Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies .

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Społeczeństwo Lima - miasto, które nie przestaje rosnąć. Wywiad z Dr. Karolem Kurowskim

Lima - miasto, które nie przestaje rosnąć. Wywiad z Dr. Karolem Kurowskim

20 kwiecień 2015
A A A

W 1940r. w Limie mieszkało 646 tys. mieszkańców, dzisiaj liczba ta wynosi ok. 9 mln. Na fali  wielkiej migracji lat 80 i 90 do stolicy Peru przybyły tysiące osób, które musiały poradzić sobie z deficytem mieszkań. Obecnie na obrzeżach Limy istnieje ponad 3 tys. osiedli marginalnych. Jest to problem globalny - ok. ⅓ populacji miast na świecie żyje w slumsach.

O różnorodności Limy i jej rozwoju urbanizacyjnym oraz początkach jego peruwiańskiej przygody z dr. Karolem Kurowskim rozmawia Aleksandra Sztejn

AS: Jak trafił Pan do Peru po raz pierwszy?
KK: W czasie studiów w Centrum Studiów Latynoamerykańskich zainteresowałem się kwestią “rewolucji pułkowników”, tzn. zmian związanych z rządami wojskowych w Peru i w Panamie. Obroniłem pracę magisterską na ten temat, ale dopiero kiedy zacząłem pracować i trochę zarobiłem, postanowiłem pojechać do Peru, żeby zobaczyć, jak wiele bzdur napisałem. Chciałem skonfrontować mój tekst z rzeczywistością.

AS: Jak wypadł Pan w tej konfrontacji?
KK: Od pierwszej chwili, kiedy tylko wysiadłem z samolotu, zorientowałem się, że znalazłem się w odmiennym świecie, którego zupełnie nie rozumiem. Niezależnie od tego, czego nauczyłem się wcześniej na studiach, nie zastąpiło to bezpośredniego kontaktu z peruwiańską rzeczywistością. Przejeżdżając przez nocną Limę, zacząłem zastanawiać się ile było prawdy w tym, co napisałem w swojej pracy i na ile ja w ogóle mogę rozumieć lokalną rzeczywistość. Doszedłem do wniosku, że była to raczej praca teoretyczna. Badania terenowe były dopiero przede mną.

AS: Porównał Pan kiedyś Limę do langoy. Jest to danie składające się z resztek innych potraw, nieskonsumowanych w ciągu dnia, stanowiące podstawę codziennego wyżywienia ubogich i bezdomnych. Dlaczego uznał pan tę metaforę za trafną?
KK: Usłyszałem to porównanie od studentów miejscowego uniwersytetu. Powiedzieli mi, że nazywają tak tę specyficzną mieszankę kulturową, którą obserwują każdego dnia. Jest to określenie, które nie funkcjonuje w żadnym oficjalnym języku, wydało mi się jednak na tyle ciekawe, że odniosłem się do niego w jednym ze swoich artykułów. Nie da się przewidzieć, jaką konkretnie mieszankę kupimy za jednego sola w langoy: każde danie jest inne. Lima rzeczywiście jest takim wielkim tyglem, w którym miesza się ze sobą mnóstwo elementów. W Limie znajdziemy mnóstwo tradycji: andyjskich, kreolskich, chińskich, czy też afroperuwiańskich. Pod tym względem Lima jest bardzo różnorodna.

AS: Czy to prawda, że istnieją dwie Limy?
KK: Nawet więcej niż dwie. Rozumiem, że chodzi Pani o często opisywaną opozycję miasta nowoczesnego i miasta plebejsko-ludowego, nazywanego popular. Jednak tych linii podziału jest dużo więcej. Zróżnicowanie  społeczne, bardzo duże w Ameryce Łacińskiej, ma swoje odzwierciedlenie nie tylko w różnorodnych stylach życia, ale także w samej przestrzeni miejskiej. Współczesna Lima diametralnie różni się od Limy jeszcze z połowy XX wieku. Problemy mieszkaniowe, nawarstwiające się aż od czasów kolonialnych, w połączeniu z masowymi migracjami wewnątrz kraju, skierowanymi w ogromnej części z obszarów wiejskich do miast, sprawiły, że wokół  „starej” Limy powstało mnóstwo nowych osiedli substandardowych, które po polsku nieładnie nazywa się slumsami.

