Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Andrzej Szczęśniak: Gazowe komplikacje na Ukrainie

Andrzej Szczęśniak: Gazowe komplikacje na Ukrainie


17 styczeń 2008
A A A
Wizyta pani premier Tymoszenko w Rosji zapowiadana na 23 stycznia, jest dla niej kluczowym elementem w realizacji wyborczych obietnic. Może też okazać się poważnym starciem, gdyż już dziś doprowadziła do napięcia wokół ukraińskiego sektora gazowego.

Gaz dostarczany jest do Ukrainy przez firmę RosUkrEnergo, którą pani premier obiecuje wyeliminować z ukraińskiego rynku, co głośno zapowiadała w czasie i po kampanii wyborczej, przywołując walkę z korupcją jako argument. Zapowiedzi działań rządu (np. anulowania koncesji UkrGazEnergo) także prowadzą do stanu niepewności i oczekiwania. Umowy na dostawy gazu z odbiorcami przemysłowymi nie są obecnie podpisywane.

Jednak sytuacja w ukraińskim sektorze gazowym jest wyjątkowo skomplikowana i gwałtowne ruchy mogą spowodować nieoczekiwane konsekwencje. Umowę rosyjsko – ukraińską podpisał jeszcze 5 grudnia 2007 r. minister Bojko z poprzedniego rządu. Kontrakty podpisały Gazprom i Naftohaz Ukrainy, a na dostawy gazu umówiły się RosUkrEnergo i UkrGazEnergo. Ta ostatnia dostarcza gaz z granicy (nabywany po cenie 179,5 $/1000m3) odbiorcom przemysłowym. Ceny te i koszty zakupu przez ukraiński przemysł są znacznie niżej niż cena sprzedaży gazu przez Gazprom do Europy (także do Polski).

W odpowiedzi na próbę usunięcia z rynku - RosUkrEnergo dowiodło rządowi Ukrainy, że musi się liczyć z konsekwencjami. Aby zapewnić nieprzerwane dostawy, firma musiała zakupić od początku roku 740 mln m3 gazu po 314,7 $/1000 m3 od Gazpromu. Powodem jest wyjątkowo ostra zima w Azji Centralnej, z której obecnie nie dochodzi do Ukrainy 1/3 importowanego gazu - 40 mln m3/dziennie. Powód jest wiarygodny, gdyż dzisiaj Turkmenia nie dostarcza także gazu do Iranu, Iran do Turcji, Turcja do Grecji. Te upadające klocki domina ratuje... Rosja.

Gazprom bowiem ma gaz, zwiększa więc dostawy i zasila Turcję i Grecję, a dzisiaj także Ukrainę. Jednak jest to gaz o 75% droższy. Nie wiadomo jeszcze, czy tą ceną obciążeni zostaną ukraińscy odbiorcy, bo kwota 100 mln $ powinna dać do myślenia nowemu rządowi, który zapowiada rewizję umów gazowych z Rosją. Chce powrotu do sytuacji sprzed kryzysu w 2006 r., gdy bezpośrednie kontrakty z Turkmenią zostały zastąpione dostawami RosUkrEnergo, spółki, wokół której toczyło się wiele politycznych sporów.

Rząd Ukrainy chce także zablokować dostęp UkrGazEnergo - 50%-owej spółki RosUkrEnergo i Naftohaz Ukrainy - do rynku gazowego, odbierając firmie koncesję. A ta posiada duży udział w rynku (monopol na dostawy do odbiorców przemysłowych) oraz ... poważne zadłużenie wobec dostawcy (RosUkrEnergo) wysokości 830 mln $, które realnie są długami wobec Gazpromu. Także próba wyeliminowania pośredników może spowodować poważne kłopoty wśród odbiorców gazu na Ukrainie.

Ukraina w ramach przygotowań do negocjacji zapowiada zmianę taryf za przesył gazu. Plotka głosi o podwyżce z $1,7 do $9,32. Byłyby to najwyższe stawki rurociągowe na świecie, i w dodatku wbrew podpisanym już umowom (zwiększyły one koszt przesyłu z 1,6 do 1,7 $/1000m3/1000km), ale jako pozycja wyjściowe umożliwia "elastyczne" zachowania w negocjacjach. Zmiana ta warta jest dla Ukrainy ponad 7 mld$ rocznie, gdyż dzisiaj otrzymuje niecałe 2 miliardy $ w opłatach, podwyższenie stawki oznaczałoby $9 mld.

Brak realizmu ukraińskich propozycji może oznaczać determinację w realizacji celów politycznych, jakie zadeklarowała, czyli „ukraiński przełom (proryw)”, wejście do Unii Europejskiej czy NATO, a także niezależność energetyczna Ukrainy. Przez wiele lat Julia Tymoszenko zajmowała wrogą postawę wobec Rosji, wspierała „energetyczne NATO”, była ścigana rosyjskim listem gończym za udział w interesach energetycznych, że dzisiaj bardzo trudno będzie jej znaleźć wspólny język z Gazpromem – czytaj... z Rosją. Ostudzić zapały polityczne może realna groźba, że na skutek tych rozgrywek trzeba będzie ogłosić podwyżki cen gazu, a to będzie cios w wiarygodność polityczną pani premier.

Pytanie, czy scenariusz ze stycznia 2006 powtórzy się? Czy Europa będzie znów drżeć, może nie z zimna, ale ze strachu przed "zakręceniem rosyjskiego kurka"? Mało prawdopodobne. Sytuacja dzisiaj jest dużo bardziej skomplikowana, umowa dostaw na cały rok podpisana, więc gdyby Julia Tymoszenko ją wymówiła - jej intencje nie byłyby jasne, a odbiór takich działań na zachodzie nie byłby tak jednoznaczny jak to było 2 lata temu.

Tekst ukazał się pierwotnie na Blogu Paliwowym szczesniak.pl. Publikacja za zgodą autora.