Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Magdalena Hawrysz: Przyszłość migracji

Magdalena Hawrysz: Przyszłość migracji

02 marzec 2009
A A A
W roku 2025 ludność świata wzrośnie do 8 miliardów, z czego większość żyła będzie w krajach rozwijających się, zarabiając kilkakrotnie czy kilkanaście razy mniej niż obywatele Ameryki Północnej czy Europy. Czy Zachodowi grozi zalanie tanią siłą roboczą?

Według statystyk Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM) w ostatnich latach Azja i Afryka prześcignęły Europę w kwestii ilości emigrantów poszukujących pracy i lepszego życia poza granicami własnego kraju. Większość emigruje ze względów zarobkowych, w nadziei na znalezienie bardziej dochodowej pracy, a poszukiwania kończą się w sąsiednim kraju lub na tym samym kontynencie. Pozostali śmiałkowie emigrują przede wszystkim do Ameryki Północnej.

Najliczniejsza grupa migrantów, mieszkańcy dziewięciu krajów kontynentu azjatyckiego (Indie, Chiny, Filipiny, Bangladesz, Pakistan, Indonezja, Tajlandia, Sri Lanka i Myanmar), stanowi według wyliczeń IOM na rok 2003 około 46% wszystkich migrantów w skali światowej. Głównymi krajami docelowymi są (w wymienionej kolejności) Stany Zjednoczone, Rosja, Niemcy, Francja, Arabia Saudyjska, Kanada, Indie, Wielka Brytania, Hiszpania i Australia. Mimo iż czołówka krajów docelowych nie zmienia się od lat, wiele krajów, z których jeszcze niedawno emigracje były sposobem na lepsze życie, stało się krajami goszczącymi oferującymi atrakcyjne prace i płace. Przykładowo takie kraje europejskie jak Hiszpania, Włochy czy Grecja, będące tradycyjnie krajami wysyłającymi, dają prace wielu emigrantom z Europy Środkowowschodniej. Podobnie dzieje się w biedniejszych krajach globalnego południa, w których rozwijają się coraz lepiej funkcjonujące lokalne centra przemysłowe i usługowe, ściągające pracowników nie tylko z sąsiednich miast, ale i krajów. Takimi regionalnymi przykładami są RPA w Afryce, Singapur w Azji czy Zjednoczone Emiraty Arabskie na Półwyspie Arabskim.

Można mniemać, że skoro coraz więcej regionów dysponuje coraz lepiej rozwijającym się potencjałem gospodarczym, na świecie jest coraz mniej migrantów. Tym czasem jest wręcz odwrotnie: międzynarodowe migracje odbywają się coraz szybciej, dzięki lepszym możliwościom transportowym i komunikacyjnym, ale nie tylko. Dzięki rozbudowanym sieciom i kontaktom w krajach docelowych możliwa jest wymiana informacji z krajami ojczystymi co sprawia że emigracja zarobkowa staje się mniej ryzykownym a także mniej kosztownym przedsięwzięciem. Często wyjeżdżający maja zapewnione miejsce pobytu pracę, a także uregulowaną sytuację prawną, co w przeszłości nierzadko było rzeczą nieosiągalną.

