Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies .

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Gospodarka Norwegia na krawędzi kryzysu

Norwegia na krawędzi kryzysu

07 wrzesień 2016
A A A

Spadające ceny ropy naftowej wprowadziły zamieszanie na rynkach światowych i podważyły fundamenty struktury gospodarczej niektórych państw. Swoją dotychczasową strategię musi przemyśleć państwo dotychczas odporne na wszelkie kryzysy. Norwegia, bo o niej mowa, wzbogaciła się dzięki ogromnym pokładom ropy naftowej, która powoli staje się przekleństwem jej gospodarki.

Naftowe eldorado pod kołem podbiegunowym zaczęło się na dobre w latach 70. XX wieku. Lata 50. i 60. to okres wielkich spekulacji i nadziei na znalezienie pokładów ropy naftowej na Morzu Północnym. Kolejne poszukiwania i odwierty nie potwierdzały szacowanych zasobów surowca i sami Norwegowie zaczęli tracić nadzieję na to, że wzbogacą się na sprzedaży surowca. Ten stan trwał do 23 grudnia 1969 r., kiedy amerykańska firma Philips Petroleum sprawiła najlepszy prezent gwiazdkowy potomkom Wikingów jaki tylko mogła. Wiadomość o istnieniu ogromnych złóż ropy naftowej, nazwanych później Ekofisk, była przełomem, punktem zwrotnym w historii kraju i otwierająca zupełnie nowe perspektywy na przyszłość.

Dekada lat 70. była serią kolejnych odkryć, z których jako najważniejsze można wymienić złoża: Frigg, znalezione przez Francuzów z firmy Elf (dziś Total) i bodaj największe złoże Statfjord, odkryte przez Amerykanów z Mobil.

Norweskie władze, szybko orientując się, że jest to szansa na kompletny zwrot w dotychczasowej polityce państwa, wprowadziły szereg decyzji, mający zabezpieczyć interesy Królestwa w kwestii wydobycia surowców.

Od nędzy do pieniędzy

Wśród społeczeństwa i polityków zapanowała euforia, którą starali się równoważyć pragmatyczni ekonomiści. Zachodziła obawa zapaści na "chorobę holenderską", czyli niejako klątwę surowcową Holandii w latach 60. XX wieku, jednak mającą charakter uniwersalny. Upraszczając nieco, skokowy wzrost zasobów jednego z czynników produkcji (w przypadku Holandii, gazu), przy stałych lub wolno rosnących zasobach pozostałych (np. kapitału i pracy), sprawia, że szybko rozwijający się jeden dominujący sektor wysysa kapitał i pracę z innych sektorów. Powstaje w ten sposób sytuacja, w której gwałtowny wzrost jednego działu gospodarki, powoduje regres w pozostałych.

Norwegowie nauczeni doświadczeniem Holendrów z lat 60. XX wieku, nie poddali się atrakcyjnej perspektywie zarobienia łatwych i szybkich petrokoron. Swoje działania podporządkowali racjonalnym pomysłom ekspertów, przy sprzyjających czynnikach zewnętrznych. Dzięki temu, z biednego rybackiego kraju, Norwegia stała się socjalnym rajem i wzorem europejskiego państwa opiekuńczego.

Kryzys naftowy z 1973 r. spowodował, że Norwegia stała się europejską alternatywą dla niestabilnych państw Bliskiego Wschodu. Rosnące ceny surowca, spowodowały sytuację, w której nawet złoża pod dnem morskim (im głębiej, tym droższe wydobycie) stało się dla Norwegów opłacalne. Już w połowie lat 70. norweski gaz płynął rurociągami do W. Brytanii, Dani i RFN. Ponadto w 2 poł. lat 70. Norwegia dogadała się ze Szwecją w kwestii wydobycia surowców z norweskiego szelfu na Morzu Północnym. Skandynawska współpraca okazała się niezwykle efektywna i w kolejnych latach przynosiła wiele umów w branży petrochemicznej i energetycznej.

Kolejnym punktem zwrotnym dla norweskiej branży wydobywczej było odnalezienie złoża gazu ziemnego Troll na początku lat 80. Złoża szacowane na 1400 mld m3 umożliwiły otwarcie się na nowych odbiorców i lepsze zabezpieczenie podpisywanych kontraktów. Pod koniec lat 80. Norwegowie mieli już podpisane umowy z Niemcami, Francuzami, Holendrami, Belgami, Austriakami i Hiszpanami, którzy zobowiązali się do zakupu 1 mld m3 gazu w ciągu 30 lat. Gaz ze złoża Troll popłynął do odbiorców w 1993 r. i był jedną z największych inwestycji norweskiego przemysłu gazowego w historii, której koszty sięgnęły 35,5 mld koron norweskich.

