Trybunału Konstytucyjnego pozew przeciwko rządowi w Berlinie. Rządowi, w którym swoich ministrów ma przecież bawarska CSU. To już otwarta wojna z koalicjantem.

W tym sporze miejsca nie może znaleźć sobie trzeci koalicjant. SPD nie może poprzeć CSU ze względów światopoglądowych, a kanclerz Merkel – z powodów politycznych. Próbuje więc dystansować się od obu koalicjantów, wskazując że ich polityki są oznakami bezradności. Problem w tym, że władze SPD same nie przedstawiły żadnych wiarygodnych propozycji. Jako lewica są jednak za azylem, więc bliżej im w tym sporze do Merkel. Na ostatnim spotkaniu partyjnym w Moguncji szef SPD Sigmar Gabriel zaproponował nawet niemieckiej kanclerz… azyl w swojej partii, dopóki ta „będzie dalej realizować socjaldemokratyczną politykę”.

Spadające sondaże

Kłopoty z koalicjantami to tylko część problemu i to ta mniejsza. Jak słusznie zauważył Gabriel, największych wrogów swojej polityki Merkel ma w swoim własnym środowisku politycznym. Coraz więcej polityków CDU otwarcie staje za Horstem Seehoferem (CSU), domagając się rzeczywistego i szybkiego ograniczenia napływu „uchodźców” do kraju. Najnowszym pomysłem, na który pod presją zgodziła się także Merkel, jest stworzenie tzw. stref tranzytowych na granicy z Austrią. Tam miałyby wstępnie być rozpatrywane wnioski o azyl, a osoby z krajów bezpiecznych (np. bałkańskich) byłyby od razu odsyłane z powrotem. Sama szefowa rządu sceptycznie odnosi się do pomysłów zamykania granic, czy odmawiania prawa do azylu osobom z krajów ogarniętych wojną z powodu przeciążenia Niemiec.

Źródło: Flickr.com/Metropolico.orgTaka nieugięta postawa zrodziła już rosnący opór we własnej partii, a ostatnio już nawet publiczną krytykę polityki Merkel. Członkowie CDU obawiają się spadającego poparcia partii (w ostatnim badaniu 38%, najmniej od dwóch lat), a także notowań samej kanclerz. Z jej pracy zadowolonych jest już „tylko” 55% Niemców, podczas gdy przed wakacjami ten wskaźnik sięgał 70%. 48% badanych uważa politykę Merkel za błędną (39% za słuszną), a 64% wątpi, że Niemcy, nawiązując do hasła szefowej rządu, „dadzą radę” temu wyzwaniu (32% w to wierzy). Rośnie za to poparcie dla krytycznej wobec azylantów Alternatywy dla Niemiec (7% w skali kraju). Odżyły też protesty protetującego przeciw "islamizacji" Niemiec ruchu PEGIDA.

Bunt w partii

Rosnąca krytyka opinii publicznej oraz spadające notowania zburzyły wizerunek „nietykalnej” kanclerz. Ostatni tydzień przyniósł już otwarty bunt w CDU. Kilkudziesięciu polityków tej partii wysłało do Merkel publiczny list, w którym otwarcie krytykują swoją przewodniczącą: „Dotychczasowo praktykowana polityka otwartych drzwi jest niezgodna ani z prawem europejskim, ani z niemieckim, oraz stoi w sprzeczności z programem CDU. […] Dlatego prosimy Panią usilnie o podjęcie pilnych środków, które szybko i efektywnie zmniejszą obecny napływ uchodźców”. List zyskuje coraz większą popularność – podpisują się pod nim kolejni politycy CDU. Szczególnie nerwowa sytuacja panuje w Badenii-Wirtembergii, gdzie w marcu odbędą się wybory do lokalnego parlamentu (Landtagu). Jeszcze niedawno poparcie CDU sięgało tam 40%, co oznaczało prawdopodobne przejęcie władzy. Polityka Merkel kosztowała partię już 5% poparcia w tym landzie.

