Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Zbigniew Jankowski: Oil, Drugs no Rock&Roll

Zbigniew Jankowski: Oil, Drugs no Rock&Roll

23 grudzień 2007
A A A
Do realizacji celów politycznych „Stany Zjednoczone powinny wykorzystać wszelkie dostępne środki... broń czy opium, a w następnej kolejności: przekupstwo i propagandę”Od czasów renesansu rozwój każdego imperium handlowego związany był z poszukiwaniem i uzurpacją obcych surowców mineralnych i niemal każde z nich – nie wyłączając brytyjskiego, francuskiego i holenderskiego – wykorzystywało narkotyki jako łatwy sposób finansowego wsparcia swojej zamorskiej działalności” – pisał były członek kanadyjskiego korpusu dyplomatycznego, profesor Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, Peter Dale Scott.

Główne wojny, toczone przez Stany Zjednoczone po II wojnie światowej – w Indochinach w latach 1961-1975, w Zatoce Perskiej w latach 1990-1991, w Kolumbii od 1991 r. w Afganistanie od 2001 r. czy w Iraku od 2003 r. – prowadzone były w obszarach związanych z produkcją ropy naftowej i opierały się na wykorzystaniu pośredników, stanowiących jednocześnie główne ogniwa międzynarodowego handlu narkotykami. Amerykański zwyczaj szkolenia, zbrojenia i finansowania narkotykowych organizacji mafijnych w celu utrzymania kontroli nad zagranicznymi zasobami ropy naftowej stanowił główny czynnik rozwoju międzynarodowego handlu nielegalnymi używkami w drugiej połowie XX w.

Aktywność Stanów Zjednoczonych w Indochinach opierała się na wykorzystaniu dziedzictwa struktur społecznych byłych reżimów kolonialnych, które współistniały wraz z rozbudowaną siecią chińskich mafii, zaangażowanych w handel narkotykami. „Uprawa opium była niemal zawsze związana z działalnością tajnych ugrupowań, które kwitły wśród chińskich społeczności”. Rewolucja w Chinach doprowadziła jednak do likwidacji produkcji opium w regionach Yunnan i Sichuan, które w latach 30-tych realizowały blisko 90 proc. światowego zapotrzebowania. Duża część tej produkcji trafiała do USA dzięki wpływowej mafii chińskiej oraz międzynarodowym powiązaniom głównych figur nowojorskiego podziemia kryminalnego takich, jak Charles „Lucky” Luciano czy Meyer Lansky, który do lat 60-tych cieszył się protekcją i nietykalnością zarówno ze strony FBI jak i CIA.  

Po rewolucji, wyparta z Chin do Tajwanu, partia Kuomintang była w stanie, dzięki wsparciu CIA, dotrzeć do rozrzuconych na terenie całej Azji Południowo Wschodniej społeczności chińskich, których tradycyjnym zajęciem był handel opium. W ten sposób już pod koniec lat 50-tych Burma, Laos i Tajlandia, nazwane „złotym trójkątem”, stały się razem głównym producentem i dostawcą ponad połowy światowego zapotrzebowania na opium, które, zgodnie z raportem U.S. Bureau of Narcotics, sięgało wtedy poziomu 1250-1400 ton rocznie, a swój szczyt produkcyjny osiągnęły w 1989 r., eksportując 3300 ton opium. Zbiory w Burmie wzrosły z 40 ton przed II wojną światową do 300-400 ton w roku 1962, podczas gdy plony tajskie uzyskały jeszcze wyższy wskaźnik wzrostu, wzbijając się z przedwojennego poziomu 7 ton do ponad 100 ton w tym samym okresie.

Zainteresowanie Stanów Zjednoczonych regionem Azji Południowo-Wschodniej tłumaczą zasoby ropy naftowej, odkryte w Morzu Południowochińskim. Powody obecności militarnej USA w tym regionie wyjaśniał amerykańskiej opinii publicznej Richard Nixon, twierdząc, że stanowi ona „tarczę” ochronną dla antykomunistycznych sił w Indonezji. Te „antykomunistyczne siły” to oczywiście bogate złoża ropy naftowej tego kraju. Politycy tacy jak Kennedy mówili o efekcie domina, który może sprawić, że, tracąc kontrolę w jednym państwie, Stany Zjednoczone mogą utracić ją wszędzie. Jednym z najbardziej aktywnych lobbystów, nawołujących za eskalacją militarną w tym regionie, był wówczas William Henderson, członek prowojennej organizacji American Friends of Vietnam i równocześnie doradca Socony Oil (przekształconego później w Mobil), głównego inwestora naftowego w Indonezji. Inwazja USA na Kambodżę i masakra tego kraju, rozpoczęta w 1969 r. bestialskim atakiem bombowców B-52, w operacji Menu, umożliwiły rozpoczęcie eksploracji naftowej i w konsekwencji zdobycie przez Union Oil of California (obecnie Unical) koncesji na eksploatację wszystkich lądowych i znacznej część morskich złóż ropy naftowej w tym kraju.

