Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Aleksandra Żebrowska: Francuskie wybory, niemieckie poparcia

Aleksandra Żebrowska: Francuskie wybory, niemieckie poparcia

12 luty 2012
A A A
Według najnowszego sondażu w wyborach na prezydenta Republiki w drugiej turze zwyciężyłby François Hollande z wynikiem 58% nad Nicolasem Sarkozym (42%). Co zaskakujące, największy rywal Hollande’a nie potwierdził zamiaru ubiegania się o reelekcję. Zdaniem ekspertów nastąpi to tuż przed upływem termin na złożenie kandydatury, który został wyznaczony na 16 marca. Nicolas Sarkozy, pomimo braku oficjalnego ogłoszenia startu w wyborach, w swojej „kampanii” bazuje na dobrych relacjach z Niemcami, poparciu kanclerz Angeli Merkel oraz przeciwdziałaniu kryzysowi w strefie euro. François Hollande stanowi w tej kwestii przeciwieństwo urzędującego prezydenta. Swoją walkę o fotel prezydencki opiera na krytyce wpływów Berlina na obecną sytuację Francji oraz działań przedstawicieli państw na polu Unii Europejskiej.

Największe emocje budzi zaskakująca rola relacji francusko-niemieckich w kampanii przed wiosennymi wyborami prezydenckimi. Po wspólnym posiedzeniu rządów Francji i Niemiec 7 lutego br. miała miejsce konferencja prasowa w Pałacu Elizejskim. Skorzystano wówczas z okazji, by przypomnieć trudną historię stosunków miedzy sąsiadami i nawiązać do wspólnej odpowiedzialności za losy Europy ciążącej na obu państwach. Kanclerz Angela Merkel i prezydent Nicolas Sarkozy zapewnili o konieczności „bezwarunkowego sojuszu”. Pod tym pojęciem kryło się dużo więcej niż troska o przyszłość Europy. W kontekście zbliżających się wyborów prezydenckich we Francji takie słowa niosły za sobą dodatkowe przesłanie.

Już pod koniec stycznia sekretarz generalny chadeckiej CDU, Hermann Groehe, ogłosił poparcie dla UMP udzielone przez Angelę Merkel. Miała ona opowiedzieć się za planami aktywnego udziału w kampanii wyborczej rządzącej partii. Chodziło m.in. o pojawienie się na wiecach przedwyborczych. Jednocześnie podkreślono, że będzie to udział w charakterze szefowej chadeckiej CDU, nie zaś kanclerz Niemiec.

Angela Merkel swoją decyzję uzasadnia przynależnością do wspólnej rodziny politycznej w Europie, w której wzajemne wsparcie jest rzeczą konieczną. Dodatkowy fakt przemawiający za takim ruchem stanowi pamięć o udzielonym jej wsparciu przez Nicolasa Sarkozyego podczas wyborów do Bundestagu w 2009 roku.

Wydaje się, że powodem, dla którego zdecydowano się na taki krok jest chęć utrzymania statusu quo w stosunkach między państwami. Oficjalny komunikat w tej sprawie głosi, iż jest to poparte wiarą o lepsze jutro Francji. Zdaniem CDU wygrana socjalisty, Françoisa Hollanda w wyborach prezydenckich osłabiłaby całą Europę. W przypadku objęcia przez niego stanowiska głowy państwa, z dużym prawdopodobieństwem można przewidzieć pogorszenie relacji francusko-niemieckich, a przynajmniej trudne początki w ich nawiązaniu.

Nie tylko CDU zdecydowała się na zaangażowanie w politykę wewnętrzną Francji. Opozycyjna SPD podczas swojego kongresu w grudniu 2011 r. zadeklarowała poparcie dla kandydata partii socjalistycznej Françoisa Hollanda. Tak silnej ingerencji w kampanię wyborczą sąsiada jeszcze nie było w historii relacji między krajami.

Największe obawy polityków niemieckich budzi zapowiedziana przez Hollanda renegocjacja paktu fiskalnego, który ma zostać podpisany przez 25 państw członkowskich UE i ustanowić dyscyplinę budżetową. Tym sposobem wielomiesięczne starania Angeli Merkel o podjęcie działań mających na celu wyeliminowanie zagrożenia bankructwa pozostałych państw strefy euro stanęłoby pod znakiem zapytania.

