Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies .

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Michał Kędzierski: Minister Spraw Zagranicznych Siemens

Michał Kędzierski: Minister Spraw Zagranicznych Siemens

10 listopad 2014
A A A

Niemiecki biznes narzeka na europejskie sankcje względem Moskwy, które uderzają w jego interesy. Szefowie koncernów próbują więc im przeciwdziałać. Jak wielcy eksporterzy wpływają na politykę zagraniczną Niemiec? Jakie może mieć to konsekwencje dla skuteczności polityki UE wobec Rosji?

Koniec października przyniósł złe wieści z niemieckiej gospodarki. Wicekanclerz Sigmar Gabriel (SPD) poinformował o obniżeniu prognozy wzrostu PKB Niemiec w 2014 roku z 1,8 proc. do 1,3 proc. Według ministerstwa w następnym roku niemiecka gospodarka urośnie już tylko o 1,2 proc. Na gorsze wyniki gospodarcze wpływ ma oczywiście szereg różnorodnych czynników, od pogarszającego się popytu wewnętrznego po słabnące zapotrzebowanie na niemieckie towary na świecie, w tym przede wszystkim na kluczowym dla Niemiec rynku europejskim.

Cios w niemieckich eksporterów

Co nasi zachodni sąsiedzi tracą w Europie, chcieliby odbić sobie na handlu z Rosją, który dopiero co zaczął rozkręcać się po załamaniu w latach 2009-2010. Tutaj jednak sytuacja wygląda jeszcze gorzej. Według danych przedstawionych przez Federalny Urząd Statystyczny, niemiecki eksport do Rosji w pierwszych ośmiu miesiącach tego roku skurczył się o 17 proc., a w samym sierpniu spadek sięgnął 26 proc. Według ekspertów Komisji Wschodniej Niemieckiej Gospodarki w całym 2014 roku eksport produktów „Made in Germany” do Rosji skurczy się o 20 proc., czyli o równowartość nawet 7 mld euro. To znaczący cios w niemieckich eksporterów w i tak niełatwych czasach. Szacuje się, że spośród wszystkich przedsiębiorców produkujących na eksport, aż połowa wysyła swoje towary do Rosji. Gorycz jest tym większa, że przyczyną strat nie są względy gospodarcze, jak w przypadku spadku zamówień w UE, lecz polityka międzynarodowa rządu. Konkretnie – sankcje gospodarcze wobec Rosji za działania Moskwy we wschodniej Ukrainie.

Restrykcje, które stopniowo wprowadzała UE w ciągu minionego półrocza, dotykają m.in. sektora bankowego (ograniczają możliwość kredytowania rosyjskich przedsiębiorstw przez europejskie banki), zbrojeniowego (zakazano eksportu broni do Rosji) oraz energetycznego (embargo dotyczy również m.in. sprzedaży technologii wydobycia ropy naftowej i gazu). Co jednak równie ważne, uderzają w klimat inwestycyjny. Zachodni przedsiębiorcy rezygnują z nowych inwestycji oraz ograniczają obecne projekty, obawiając się np. rozszerzenia listy sankcji bądź innych nieprzewidzianych konsekwencji, wynikających z napiętej sytuacji politycznej między UE a Rosją. Ryzyko fiaska jest dla nich zbyt duże, a możliwe zyski mocno niepewne.

Medialna ofensywa

Nic więc dziwnego, że Niemcy najchętniej widzieliby zmianę polityki UE wobec Rosji. „Bez wątpienia niemieckim interesom najlepiej służyłoby, gdyby sankcje zostały zniesione” – mówi ekonomista Klaus Jürgen Gern z Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii. „Sankcje przeciw Rosji trafiają w naszą gospodarkę mocniej niż w którąkolwiek inną w Europie” – nie pozostawia złudzeń federalny minister finansów Wolfgang Schäuble. Kanclerz Merkel, która miesiącami zwlekała z wprowadzeniem mocnych restrykcji wobec Moskwy, teraz pozostaje jednak nieugięta. Zniesienie sankcji będzie możliwe po zmianie polityki Rosji.

