Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Tomasz Wróbel: Powyborcza dogrywka

Tomasz Wróbel: Powyborcza dogrywka

01 październik 2009
A A A

Sample Image

Ogłoszenie wyników wyborów prezydenckich w Gabonie wywołało falę protestów. Część demonstrujących wystąpiła przeciwko dawnej metropolii kolonialnej, czyli Francji.

Zwycięzcą wyborów prezydenckich w Gabonie, które odbyły się 30 sierpnia, został ogłoszony Ali Ben Bongo. Miał dostać 41,73 procent głosów. Bongo zapowiedział, że będzie „prezydentem wszystkich Gabończyków”, ale jego rywale podali w wątpliwość wyniki głosowania przedstawione przez komisję wyborczą. Są przekonani, że Bongo wygrał dzięki fałszerstwom, i sami ogłosili się zwycięzcami. Jeden z nich, były minister spraw wewnętrznych Andre Mba Obami, który uzyskał niemal 26-procentowe poparcie, stwierdził, że doszło do „wyborczego zamachu stanu”. O tym, że wielu ludzi nie wierzyło w sens głosowania, świadczy bardzo niska frekwencja wyborcza (nieco ponad 44 procent).

Niechęć do Francuzów

Na początku września na ulice głównych gabońskich miast wyszli zwolennicy rywali Bongo. Doszło do starć z siłami bezpieczeństwa, które użyły przeciwko demonstrantom gazów łzawiących i pałek. Najgwałtowniejsze wystąpienia miały miejsce w Port Gentil, drugim co do wielkości mieście Gabonu, które jest uznawane za stolicę gospodarczą. Uczestnicy zamieszek uwolnili więźniów. Doszło do rabunków i podpaleń. Przeciwnicy nowej głowy państwa z Port Gentil wyładowali swą złość na obiektach symbolizujących dawną metropolię kolonialną – podpalono miejscowy konsulat francuski. Zdewastowano też siedzibę koncernu naftowego Total. Niszczono nawet łączone z tą firmą obiekty sportowe. Celem ataków była też francusko-amerykańska grupa Schlumberger.

W rejonie Port Gentil znajdują się złoża największego bogactwa Gabonu, ropy naftowej. Ten niewielki kraj leżący nad Zatoką Gwinejską zajmuje czwarte miejsce w Afryce subsaharyjskiej, jeśli chodzi o wielkość wydobycia czarnego złota. Odbywa się ono pod kontrolą Totala oraz amerykańskiego koncernu Vaalco. Podczas demonstracji na ulicach było słychać śpiewy o zabijaniu białych, więc władze francuskie zaleciły 10–12 tysiącom swych obywateli mieszkających w Gabonie, a zwłaszcza tym w rejonie Port Gentil, aby pozostali w domach. Do miasta wysłano też 80 francuskich żołnierzy. Zajęli się oni ochroną obywateli i obiektów francuskich, ale mieli nie angażować się w tłumienie rozruchów.

Według niektórych Gabończyków, chęć utrzymania kontroli nad ich złożami ropy naftowej sprawia, że Francja popiera Alego Bena Bongo. Jest on synem zmarłego w czerwcu prezydenta Omara Bongo, który z błogosławieństwem Paryża rządził Gabonem przez 41 lat. Państwo to było ważnym sojusznikiem Francji, ponieważ odgrywa kluczową rolę w utrzymaniu jej wpływów w tej części Czarnego Lądu. Podczas wieloletnich rządów Omar Bongo zgromadził ogromny prywatny majątek, w którego skład wchodzą posiadłości we Francji. Równocześnie przygotowywał swego potomka do przejęcia schedy. Wysłał go na studia na Sorbonie, a na początku lat osiemdziesiątych wprowadził do polityki. W 1989 roku uczynił go szefem dyplomacji, ale po dwóch latach Ali Ben musiał odejść, gdyż uznano, że jest zbyt młody. W drugim podejściu, w 1999 roku, przejął resort obrony, którym kierował do teraz.