Źródło: Flickr.com/European People's PartyKanclerz Merkel musiała zmierzyć się z otwartą krytyką swojej polityki podczas spotkań z frakcją CDU/CSU w Bundestagu oraz podczas konferencji CDU w Saksonii w tym tygodniu. Na pierwszym z nich szefowa rządu bezskutecznie starała się przekonać posłów, że zamknięcie granic nie rozwiąże problemu, lecz przesunie go do Austrii, Węgier lub na Bałkany. Przeciw Merkel stanęli politycy partii odpowiedzialni za politykę wewnętrzną (m.in. Clemens Binniger), którzy twierdzili, że należy wprost z granicy deportować osoby nieuprawnione do azylu. Binniger powołał się tu na przykład Polski (deportacje pozostają w gestii landów, a te – rządzone w większości przez socjaldemokratów – robią to niechętnie). Wystąpieniu Merkel towarzyszyły liczne okrzyki dezaprobaty, a świadkowie relacjonowali, że szefowa partii parokrotnie została wręcz ośmieszona przez mówców. „Czegoś takiego jeszcze nigdy nie przeżyłem” – anonimowo mówił prasie po spotkaniu jeden z uczestników. Według szacunków opozycję wobec Merkel tworzy obecnie jedna piąta posłów CDU w Bundestagu. Jeden z nich, przewodniczący frakcyjnej grupy roboczej ds. polityki wewnętrznej, Hans-Peter Uhl, miał wprost zasugerować, że jeśli kanclerz nie zmieni swojej polityki, może dojść do zmiany rządu.

Z kolei w środę podczas konferencji dot. przyszłości CDU część członków partii domagała się zatrzymania napływu uchodźców, ratowania niemieckiej kultury i wartości oraz „zdetronizowania” Merkel. W całym kraju tematem tabu przestały być rozważania nad sensownością kandydatury obecnej szefowej partii w następnych wyborach do Bundestagu w 2017. Coraz większa część polityków chadecji nie czuje się już reprezentowana przez swoją kanclerz.

Perspektywa 2017?

Sama Angela Merkel nie przejmuje się na razie sondażami i podziałami w partii (wciąż ma za sobą większość) i konsekwentnie obstaje przy swoim – za jej rządów nie będzie ani zamknięcia granic dla uchodźców, ani takiej zmiany polityki, która miałaby ich odstraszyć, co postuluje Seehofer. Szefowa rządu tłumaczy, że przyjęcie uciekinierów to moralny obowiązek, a CDU (Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna) nie przez przypadek ma literę „C” w swojej nazwie. Merkel wciąż powtarza publicznie, że Niemcy „dadzą radę”, a rozwiązaniem problemu jest uczciwy podział uchodźców między kraje UE (to oznacza, że ostatnie kwoty mogą nie być ostatnimi) oraz zatrzymanie ich napływu u źródła. Do tego potrzebna będzie Turcja, dokąd już w weekend wybiera się kanclerz.

Zastanawiające dla obserwatorów kariery politycznej Merkel jest to, dlaczego tak do bólu pragmatyczna pani kanclerz, której znakiem rozpoznawczym stało się opowiadanie się zawsze po zwycięskiej stronie sporów, obrała sobie kryzys migracyjny za problem, w którym akurat będzie się uparcie kierować wartościami. Być może odpowiedzi należy szukać w perspektywie następnych wyborów. Merkel, która miała już podjąć decyzję o kandydowaniu, usuwa właśnie ostatnią przeszkodę na drodze do koalicji z Partią Zielonych w 2017 roku, gdyby do Bundestagu ponownie nie weszli liberałowie z FDP, naturalny koalicjant CDU. Zieloni to zwolennicy otwarcia się na uchodźców, podobnie jak ochrony klimatu (nowy konik Merkel, nazywanej nawet niekiedy „kanclerzem klimatu”). Wówczas chadecja, najbardziej prawdopodobny zwycięzca, nie byłaby skazana po raz kolejny na SPD. A więc jednak pragmatyzm?

Michał Kędzierski