Taktyka polityczna była konsekwencją prostej logiki. Trudno byłoby wyobrazić sobie, że grabieniu bogactw mineralnych (czyli tzw. „uzyskiwanie koncesji”), znajdujących się na terenie obcych terytoriów państwowych, może towarzyszyć aprobata lokalnych społeczności. Mając to na względzie, polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych zmierzała zawsze do tworzenia i wspierania skorumpowanych ugrupowań politycznych, które byłyby w stanie tłumić protesty społeczne przy pomocy siły. Wątpliwym było również, aby ujawnienie takiej strategii politycznej mogło spotkać się z poparciem amerykańskich podatników. Dlatego polityka ta wymagała tajności i organizowania funduszy ze źródeł nielegalnych. Handel narkotykami okazywał się wszędzie rozwiązaniem idealnym. Zapewniał źródło dochodu skorumpowanym mafiom państwowym, od których oczekiwano ścisłej kooperacji z amerykańskim systemem korporacyjnej eksploatacji surowców przemysłowych. „Przez ostatnie 50 lat wspieraliśmy prawicowe rządy i budzi to moje zdziwienie... – wyznał kiedyś amerykański pisarz i dziennikarz William Shirer – bo nie rozumiem, co takiego tkwi w naturze Amerykanów, ...że niemal odruchowo, nawet gdy prezydentem jest liberał, wspieramy lub tolerujemy faszystowskie dyktatury”. Niezrozumienie polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych przez obywateli tego państwa było i jest podstawowym warunkiem jej sukcesów. Ponieważ mechanizm działania był skuteczny, stosowano go w sposób niemal schematyczny. Kolumbia nie stanowiła wyjątku.

Początki amerykańskiej interwencji w tym kraju sięgają roku 1984 i są bezpośrednim następstwem odkrycia zasobów naftowych Cano Limon przez korporację Occidental Oil. Agresywna kampania propagandowa, rozpoczęta w roku 1984 r. przez administrację Reagana, demaskowała rzekomą konspiracyjną, antyamerykańską działalność narkoterrorystyczną nikaraguańskiego rządu sandynijskiego, kolumbijskich „narko-partyznatów” i handlarzy z Medelinu, głównie Carlosa Lehdera i Pablo Escobara.

Jednak zgodnie z szacunkami kolumbijskiego rządu z roku 2001, 40 proc. eksportu kokainy z tego kraju było zasługą prawicowych struktur paramilitarnych, kooperujących z USA, a zaledwie za 2,5 proc. odpowiadała Rewolucyjna Armia Zbrojna Kolumbii, która stanowiła jedyny cel ataku amerykańskiej machiny wojennej.

W 1996 r. BP Amoco, Occidental, Enron Corporation i kilka innych korporacji weszło we wspólne porozumienie pod nazwą US-Colombia Business Partnership. Od tego czasu, dzięki ogromnemu wsparciu finansowemu kandydatów politycznych przez korporacje naftowe, organizacja ta prowadziła skuteczny lobbing za zwiększeniem pomocy rządowej. Wice prezydent ds. public relations korporacji Occidental, Lawrence P. Meriage, był nie tylko zagorzałym adwokatem wprowadzenia Planu Kolumbia ale nawoływał (...) do podwyższenia pomocy militarnej w celu zwiększenia bezpieczeństwa korporacyjnych przedsięwzięć naftowych w północnym regionie kraju”.

Prowadzona przez USA polityka międzynarodowa, powodująca drastyczną kryminalizację światowej ekonomii, wymagała inwestycji w propagandę, która usprawiedliwiłaby w oczach obywateli Zachodu nasilanie się tak negatywnego i powszechnie dostrzeganego problemu handlu narkotykami. Rząd USA przyczynił się w decydujący sposób do wytworzenia fałszywego obrazu, który uniemożliwiał obywatelom państwa zrozumienie politycznej rzeczywistości. W ciągu całej dekady lat 50-tych specjalna kampania propagandowa, skutecznie maskując główną rolę, wspieranego przez USA, Kuomintangu w przemycie narkotyków do Ameryki, zdołała wyczarować fałszywy wizerunek diabła. Harry Anslinger, przewodniczący Federalnego Biura ds. Narkotyków niestrudzenie tłumaczył swoim współobywatelom, że za zalanie kontynentu amerykańskiego azjatyckim opium odpowiedzialny był komunistyczny rząd Chin. W ten sam sposób Reagan oskarżał w latach 80-tych sandinistów za przemyt kokainy do USA, co – ujawnione później jako jeden z wątków zawiłej afery Iran-Contras – okazało się największym kłamstwem i skandalem, jakiego dopuścił się jego rząd.

Afganistan i Irak stanowią dziś kopię tej samej metody działania. Współtworzą ją trzy podstawowe komponenty zachodniej polityki: ropa naftowa, narkotyki i organizowana przez państwo przemoc militarna (związana z handlem bronią), stanowiące trzy główne przedmioty wymiany handlowej współczesnej globalnej cywilizacji przemysłowej. W 1949 r. Dean Rusk, późniejszy sekretarz stanu, doradzał, że do realizacji swoich światowych celów strategicznych „Stany Zjednoczone powinny wykorzystać wszelkie dostępne środki... broń czy opium, a w następnej kolejności: przekupstwo i propagandę”. Trudno jest kwestionować znaczenie tak dobrze sprawdzonych metod.

Artykuł ukazał się pierwotnie w magazynie Spliff

Źródła:
P. D. Scott, Drugs, Oil, and War. The United States in Afganistan, Colombia, and Indochina, Rowman & Littlefield Publishers, Inc., 2003.
A. W. McCoy, The Politics of Heroin. CIA Complicity in the Global Drug Trade, Lawrence Hill Books, Brooklyn, NY, 1991.