Takie stanowisko przywódczyni Niemiec nie jest w smak niemieckim przedsiębiorcom. Najwięksi z nich – szefowie kluczowych koncernów – nie zamierzali bezczynnie patrzeć na słabnące wyniki ich spółek i przystąpili do działania. W mediach rozpoczęto akcję mającą na celu przedstawienie sankcji w jak najgorszym świetle. Raz po raz niemieckie tytuły cytowały szefów wielkich koncernów, którzy powątpiewali w ich skuteczność, deprecjonowali znaczenie aneksji Krymu przez Rosję dla europejskiego bezpieczeństwa, straszyli przed odbudowaniem „żelaznej kurtyny”, a nawet przed wojną gospodarczą. I tak szef koncernu chemicznego BASF Kurt Bock pytał opinię publiczną, kto najbardziej traci na sankcjach, wicedyrektor Deutsche Bank Jürgen Fitschen ostrzegał przed „nową zimną wojną”, a prezes koncernu energetycznego E.ON Johannes Teyssen podkreślał, że „tylko partnerstwo z Rosją uczyni nasz kontynent bardziej pokojowym”. Przed wojną gospodarczą przestrzegał zaś szef Volkswagena Martin Winterkorn. W podobnym tonie głos zabierali szefowie Siemensa, Adidasa oraz koncernu farmaceutycznego Bayer. Wszystkie wspomniane firmy prowadzą w Rosji wielomilionowe, a w niektórych przypadkach sięgające miliardów euro inwestycje. Ich kampania medialna ma na celu wywarcie odpowiedniej presji społeczeństwa na rząd, tak aby ten podjął kroki w stronę zniesienia restrykcji.

Koncernowa dyplomacja

Działania niemieckich koncernów przeciwko sankcjom nie kończą się jednak na mediach. Co jakiś czas niemiecka opinia publiczna dowiaduje się o spotkaniach szefów wielkich spółek z rosyjskimi władzami lub oligarchami. Mnóstwo kontrowersji wywołała podróż szefa Siemensa Joe Kaesera do Moskwy pod koniec marca tego roku. Kaeser spotkał się wówczas z prezydentem Władimirem Putinem wkrótce po aneksji Krymu przez Rosję, co wywołało burzę w Niemczech. Zaraz po powrocie szef Siemensa próbował bronić się, że była to zwykła wizyta u klientów, a „krótkotrwałe turbulencje nie będą wpływać na strategię firmy”. Pod wpływem powszechnej krytyki wycofał się w końcu ze swoich słów i obiecał przestrzeganie sankcji. Nie porzucił jednak bliskich kontaktów z wpływowymi Rosjanami.

W połowie września odbyło się z kolei tajne spotkanie w Genewie. Do rezydencji twórcy Światowego Forum Gospodarczego w Davos, Klausa Schwaba, zjechali przedstawiciele zachodnich i rosyjskich koncernów. Stronę niemiecką reprezentowali Kaeser (Siemens) oraz Bock (BASF). Z Rosji przybyli zaś dyrektorzy obłożonych unijnymi i amerykańskimi sankcjami banków – German Gref oraz Andrej Kostin. Tematem spotkania było uzgodnienie wspólnych działań na rzecz zniesienia sankcji.

Pod koniec października szefowie czterech niemieckich koncernów spotkali się z kolei w Moskwie z premierem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem w ramach funkcjonującej od lat Rady Konsultacyjnej ds. Inwestycji Zagranicznych. Tym razem spotkanie odbyło się wyjątkowo za zamkniętymi drzwiami, co wzbudziło szereg podejrzeń. Nieoficjalnie tematem rozmów miało być umożliwienie zagranicznym firmom inwestowanie w Rosji mimo obowiązujących sankcji – podał Reuters. Szczegółów nie ujawniono.

