Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies .

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Wybory prezydenckie we Francji: bez zaskoczeń

Wybory prezydenckie we Francji: bez zaskoczeń

27 kwiecień 2017
A A A

Mimo że I turę wyborów prezydenckich we Francji wygrał Emmanuel Macron, a nie Marine Le Pen, jak przewidywała większość sondaży, to ostateczne wyniki nie są dużym zaskoczeniem. Programy wyborcze tych dwojga kandydatów diametralnie różnią się od siebie, a podzieliło ich zaledwie 2,22% głosów. Jaki będzie finał zaplanowanej na 7 maja II tury wyborów?

Jak pies z kotem

Macron i Le Pen to dwie przeciwności. Ich spojrzenie na politykę wewnętrzną, jak i zagraniczną jest zupełnie odmienne. Gdy kandydatka Frontu Narodowego obiecuje dosłownie wyplenić wszystkich imigrantów, którzy nie przejawiają jakiejkolwiek chęci asymilacji,  to Macron chce ich integrować już od najmłodszych lat, bo na etapie szkolnym, nie zważając na ich kulturowe i religijne różnice. Chce stworzyć sztuczny „salad bowl”, ponieważ uważa, że multikulturowość to atut wzbogacający monolit, jakim jeszcze kilka lat temu była Francja.

Marine chce wycofać Francję z NATO i Unii Europejskiej. Macron miejsce Francji widzi właśnie w tych organizacjach, a na strefie euro chce budować francuską potęgę. Obiecuje poprawę bezpieczeństwa w związku z atakami terrorystycznymi, jakie notorycznie mają miejsce nad Sekwaną. W jego wypowiedziach jednak nie znajdziemy tonu obarczającego za te zamachy muzułmańskich imigrantów. Le Pen wyraźnie wskazuje, że jest to wina radykalnego islamu, a takie podejście Macron nazywa dzieleniem i kłóceniem społeczeństwa, co wypomniał Marine, mierząc się z nią w kwietniowej debacie.

Źródło: Wikimedia Commons

Jeśli chodzi o kwestię polityki migracyjnej, to Macron wyraźnie nie chce widzieć problemu, jaki stanowią 4 miliony francuskich muzułmanów. Marine szuka rozwiązania trochę w złym miejscu, bo wyjście z NATO i UE nie poprawi nagle sytuacji bezpieczeństwa Francuzów. Za to Macron swoim życzeniowym podejściem do imigracji może narazić obywateli na ponowne zagrożenia. I tura wyborów pokazała, że jednak obywatele mimo wszystko bardziej ufają Macronowi, skoro nie pozwolili wygrać  Le Pen nawet po ostatnim ataku terrorystycznym, jaki miał miejsce w Paryżu na kilka dni przed wyborami.

Podczas gdy Marine nie może doczekać się współpracy z Władimirem Putinem, Macron wypowiada się o Rosji powściągliwie. Jak większość umiarkowanych kandydatów jest gotowy do prowadzenia dialogu z Rosją mimo polityki, jaką prowadzi Putin.  Macron uważa, że porozumienie z Rosją jest możliwe i potrzebne Francji, ale bez zbędnych „czułości”.

Macron „swój człowiek”

A dokładnie człowiek lewicy i establishmentu. Macron odszedł na własne życzenie z rządu Hollande’a, deklaruje się jako kandydat bezpartyjny oraz nowa twarz w polityce, ale w kuluarach jest znany już od początku swojej kariery u Rothschildów. Jego program, określany jako centrowy, tylko pozornie kusi zmianą i nie wprowadzi rewolucji w obecnej polityce Francji. Macron w swojej kampanii nie mówił zawzięcie o uchodźcach, postawił nacisk na sprawy gospodarcze. Wyczuł, że obywatele chcą poprawy bezpieczeństwa, ale są zmęczeni obarczeniem za wszystkie polityczne niepowodzenia imigrantów. 80 proc. frekwencja udowodniła, że Francuzi widzą potrzebę zmiany w polityce, ale nie chcą robić tego w agresywny i radykalny sposób, jak to proponuje kontrowersyjna Le Pen. I to właśnie jest gwóźdź do trumny Frontu Narodowego, jak i większości ugrupowań prawicowych w Europie. Chcą za szybko i za bardzo odciąć się od Unii Europejskiej, paląc za sobą wszystkie mosty, nie do końca mając pomysł, co dalej, i przy takiej polityce wygrywa rozsądny wizerunek Macrona.

A co na to Polska?

Mimo że Marine Le Pen, udzielając wywiadu dla „Rzeczpospolitej”, chętnie podjęłaby dialog z Jarosławem Kaczyńskim, w którym widzi swój męski odpowiednik, to polska prawica, która zasiada w Sejmie wcale taka chętna do współpracy nie jest. Marine widzi w polskim rządzie kompana w ramach polityki migracyjnej i na tym polu porozumienie byłoby możliwe. Na dalszym etapie współpracy przede wszystkim przeszkadza sympatia, jaką darzy Le Pen prezydenta Rosji. W dodatku kandydatka neguje to, co dla Polski jest podstawą bezpieczeństwa, czyli struktury NATO i UE. Jeśli doszłoby do frexitu bardzo prawdopodobne, że Unia Europejska się rozpadnie, a każda zmiana aktualnej struktury organizacji jest dla naszego kraju jest niekorzystna. Jeśli kolejny kraj opuściłby Unię, to nie będzie mowy o żadnej dalszej integracji, a tylko ścisła współpraca między unijnymi krajami jest dla Polski korzystna. Z punktu widzenia rządzących najlepszym kandydatem dla Polski byłby Macron, który sceptycznie podchodzi do Putina, a jego poglądy bardziej wpasowują się w interesy naszego kraju.

Pozorne otrzeźwienie

Wynik, z jakim Le Pen dostała się do II tury wyborów, to niewątpliwe sukces Frontu Narodowego i – jak powiedziała kandydatka po zakończeniu głosowania – pokazuje on, że „część Francuzów podniosła głowę”. Jednak nadal to jest to tylko część elektoratu potrzebnego do pewnego zwycięstwa. Do tej pory wszystkie sondaże wskazują nieprzerwanie, że w Pałacu Elizejskim zadomowi się Macron i dobry wynik Le Pen może nie być wystarczający, aby pokonać go w II turze. Nie jest to jednak niemożliwe.

Katarzyna Kozon