Niechęć Angeli Merkel do kandydata partii socjalistycznej jest widoczna na każdym kroku. Prośba Françoisa Hollanda o spotkanie z panią kanclerz w Berlinie spotkała się z odmową, co nie przeszkodziło mu w ogłoszeniu, iż w przypadku wygranej w wiosennych wyborach, z pierwszą wizytą zagraniczną uda się właśnie do Niemiec. Rozbieżności pomiędzy politykami m.in. w wizji Unii Europejskiej oraz przyszłości strefy euro, jak również mechanizmów mających ochronić ją przed kryzysem, są znaczące. W wywiadzie opublikowanym w Le Monde 9 lutego kandydat partii socjalistycznej określił, jakich zagadnień dotyczyłyby zmiany, które chciałby widzieć w pakcie fiskalnym. Wśród najważniejszych kwestii pojawiła się pozycja Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości wobec państw członkowskich nieprzestrzegających postanowień nowej umowy międzyrządowej i możliwości nałożenia przez niego sankcji.

Reakcje we Francji na obecną sytuację są w znacznym stopniu uzależnione od politycznej przynależności mediów. Wielu publicystów jest zaskoczonych tak pozytywnymi relacjami prezydenta z szefową rządu Niemiec. W ostatnim czasie Nicolas Sarkozy wielokrotnie nawiązywał w swoich przemówieniach do wschodniego sąsiada, którego podawał jako przykład w przeprowadzaniu reform i rozwoju gospodarki. Jak podkreślają eksperci, może mieć to związek z sondażami, wskazującymi na ponad 60% poparcie Francuzów dla niemieckich reform gospodarczych. Zdaniem République du Centre poparcie udzielone przez Angelę Merkel jest wynikiem chęci uniknięcia zrzucenia odpowiedzialności za strefę euro i jej ratowanie na Niemcy. Regionalny dziennik Sud-Ouest natomiast zastanawia się, jak obecna sytuacja wpłynie na wizerunek obecnego prezydenta. Pojawia się nawet przypuszczenie o odbiór Nicolasa Sarkozyego raczej jako wasala, niż sojusznika Niemiec. Zdaniem partii socjalistycznej konieczność uzyskania poparcia ze strony polityka państwa sąsiedniego obrazuje słabość kandydata, który robi wszystko, by jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem startu w wyborach poprawić swój wizerunek i notowania.

Prasa niemiecka określiła zaangażowanie Angeli Merkel w kampanię wyborczą we Francji jako niebezpieczną grę. Wspomina się o ryzyku związanym z ingerencją w wewnętrzne sprawy innego państwa, jak również o bezstronności, którą powinna się kierować pani kanclerz w relacjach międzynarodowych. Bez względu na polityczną przynależność, działanie to spotyka się krytyką. Zarówno lewica, jak i prawica uważają je za przekroczenie pewnych standardów i zbyt dalekie posunięcie. Pojawiły się głosy o możliwym pogorszeniu relacji francusko-niemieckich, gdyby doszło do wygranej socjalisty.

Sam minister spraw zagranicznych, Guido Westerwelle, skrytykował udział rządu we francuskich wyborach prezydenckich. Jednocześnie w przypadku wygranej Françoisa Hollanda w wiosennych wyborach, brak poparcia ze strony kanclerz można byłoby interpretować jako wynik wcześniejszych anty-niemieckich komentarzy w dyskursie partii socjalistycznej.

W ten oto sposób pierwszy raz w historii kanclerz Republiki Federalnej Niemiec chce zaangażować się w kampanię wyborczą francuskiego polityka. Bez względu na użyte argumenty takie działanie budzi duże emocje. Chęć przedłużenia duetu Merkozy wydaje się dość silna, szczególnie po stronie niemieckiej. W całkowicie normalnym poparciu i zaangażowaniu się w kampanię wyborczą sąsiada, jak to określiła Angela Merkel, nie brak jej własnego interesu. Pogarszający się stan francuskiej gospodarki wzmacnia pozycję Niemiec w Europie. Przy obecnej współpracy możliwe byłoby dokończenie zapoczątkowanych reform w kształcie Unii Europejskiej. W przypadku zmiany w Pałacu Elizejskim czołowy projekt dyscypliny budżetowej w strefie euro forsowany przez Niemców stanąłby pod dużym znakiem zapytania, a sama Angela Merkel odniosłaby porażkę w przeciwdziałaniu kryzysowi. Z tej właśnie przyczyny wygrana socjalisty budzi niepewność i obawy dotyczące przyszłości.

Wygląda to na kampanię ponad granicami opierającą się na szukaniu zabezpieczenia na przyszłość i opieraniu się na tym, co już znane, a więc przewidywalne. Efekt podjętych obecnie decyzji będzie można dostrzec dopiero po wyborach, jednak już teraz jest pewne, że działanie stanowi bezprecedensową strategię polityczną.