Siemens i BASF chcą decentralizacji Ukrainy

W Berlinie rośnie obawa przed działaniami szefów niemieckich koncernów, które nie są uzgadniane z władzami. „Ostatnią rzeczą, która jest nam w tej chwili potrzebna, jest prowadzenie na boku przez koncerny [alternatywnej] polityki zagranicznej” – zwierzył się tygodnikowi „Der Spiegel” chcący zachować anonimowość wysoki urzędnik z kręgów rządowych. Nadanie działaniom niemieckich biznesmenów określenia „alternatywnej dyplomacji” nabiera nowego znaczenia, kiedy spojrzy się na opracowany przez uczestników wrześniowego spotkania w Genewie 10-punktowy plan normalizacji stosunków między Rosją a Zachodem. Wśród postulatów m.in. szefów Siemensa i BASF znajdują się: wznowienie dialogu z Kremlem, rezygnacja z „prowokacyjnego i wojennego języka”, zniesienie obopólnych sankcji, ale także zagwarantowanie Ukrainie podpisania umów handlowych z UE i Rosją, a nawet decentralizacja władzy i nadanie Ukrainie statusu państwa neutralnego! Takie rozstrzygnięcia z pewnością nie leżą w kompetencjach szefów niemieckich koncernów, a nawet rosyjskich oligarchów. Ów plan, co słusznie zauważył Stefan Kaiser z „Der Spiegel”, bliższy jest postulatom Kremla niż kanclerz Angeli Merkel.

Niemieckie koncerny próbują w końcu forsować swoje interesy u samego źródła, tj. w rządzie. Przed każdym szczytem UE w Brukseli, przed wizytą Merkel u Baracka Obamy i przy wielu innych okazjach, w Urzędzie Kanclerskim urywają się telefony od szefów wielkich koncernów z jednym przesłaniem: Sankcje szkodzą naszym interesom w Rosji. Stefan Kaiser z „Der Spiegel”, powołując się na swoje źródła w otoczeniu kanclerz Niemiec, pisał ostatnio, że szefowa rządu jest poirytowana rosnącymi naciskami ze strony niemieckich spółek w sprawie zniesienia sankcji. Z ich punktu widzenia najważniejszy jest biznes. Przywódca państwa musi brać jednak pod uwagę wyższe wartości – w tym być może przede wszystkim teraźniejsze i przyszłe bezpieczeństwo kraju. Merkel musi w sprawie sankcji lawirować między różnymi interesami, obecnie bliżej jej do poświęcania zysków wielkich koncernów.

Siemens w jednej drużynie z Putinem

Nie ma nic dziwnego w tym, że prezesi firm dbają o interesy swoich spółek. Są w końcu rozliczani za wyniki finansowe, a nie za poglądy w sprawach polityki międzynarodowej. Jednak nie ulega wątpliwości, że niektóre ich działania mogą szkodzić polityce zagranicznej Niemiec, a w przypadku sankcji – nawet całej UE. Potajemne spotkania z rosyjskimi władzami o nieznanym przebiegu, zakulisowe ustalenia z będącymi na czarnej liście oligarchami, próby forsowania własnych rozstrzygnięć w kwestii konfliktu na Ukrainie czy wreszcie wywieranie stałej presji na rząd w sprawie poluzowania polityki względem Moskwy – wszystko to osłabia pozycję kanclerz Merkel w rozmowach z prezydentem Putinem. Kreml z pewnością próbuje wykorzystać w negocjacjach z Berlinem swoich niemieckich sprzymierzeńców i wspólne z nimi interesy, a więc zniesienie sankcji, które uderzają również w rosyjską gospodarkę. Taka postawa niemieckich koncernów, choć zrozumiała z pozycji ekonomicznych, osłabia wydźwięk i skuteczność europejskich sankcji, czym de facto pomaga Moskwie w rozgrywce z Europą.

Tekst ukazał się pierwotnie na stronie Przeglądu Spraw Międzynarodowych NOTABENE .