Biorąc pod uwagę fakt, że ludność krajów rozwijających się przez następne lata rosnąć będzie w ekspresowym tempie, a PKB i liczba miejsc pracy niekoniecznie rosły będą proporcjonalnie do przyrostu ludności, rozwój centrów gospodarczych w tych krajach wydaje się być najlepszym sposobem na zapobiegniecie w przyszłości zalaniem krajów rozwiniętych tanią i głodną siłą roboczą. Prognozy mówią, ze w przyszłości, największe natężenie migracji będzie miało miejsce nie pomiędzy globalnym południem i północą, ale miedzy bardziej i mniej rozwiniętymi krajami południa. Według statystyk, pomimo niskiego przyrostu naturalnego (0,1%) w krajach uprzemysłowionych, liczba ludności na świecie rośnie rocznie o około 100 milionów, z czego najwięcej urodzeń ma miejsce w Afryce Zachodniej (przyrost 3%) i Azji Południowej (przyrost naturalny 2%). Według wyliczeń niezależnych jednostek naukowych zachowując taką tendencję w roku 2025, na półkuli południowej będzie żyło 84% mieszkańców globu. Z jednej strony starzejące i kurczące się zachodnie społeczeństwa już niedługo potrzebowały będą wsparcia z zewnątrz, by zachować społeczeństwa w wiekowej równowadze, z drugiej zalanie ich rynków tanią siłą roboczą z krajów rozwijających się może doprowadzić do sporych turbulencji gospodarczych i społecznych. Także kraje mniej zamożne zmagać będą się z większą podażą pracy przekraczającą ich możliwości rynkowe, co również spowodować może podobne turbulencje co na Północy.

Nawet jeżeliby założyć, że kraje Południa będą się wzorowo rozwijać i dawać coraz lepiej płatną pracę miejscowym, optymizm odebrać mogą, nie tylko pogarszająca się globalna sytuacja gospodarcza, ale również sceptyczne prognozy przepowiadające więcej katastrof naturalnych i wysuszenie niektórych regionów globu. Oczywiście tak zwani migranci lub uchodźcy klimatyczni istnieli od zawsze, wyganiani ze swoich domów klęskami żywiołowymi takimi jak powodzie, pożary czy trzęsienia ziemi. Jednak wiele analiz przewiduje nasilenie się, a dokładniej mówiąc podwojenie (do 2025 roku) migracji spowodowane coraz silniejszym wpływem zmian klimatycznych na niektóre regiony - zwłaszcza globalnego ocieplenia i związanego z nim jeszcze bardziej ograniczonego dostępu do wody. Do tego należy dodać, że wiele miejsc potencjalnie zagrożonych negatywnymi skutkami zmian klimatycznych i bez tych zmian ma dość problemów w formie konfliktów zbrojnych czy prześladowań. Dodatkowe ograniczenie dostępu do wody, gruntów czy pastwisk w wielu ubogich krajach może zaostrzyć istniejące już konflikty lub rozniecić nowe. Liczba uchodźców i przesiedleńców w ostatnich latach szacowana jest przez ONZ na około 67 milionów, a pesymistyczne prognozy przewidują podwojenie lub potrojenie się tej liczby w następnych dziesięcioleciach, między innymi przez trudną sytuację w Rogu Afryki i na Bliskim Wschodzie.

Czy taki obraz kolejnych dziesięcioleci może napawać lękiem? Niekoniecznie, ponieważ nawet przy postępującym wzroście ludności świata wiele regionów ma szanse w najbliższych latach, o ile nie zmieni tego kryzys, na kilkuprocentowy wzrost gospodarczy. Według prognoz Stany Zjednoczone i Europa pozostaną potęgami gospodarczymi, ale Azja coraz bardziej deptać im będzie po piętach. Natomiast sytuacja w Afryce i Ameryce Południowa nie polepszy się znacząco. Mimo, że migracje osiągną natężenie nie obserwowane do tej pory, kraje docelowe będą sobie w miarę możliwości radzić z nowymi wyzwaniami i częściowo uzupełniać migrantami własny spadek demograficzny. O ile migracje ekonomiczne przyczynią się częściowo do utrzymania pewnej równowagi miedzy globalnym Południem i Północą, migracje wywołane wojnami, konfliktami, prześladowaniami czy klęskami żywiołowymi zwiększają liczbę uchodźców i wypędzonych często pozostawianych bez środków do życia. I to właśnie te wymuszone migracje – ucieczki mogą urosnąć w przyszłości do rangi odbezpieczonego granatu.

Źródła: Migration Policy Institute, World Migration 2005 (IOM), UNHCR, Word Resources Institute

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.