Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies .

Akceptuję

Strefa wiedzy

Wykonanie: Delta Interactive
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Społeczeństwo Anna Dziduszko-Rościszewska: Obama przełamuje konserwatywny ład społeczny

Anna Dziduszko-Rościszewska: Obama przełamuje konserwatywny ład społeczny

29 marzec 2009
A A A

W trakcie kampanii wyborczej Barack Obama zapowiadał daleko idące zmiany. Jednakże niewielu spodziewało się, że nowa administracja „przewróci” porządek w sferach bioetyki, aborcji i homoseksualizmu utrwalony podczas prezydentury George’a Busha Jr.

Propozycje Obamy stanowić będą rewolucją dla purytańskiej części społeczeństwa, dla zwolenników konserwatywnej prawicy, zwłaszcza tej zamieszkałej w tzw. Bible Belt (jest to pas stanów od Teksasu po Florydę). Z informacji zamieszczonych na stronach Białego Domu wynika, że prezydent chce podjąć działania na rzecz „pełnego równouprawnienia” LBGT (tj. lesbijek, gejów, biseksualistów, transseksualistów) w życiu społecznym, zapewniając im jednocześnie pełną ochronę prawną (m.in. ustawa hate speech, zapewniająca ochronę prawną ze względu na płeć, rasę, czy pochodzenie etniczne, ma zostać poszerzona o osoby o „innej orientacji seksualnej”). Pierwszym krokiem było poparcie deklaracji ONZ apelującej o zaprzestanie karania homoseksualizmu na świecie. Prezydent Bush Jr. odmówił poparcia dla dokumentu (nie przyjęły go również kraje muzłumańskie i Watykan), zaś Obama uznał to za sztandarowy krok na drodze do walki o ochronę praw człowieka.

Według pakietu prezydenta Obamy zniesiona ma zostać ustawa Defense of Marrige Act (tzw. DOMA), która rezerwowała definicję małżeństwa tylko dla par heteroseksualnych. Ustawa dawała rządowi federalnemu prawo do nieuznawania związków homoseksualnych za tradycyjne małżeństwo, nawet, jeśli związek taki został uznany przez jeden ze stanów. Nowa ustawa ma zrównywać w prawach związki homo i hetero, zapewniając jednocześnie tym pierwszym identyczne prawa, jakie mają tradycyjne małżeństwa (tj. prawa do obecności drugiej osoby w sytuacjach nagłych wypadków, wspólne ubezpieczenie zdrowotne, przywileje pracownicze i prawa własności). Propozycje legislacyjne nowej administracji idą dalej. Obama chce zapewnić małżeństwom jednej płci prawo do adopcji dzieci. Na stronie Białego Domu można znaleźć komunikat o następującej treści: „Prezydent uważa, że dziecko odniesie korzyść ze zdrowego i kochającego domu niezależnie od tego, czy jego rodzice będą gejami czy też nie”. Poza tym Obama chce zmienić obowiązującą w armii zasadę „Don’t Ask-Don’t Tell”, która zabrania zdeklarowanym homoseksualistom służby w wojsku (Pentagon uznaje homoseksualizm za chorobę psychiczną). Kolejnym elementem programu ma być dodanie do prawa antydyskryminacyjnego, punktów na temat „orientacji seksualnej” i „tożsamości płciowej”.

Pakiet programu „Wsparcie dla społeczności LBGT” zapewni realizację najbardziej radykalnej polityki w tym zakresie. Żadna wcześniejsza administracja nie zdecydowała się na tak daleko idące ustępstwa dla par gejowskich i lesbijskich. Co więcej, administracja Obamy, decydując się na liberalizację kwestii adopcji dzieci i definicji związku małżeńskiego, podważa tradycyjne rozumienie rodziny, co może w przyszłości zaowocować wzrostem patologii w życiu rodzinnym i społecznym.

Omawiany pakiet po części kojarzy się z akcją afirmatywną, zapewniającą preferencje w dostępie do życia społecznego (edukacji, służby zdrowia, wojska, pracy) dla ludności afroamerykańskiej. Pytanie, jakie się nasuwa czytając propozycje Obamy, to czy program „Wsparcie dla społeczności LBGT” zapewni jej ochronę prawną, czy wręcz przeciwnie sprawi, iż przedstawiciele mniejszości seksualnych będą narażeni na różnego typu dyskryminację i ataki swoich przeciwników, których zapewne przybędzie (w pakiecie został umieszczony również postulat na temat lepszej ochrony przed wirusem HIV i AIDS, co niefortunnie sugerowało, że omawiane środowiska są odpowiedzialne za wzrost liczby zachorowań)? Pisząc projekt prohomoseksualny, administracja Obamy narazi się zapewne nie tylko na wrogość purytańskiej i fundamentalnej części społeczeństwa, ale również przedstawicieli środowisk wojskowych.  