Dobro wspólne

Ogromne przychody z eksploatacji i sprzedaży surowców pozwoliły Norwegii na zgromadzenie ogromnych rezerw walutowych i zbudowanie państwa socjalnego na niespotykaną wcześniej skalę. Kolejne kryzysy finansowe zdawały się nie dotykać Norwegów, którzy dzięki surowcom zbudowali system, będący niedoścignionym wzorem dla innych. Wysoki standard życia oraz bezpieczeństwo ekonomiczne i płynność finansowa państwa nie była zasługą jednego polityka, czy partii, tylko efektem pragmatycznej polityki i sprawnego, kolektywnego zarządzania wszystkich rządzących ekip. Dlatego dziś nie da się wskazać jednoznacznie norweskiego ojca sukcesu, a zasługę przypisuje się wszystkim elitom politycznym kraju.

Zadyszka w Królestwie

Dziś po kilkudziesięciu latach dynamicznego rozwoju i bogacenia się społeczeństwa, norweski model gospodarczy zdaje się kończyć. Spadki cen ropy naftowej zdusiły norweską gospodarkę i postawiły w wątpliwość opłacalność wydobycia surowców z coraz głębszych złóż.

Król Harald V pod koniec 2014 roku wieszczył koniec dotychczasowego modelu gospodarczego, nikt jednak nie przypuszczał, że ten koniec nastąpi zaledwie kilka miesięcy później. Tempo wzrostu PKB mocno hamuje. W czwartym kwartale 2014 roku tempo wzrostu wyniosło 3,2%, natomiast dzisiaj, wynosi już tylko 2,5%. Analitycy nie mają wątpliwości, że spadek tempa wzrostu jest powiązany ze spadającymi cenami ropy, które negatywnie wpływają na gospodarkę mocno związaną z przemysłem naftowym.

Trudna sytuacja sektora wydobywczego, negatywnie wpływa na pozostałe sektory gospodarki. Najbardziej cierpią uczelnie, dostawcy usług i sprzętu, ściśle związani z branżą naftową. Na domiar złego rośnie bezrobocie, które w czerwcu 2016 r. wyniosło już 4,8%. To największy wskaźnik bezrobocia w Norwegii od 12 lat, a perspektywy są jeszcze gorsze.

Fundusz naftowy ostatnią nadzieją dla gospodarki?

Ratunkiem przed znacznym wyhamowaniem norweskiej gospodarki może być sięgnięcie do Norweskiego Rządowego Funduszu Emerytalno-Globalnego, gdzie Norwegowie gromadzili pieniądze ze sprzedaży swoich surowców. Nazywany potocznie "funduszem naftowym" jest największym międzynarodowym inwestorem, posiadającym 1,3% akcji wszystkich spółek, notowanych na świecie. Jego rynkowa wartość przekroczyła poziom 7 bln koron (ok. 3,5 bln złotych).

Fundusz dywersyfikuje swój portfel aktywów ze względu na ich rodzaj. 60% aktywów inwestuje się w akcje, 35% w obligacje, a pozostałe 5% w rynek nieruchomości. Stabilizowanie zysku, Fundusz osiąga również dzięki dywersyfikacji geograficznej. Dominują inwestycje w rynki rozwinięte, 45% przypada na rynki europejskie, 35% na rynek Północnoamerykański. Azja, Australia i Oceania stanowią 16,5% inwestycji Funduszu, a pozostałe 3,5% przypada na pozostałe kontynenty.

Strategia inwestycyjna zakłada, że Fundusz ma osiągać zyski w perspektywie długoterminowej, unika w ten sposób ryzykownych ruchów obliczonych na natychmiastowe osiągnięcie zysków.

Przykład norweski pokazuje, że można uniknąć "choroby holenderskiej". Podstawą tego sukcesu jest inwestowanie ogromnych dochodów ze sprzedaży surowców na rynku zagranicznym. W myśl zasady zrównoważonego rozwoju, społeczeństwo norweskie może realizować swoje potrzeby, jednocześnie odkładając pieniądze dla przyszłych pokoleń. Stało się to możliwe dzięki uchwalonej przez norweski parlament (Storting) tzw. "reguły budżetowej", która pozwala rządowi wydać kwotę, odpowiadającą rocznemu zwrotowi z Funduszu, szacowanego na 4% rocznie. Dzięki temu mechanizmowi, możliwa jest kontrola i ograniczenie napływu środków finansowych do norweskiej gospodarki.

