Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Marcin Barański: Unia przegrywa Afrykę

Marcin Barański: Unia przegrywa Afrykę

10 luty 2009
A A A
Unia Europejska traci Afrykę na rzecz Chin i Rosji. Ostatnia aktywność tych dwóch państw na Czarnym Kontynencie pokazała krajom afrykańskim o wiele ciekawszą alternatywę, od tej proponowanej przez Brukselę.

Obecność Chin w Afryce systematycznie rośnie. Przez ostatnie dziesięć lat chińskie obroty handlowe z Afryką wzrosły dziesięciokrotnie i, choć wciąż nie są to liczby oszołamiające, ciągle rosną. Co ważne dla biednych afrykańskich krajów: istotny procent tych obrotów stanowi chiński import. Bogactwa naturalne Czarnego Kontynentu płyną strumieniami do Państwa Środka zaspokajając ogromne zapotrzebowanie chińskiej gospodarki na surowce. Chińskie firmy z kolei zarabiają na zamówieniach na nowe drogi, szpitale, szkoły czy sieci komputerowe, tak dramatycznie potrzebne w Afryce. Kontynent ten stał się dla Chin interesującym rynkiem który, korzystając z nieograniczonych możliwości jakie daje ich gospodarka, mogą odebrać i odbierają państwom europejskim.

Chińska oferta dla Sudanu, Zambii, Kenii i innych państw afrykańskich jest niezwykle bogata. Od rozbudowy infrastruktury, po pomoc przy wydobywaniu surowców mineralnych. Oczywiście Państwo Środka zarabia na tych inwestycjach, lecz dla tych krajów (i ich władców) nie to jest ważne. Chińska pomoc nie jest bowiem obwarowana różnymi klauzulami, warunkującymi jej otrzymywanie.

Tak bowiem funkcjonują relacje Afryki z państwami zachodnimi. Każda inwestycja czy doraźna pomoc ciągnie za sobą kolejne zobowiązania, które władcy muszą spełnić. Często warunki te dotyczą praw człowieka, dialogu z opozycją czy rozliczania się z otrzymywanych pieniędzy co, w warunkach afrykańskich ma prawo niedemokratycznym przywódcom się nie podobać. Stąd jeszcze większa atrakcyjność chińskiej oferty - nie dopytują się ani nie żądają niczego - liczy się tylko biznes.

Jeśli do tych argumentów dodamy sto lat kolonializmu europejskiego, trwające do dziś uzależnienie Afryki od Europy i nierówne jej przez nią traktowanie, to trudno dziwić się coraz większej chińskiej popularności. Duża nieufność jaką darzeni są Europejczycy wynika z traktowania Afryki pryncypialnie i z częstokroć złodziejskiego eksploatowania jej dóbr. I choć Afryka ciąży na sumieniu społeczeństwom zachodnim, to ich kraje robią niewiele. Organizacja wielkich koncertów charytatywnych raz na dwadzieścia lat nie jest tym, czego ten kontynent potrzebuje. Imprezy tego typu pomagają tylko uspokoić owo sumienie, a podstarzałym gwiazdom rocka otrzymywać tytuły szlacheckie. Dopóki Zachód nie zacznie traktować na równi swoich afrykańskich partnerów i nie zrozumie, że na normalnej współpracy może zyskać o wiele więcej niż obecnie, ciężko będzie mówić o przełomie.

Wydaje się, że ostatnio w Brukseli coś drgnęło. Komisja Europejska wezwała Chiny do ustalenia wspólnej strategii działań i szerszej współpracy w Afryce. W obliczu jednak systematycznie traconej pozycji na kontynencie, apele takie wyglądają rozpaczliwie. Unia próbuje ruszyć chińskie sumienie ochroną środowiska - tematem dla Chińczyków (a także dotychczas dla Stanów Zjednoczonych) trzeciej lub czwartej kategorii. Do tego wezwanie aby Chińczycy dopuścili afrykańskich menadżerów do bardziej istotniejszych stanowisk, w ustach Brukseli zakrawa na gigantyczną ironię.

We wrześniu ubiegłego roku Gazprom zdobył koncesję na eksploatację znajdujących się w Nigerii, największych na  świecie, złóż gazu. Rosjanie mają też pomóc w budowie gazociągu, który dostarczać będzie ten gaz do Europy od południa. Unia, która mocno ucierpiała na początkuroku w wyniku rosyjsko-ukraińskiej wojny gazowej, przegapiła moment a konsekwencje tego mogą być ogromne. Jeśli bowiem wszystko pójdzie po myśli Kremla, będzie on kontrolował prawie sto procent dostaw gazu do Unii Europejskiej. Sytuacja mogłaby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby decydenci zachodni zawczasu zareagowali. A tak, Afryka przyniosła Unii kolejny problem...

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.