Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Marcin Witkowski: Szczyt Południowoamerykańsko - arabski był grą na pokaz?

15 maj 2005
A A A
11 maja w Braszylii zakończyło się dwudniowe spotkanie,  którego głównym celem było ożywienie współpracy gospodarczej oraz przeciwstawienie się dominacji Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej. Przedstawiciele 34 państw z Ameryki Południowej, Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej podpisali Deklarację z Brasilii wieńczącą postanowienia konferencji. Jak zazwyczaj bywa podczas tego typu spotkań, padło wiele ogólnych stwierdzeń, a mało konkretnych rozwiązań. Światu zasygnalizowano jednak, że powstała inicjatywa krajów, w których żyje ponad 600 milionów ludzi. Czy nowa idea będzie przeciwwagą obecnej jednobiegunowości USA w stosunkach międzynarodowych, czy może pozostanie wulkanem wyrzucającym w powietrze puste frazesy, czasem strasząc swoją siłą, ale nigdy nie wybuchając do końca?

Gospodarz konferencji, prezydent Brazylii Luiz Inacio Lula da Silva, otwierając szczyt podkreślił, iż głównym celem spotkania jest omówienie takich rozwiązań, by zasady wolnego handlu i globalizacji służyły nie tylko bogatym krajom i międzynarodowym korporacjom, ale także państwom rozwijającym się i biednym. Prezydent Peru zauważył, iż nerwem spotkania jest zbadanie możliwości handlowych i inwestycyjnych regionów, a nie zagadnienia polityczne. Mimo to, poruszono m.in. tematy związane z Autonomią Palestyńską (prezydent Mahmud Abbas był obecny na konferencji).

Na szczycie znaleźli się przedstawiciele skrajnie od siebie oddalonych koncepcji polityczno-gospodarczych jak prezydent Wenezueli Hugo Chavez - dyżurny krytyk USA w Ameryce Łacińskiej - oraz prezydent Iraku Jala Tarabani, który Stanom Zjednoczonym zawdzięcza bardzo wiele.

Pomimo znaczących odmienności kulturowych, politycznych, gospodarczych czy społecznych udało się w ostatnim dniu konferencji wydać dokument podsumowujący nazwany Deklaracją z Brasilii. Podstawą deklaracji jest wyrażenie poglądu o konieczności głębokiej współpracy gospodarczej i politycznej pomiędzy sygnatariuszami. Dokument nawiązywał też do wydarzeń na Bliskim Wschodzie i izraelskiej okupacji, krytykując równocześnie wszelkie przejawy terroryzmu. Uczestniczy konferencji odnieśli się do konfliktu bliskowschodniego, apelując do władz Izraela,by powrócił do granic przedwojennych roku 1967. Z oczywistych względów Izrael skrytykował pomysł. Amr Mussa, Sekretarz Generalny Ligi Arabskiej, próbował jednak złagodzić ton dokumentu, przekonując iż postulat "nie jest przeciwko Izraelowi […] lecz izraelskiej okupacji". Skrytykowano również sankcje gospodarcze wymierzone przeciwko Syrii, które uderzają w prostych ludzi, a nie w terroryzm.

Algierski przywódca Abdelaziza Bouteflika wyjaśniał, iż deklaracja nie jest skierowana przeciwko komukolwiek, a jest próbą zintensyfikowania wzajemnych stosunków, by móc efektywnie pomóc tym, którzy tej pomocy oczekują. Natomiast Amr Mussa porównał szczyt do wydarzeń z 1955 roku, kiedy to powstał Ruch Państw Niezaangażowanych, których ideą było unikanie zaangażowania się po stronie państw Bloku Wschodniego (ZSSR) i Zachodniego (USA).

Ameryka Łacińska stała się areną "wielkich" konferencji i sojuszy. Nie tak dawno, bo 8 grudnia zeszłego roku,  w peruwiańskim miasteczku Cusco, przedstawiciele 12 państw kontynentu  podpisali umowę, która jest deklaracją powstania w przyszłości organizmu międzynarodowego na wzór Unii Europejskiej w wersji latino. Aktywność Południowoamerykańskiej Wspólnoty Narodów, bo tak ma się nazywać owa organizacja, ma doprowadzić do powstania w ciągu 15 lat strefy wolnego handlu ze wspólnymi międzynarodowymi instytucjami, wspólną walutą i obywatelstwem. Przemysław Henzel (miesięcznik Stosunki Międzynarodowe) uważa inicjatywę za absurdalną dorzucając kolejne utopijne pomysły nowej struktury typu zapewnienie "sprawiedliwego" podziału PKB.

Gospodarz szczytu w Cusco, prezydent Peru Alexandro Toledo na zakończenie powiedział,  iż "rodzi się nowy kraj, który pewnego dnia będzie miał wspólną walutę, parlament i paszport". Gospodarz szczytu w Brasilii, Luiz Inacio Lula da Silva, równie pięknie i konkretnie podsumował "owocną" konferencję: "Dla mnie, spotkanie te jest początkiem nowej historii we wzajemnych stosunkach […] relację pomiędzy krajami Ameryki Południowej i krajów arabskich, nigdy już nie będą takie same". Mam nadzieje, że się nie pogorszą … .

Obie inicjatywy wydają się być tworzone na pokaz, starając zademonstrować własną niezależność od USA. Czy rzeczywiście tworząc tak szerokie koalicje, jest możliwa realizacja głoszonych postulatów, tak aby obywatelom państw latynoskich i arabskich żyło się lepiej? Nie wydaje mi się. Różnice między tymi krajami na dzień dzisiejszy są nie do przeskoczenia. Jednak od czegoś trzeba zacząć, może rzeczywiście konferencja, która zakończyła się w środę przyniesie konkretne wyniki. Odnoszę jednak wrażenie, że postulaty i pragnienia zostaną w Brasilii. Kolejny szczyt odbędzie się w Maroku dopiero w 2008 r… .