Z pewnością wpływ na nastroje mieszkańców Gabonu ma sytuacja gospodarcza. Kraj ten ma dwa towary eksportowe – wspomnianą już ropę naftową oraz drewno (drugi eksporter na kontynencie). Od ceny tych surowców zależy sytuacja gospodarcza kraju. Tymczasem ropa staniała. Ponadto nie wszyscy z 1,4 miliona Gabończyków odczuwają korzyści płynące z posiadania złóż ropy naftowej. Większość żyje w biedzie, a znacząca część zysków z eksportu tego surowca trafiała na zagraniczne konta Omara Bongo oraz krewnych i przyjaciół. Jeśli jego synowi uda się utrzymać władzę, będzie musiał przeprowadzić głębokie reformy ekonomiczne. Jako najważniejszą eksperci wskazują dywersyfikację gospodarki, by nie była tak uzależniona od wydobycia i eksportu ropy naftowej.

Opoka władzy

Chociaż Omar Bongo partycypował w dochodach ze sprzedaży ropy naftowej, to zapewnił Gabonowi pewną stabilizację, co jest raczej nieczęste w tej części świata. Choć nie obyło się bez wstrząsów, jak na przykład w 1990 roku czy po wyborach w 1993, kiedy przeciwnicy zarzucili mu fałszerstwo. Niemniej jednak Omar Bongo sprytnie nie dopuszczał do zjednoczenia wrogiej opozycji i oferował swym oponentom stanowiska w rządzie. Opoką jego władzy były profesjonalna armia i jednostki paramilitarne. Co do ich liczebności, wyposażenia i struktury można znaleźć różne dane. Według oficjalnej strony internetowej, siły zbrojne Gabonu tworzą wojska lądowe, siły powietrzne, marynarka wojenna, batalion saperów-strażaków i lotnictwo wojsk lądowych. Poza nimi są inżynieria wojskowa, służba zdrowia i administracja.

Liczebność armii oscyluje w granicach pięciu tysięcy mundurowych. Do tego dochodzą dwie formacje paramilitarne: żandarmeria narodowa oraz gwardia republikańska – straż przyboczna prezydenta państwa, najlepiej wyszkolona i wyposażona. Można założyć, że gabońskie siły bezpieczeństwa liczą około 10 tysięcy ludzi. Jak na warunki afrykańskie, wojsko tego kraju jest dobrze wyposażone. Ma co najmniej setkę transporterów i innych pojazdów opancerzonych. Lotnictwo dysponuje około 20 samolotami i śmigłowcami, w tym kilkoma, odkupionymi od Republiki Południowej Afryki, myśliwcami Mirage F1, które zastąpiły starsze Mirage 5.

W przypadku kłopotów Omar Bongo mógł również liczyć na pomoc francuskiego garnizonu. Po odzyskaniu przez Gabon niepodległości w 1960 roku Francuzi zachowali na jego terytorium bazę wojskową. To jedna z czterech takich instalacji w Afryce. Stały garnizon francuski w Gabonie liczy prawie tysiąc ludzi. Jego trzonem jest 900-osobowy 6 Batalion Piechoty Morskiej (Bataillon ď infanterie de Marine). W jego skład wchodzą kompanie: dowodzenia, administracji i służb, mająca pluton pancerny wyposażony w wozy ERC-90, dwie spadochroniarzy, a także grupa śmigłowców (trzy maszyny Cougar) oraz centrum szkolenia leśnego.

Większość pododdziałów stacjonuje w Camp Charles de Gaulle w Libreville, stolicy Gabonu. Jest również misja logistyczna w Douala w Kamerunie. Tam też bazują Cougary. Poza sprzętem pancernym i lotniczym 6 bpm wyposażony jest w barkę, łodzie, 81-milimetrowe moździerze, działka przeciwlotnicze 20 milimetrów i zestawy przeciwpancerne Milan. Francja nie ma w Gabonie bazy lotniczej, ale na lotnisku międzynarodowym Leona Mba w stolicy kraju, w którego pobliżu znajduje się Camp Charles de Gaulle, stacjonuje rotacyjnie para samolotów transportowych (obecnie są to dwa C-160 Transall) oraz jeden lekki śmigłowiec Fennec. Zgrupowanie nie ogranicza swych działań tylko do terytorium Gabonu. Jego żołnierze uczestniczyli między innymi w misjach w Rwandzie, Demokratycznej Republice Konga, Republice Środkowoafrykańskiej czy Liberii.

Artykuł ukazał się w Polska Zbrojna . Przedruk za zgodą Redakcji

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.