AS: Co spowodowało tak ogromny napływ ludności?
KK: Wzrost liczby ludności w miastach jest oczywiście  zjawiskiem występującym praktycznie wszędzie we współczesnym świecie. W rozmowach z migrantami w Limie powtarzały się takie pobudki, jak możliwość znalezienia dobrej pracy czy nauka zawodu. Miasto postrzegane jest jako miejsce, które umożliwi rozwój, dostęp do edukacji i służby zdrowia; po prostu zmianę na lepsze. Ważnym czynnikiem była trudna sytuacja w kraju. Lata 80 XX w., nazwane “straconą dekadą” były trudne dla całego regionu, a Peru borykało się nie tylko z gwałtownym krachem ekonomicznym, ale także z rozszerzającą się w górskich prowincjach działalnością Świetlistego Szlaku.

AS: Gdzie zamieszkali ci ludzie?
KK: Miasta nie posiadały miejsca ani sposobu, żeby  przyjąć masową migrację.  Chodzi przede wszystkim o to, że z jednej strony po prostu nie było dla tych mas ludzkich miejsca, a z drugiej nie miały one dostępu do formalnego rynku mieszkań, czego przyczyną był brak wystarczających środków. Dla ludzi o niższych dochodach właściwie jedynym rozwiązaniem stało się zajmowanie obszarów poza terenem miasta, tworzenie osiedli i wybudowanie własnego mieszkania. W ten sposób doszło do narodzenia się oddolnego procesu miastotwórczego; mieszkańcy sami budowali i organizowali się.  Oczywiście budynki, które powstały w ten sposób, nie pozostają w swojej pierwotnej postaci, ciągle ewoluują, ulegają transformacjom. Proces budowy takiego osiedla jest chaotyczny, nikt nie kontroluje jego wzrostu. Do budynków dostawia się piętra, dom dzieli się pomiędzy kolejne dzieci. Brak infrastruktury i owa specyficzna architektura sprawiają,  że te osiedla nie wyglądają zachęcająco. Prawdopodobieństwo, że staną się one dzielnicami klasy średniej jest znikome.

AS: Dzielnice marginalne na świecie często są kojarzone z ogniskami przestępczości. Jak wygląda to w Limie?
KK: W kontekście peruwiańskim te osiedla nie zawsze są kojarzone z przestępczością. Zdarzają się miejscowe gangi, ale nie występują tutaj zjawiska takie jak w Kolumbii czy Brazylii, gdzie tereny te są  powiązane z grupami przestępczymi, a mieszkańcy często są ofiarami przemocy.

AS: Czy rząd peruwiański uznaje oficjalnie istnienie tych osiedli? Czy robi coś żeby kontrolować ich rozwój oraz pomóc mieszkańcom?
KK: Tak. Kiedyś dążono do ich absolutnej likwidacji, ale w miarę upływu czasu na szczęście zaczęto dostrzegać problem. Ugięto się pod presją faktów dokonanych, duży wpływ miał tez chyba po prostu brak pomysłu na rozwiązanie problemów mieszkaniowych stolicy. Jeśli chodzi o kontrolę, nie jest ona do końca możliwa. Proces powiększania się miasta  jest nie do powstrzymania. Lima jest ogromnym miastem, które rozrasta się na tak dalekie i izolowane obszary, że żadna siła nie powstrzyma ludzi przed wejściem na wzgórze i wybudowaniem sobie domu. Można to porównać do rozwoju poprzez pączkowanie. Czasem jednak  ludzie zajmują obszary niedozwolone. Mogą to być tereny archeologiczne lub takie, które nie nadają się do zasiedlenia (np. są  niebezpieczne pod względem geologicznym lub znajdują się  pod trakcjami wysokiego napięcia). Osadzenie się na takich terenach może spotkać się z interwencją.

Jednym z elementów rządowego wsparcia jest pomoc w budowie infrastruktury wodnej i kanalizacyjnej oraz nadawanie tytułów własności. Formalizacja takiego osiedla jest bardzo istotna. Razem z tytułem własności daje się ludziom pewność posiadania. Będąc właścicielem domu, można go sprzedać, kupić coś w innym miejscu. Poczucie bezpieczeństwa mieszkańców sprzyja rozwojowi osiedla. Faktem też pozostaje, że dostęp do mediów lub budynków użyteczności publicznej często jest wynikiem sprawnej samoorganizacji mieszkańców.

AS: Dziękuję za rozmowę.
KK: Również dziękuję.

Dr Karol Kurowski jest antropologiem i socjologiem wykładającym w Centrum Studiów Latynoamerykańskich na Uniwersytecie Warszawskim. Wielokrotnie prowadził badania terenowe w Peru. Zajmuje się m.in. kwestią samoorganizacji i kapitału społecznego w przestrzeni miejskiej.

Zdjęcia: Osiedle El Paraiso de Cajamarquilla, Lima, fot. K.Kurowski