Kolejną sprawą, jaką podjęła się administracja prezydenta Obamy jest kwestia aborcji. W 36 rocznicę orzeczenia Roe v. Wade (legalizacja aborcji na życzenie), prezydent oświadczył, iż zapewni ochronę praw kobiet do właściwego wyboru. „Ta decyzja nie tylko chroni zdrowie kobiet i ich reprodukcyjną wolność, ale odzwierciedla również szerszą zasadę: że rząd nie powinien ingerować w nasze najbardziej prywatne sprawy rodzinne”. Jednocześnie wydał zgodę na finansowanie przez państwo organizacji proaborcyjnych i dokonujących tych zabiegów. Decyzja o zniesieniu tzw. dyrektywy meksykańskiej jest kolejnym zwrotem w polityce społecznej od czasów Busha Jr., silnie sprzeciwiającego się aborcji (Bush przywrócił dyrektywę po objęciu władzy). Stanowisko Obamy nie było tak klarowne w czasie kampanii wyborczej. Wprawdzie podkreślał on prawo jednostki do decydowania o swoim losie i nieingerencję rządu w sprawy rodzinne (doktryna państwa minimalnego i słabej władzy federalnej jest postulatem od początku istnienia partii demokratycznej w USA), lecz z drugiej strony określał aborcję, jako zło i apelował o zmniejszenie liczby zabiegów.

Decyzja Obamy spotkała się z falą krytyki ze strony kościołów chrześcijańskich w USA oraz przeciwników aborcji. Jednakże, te środowiska które najgłośniej sprzeciwiają się aborcji, same nie przedstawiają alternatywy dla setek a może tysięcy kobiet, które z różnych przyczyn są zmuszone dokonać tego zabiegu (konserwatyści mogą wkrótce przestać namawiać do oddania dziecka do adopcji, ze względu na możliwość jej dokonania przez parę homoseksualną). Zezwolenie na aborcję daje w końcu kobiecie, a nie politykom, sędziom, przedstawicielom kościołów pełne prawo do decydowania o własnym losie.

Kilka dni temu, konserwatywnych Amerykanów spotkał kolejny wstrząs. Prezydent Obama zniósł zakaz finansowania z budżetu federalnego badań nad komórkami macierzystymi pochodzącymi z ludzkich embrionów. Zarodki mają pochodzić z prywatnych klinik sztucznego zapłodnienia i zdaniem przeciwników badań, ich nadmiar nie jest wykorzystywany, ale niszczony. Sukcesy w badaniach umożliwią zwalczenie wielu chorób w tym zawałów, cukrzycy, chorób Parkinona i Alzheimera. Jednocześnie Obama utrzymał zakaz klonowania ludzi i eksperymentów z embrionami.   

Polityka Obamy ma całkowicie odmienne priorytety od polityki George’a Busha Jr. Konserwatywny i republikański w poglądach Bush nieraz wywoływał uśmiech lub irytację, zaś jego polityka sprzeciwu wobec bioetyki, praw dla homoseksualistów, czy prawa do aborcji, zdawała się cofać USA do czasów pierwszych purytanów. Poglądy i pomysły Baracka Obamy znacznie liberalizują życie społeczne. Trudno na razie przewidzieć konsekwencje działań Obamy oraz formę, jaką w ich wyniku amerykańskie społeczeństwo przybierze do następnych wyborów prezydenckich.

Dla jednych proponowane pakiety nowej administracji stanowią realizację amerykańskiej zasady równości, dla drugich są pogwałceniem utrwalonego porządku i wartości społecznych. W obu stanowiskach brak jest pewnego umiaru, zapewniającego consensus społeczny. Ale Stany Zjednoczone od początku swej historii były krajem paradoksów. Konserwatywno-liberalna huśtawka polityk działa więc dalej. Czas i przede wszystkim wyborcy sami nakreślą dalszy kurs.

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.