Niebezpieczny precedens

Zgromadzony w Funduszu kapitał jest poduszką bezpieczeństwa, pytanie, czy rząd zdecyduje się na sięgnięcie do tej głębokiej kieszeni. Byłaby to bezprecedensowa decyzja, dotąd żaden rząd się na to nie zdecydował. Norwegowie stoją przed dylematem, albo podejmą trudną decyzję i uruchomią swoje rezerwy, albo będą musieli ograniczyć wydatki w sytuacji, kiedy norweska gospodarka bardzo ich potrzebuje. Ponadto rząd obawia się wprowadzić cięcia w rozbudowanym, a co za tym idzie, kosztownym systemie socjalnym.

W Norwegii wybuchła debata, w której podstawowym pytaniem jest, jak to możliwe, że Norwegia stanęła w obliczu takich problemów w tak szybkim czasie?

Od kilku lat "potomkowie wikingów" starają się różnicować swoją gospodarkę, inwestując w innowacje i odchodząc od ropy naftowej. Poważnie myśli się o zmianie systemu podatkowego i wprowadzeniu ulg dla inwestorów. Priorytetem rządu Erny Solberg jest walka ze stale rosnącym bezrobociem i transformacja gospodarki w kierunku zwiększonej konkurencyjności gospodarki.

W marcu 2016 r. po raz pierwszy w historii państwowy fundusz inwestycyjny wycofał więcej pieniędzy niż wpłacił. Jak wyjaśnił sekretarz stanu w ministerstwie finansów Paal Bjornestad, przychody z ropy naftowej znacznie spadły i były niższe od krajowego deficytu publicznego.

Rząd po raz pierwszy w historii podjął decyzję o wycofaniu środków z funduszu w wysokości 6,7 mld koron, co daje w przeliczeniu 781 mln dolarów. Z kolei prognoza wpłaty do funduszu przez cały 2016 r. wynosi "tylko" 4,9 mld koron.

Dwie dekady oszczędzania umożliwiły Norwegom odłożenie 7 mld koron oszczędności (821 mln dolarów). W styczniu "Dagens Naeringsliv", opierając się na wyliczeniach Ministerstwa Finansów, alarmował, że przy utrzymaniu się cen ropy naftowej na obecnym poziomie, Norwegia może stracić aż dwie trzecie swoich oszczędności.

Zmiana modelu

Norweskie elity zdają sobie sprawę, że model gospodarki oparty tylko na sprzedaży węglowodorów bezpowrotnie się skończył. Premier Erna Solberg przyznała to już trzy lata temu i zapowiedziała poszukiwanie nowych wyznaczników bogactwa.

Mimo ogłoszenia końca epoki ropy naftowej, minorowe nastroje wśród norweskich elit zdają się przesadzone. Drastyczny spadek cen surowca nie będzie miał charakteru stałego i trudno spodziewać się, że utrzyma się na tym samym poziomie w długim okresie. Można przypuszczać, że poziom cen nie wróci do wygórowanych stawek ponad 100 dolarów za baryłkę, jednak naturalnym będzie wzrost cen do poziomu wahającego się między 60 a 70 dolarów za baryłkę. Taki poziom cen wystarczy do obalenia tezy o nieodwołanym końcu epoki "czarnego złota". Mowa tu jednak o perspektywie długookresowej.

W tej sytuacji, Norwegowie musza podjąć zdecydowane kroki dla uratowania koniunktury, lub wpadną w stan zawieszenia, powodujący problemy nie tylko natury gospodarczej, ale też społecznej. Pogorszenie perspektyw zdobycia pracy z pewnością zaostrzy problemy, wynikające ze sprzyjającej przyjezdnym polityki migracyjnej, która może ulec zaostrzeniu. To doskonałe pole do walki politycznej i wzrostu nastrojów anty-imigranckich, które już możemy spotkać w krajach Europy Zachodniej. To wyjątkowo nieatrakcyjna perspektywa dla kraju, który słynie ze stabilności wewnętrznej i wysokiej kultury politycznej, która w konsekwencji może podważyć norweski model państwa dobrobytu.