Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies .

Akceptuję

Strefa wiedzy

Wykonanie: Delta Interactive
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Społeczeństwo Michał Tomczyk: Szwajcaria uruchomiła gilotynę?

Michał Tomczyk: Szwajcaria uruchomiła gilotynę?

11 luty 2014
A A A
Suweren się wypowiedział. Szwajcarskie społeczeństwo zaakceptowało propozycję zmian konstytucyjnych, mających ograniczyć liczbę cudzoziemców, którzy będą mogli legalnie przebywać i podejmować pracę na terenie Szwajcarii. Nowe regulacje mają obejmować wszystkich. Bez względu na to czy chodzi o obywateli UE, czy też państw trzecich, emigrantów zarobkowych lub uchodźców politycznych, szukających azylu. Nowy zapis w konstytucji ma ogranicznyć rosnącą z roku na rok liczbę obcokrajowców i dzięki temu rozwiązać wiele problemów ekonomicznych i społecznych. Przynajmniej w teorii. W praktyce przyjęcie inicjatywy może poważnie zaciążyć na reputacji Szwajcarii i zakwestionować wszystko co udało się do tej pory osiągnąć w zakresie integracji z UE. Konsekwencje gospodarcze, społeczne i polityczne mogą być w związku z tym bardzo dotkliwe. Mogą, ale nie muszą. Nic nie jest jeszcze do końca przesądzone.

Wynik ostatniego referendum ma przełomowe znaczenie pod wieloma względami. Nie chodzi tutaj tylko i wyłącznie o relacje z Unią Europejską. Choć oczywiście aspekt ten ma kluczowe znaczenie dla międzynarowowej opinii publicznej. Przyjęcie inicjatywy niesie ze sobą szersze implikacje, także w polityce wewnętrznej. Głosowanie pokazało, iż podziały między francusko- i niemieckojęzycznymi kantonami są nadal obecne, wbrew temu co od kilku lat sądzono i czemu starano się zaprzeczyć. To również sygnał dla ugrupowań prawicowych, iż tematy związane z integracją obcokrajowców, asymilacją i wielokulturowością stanowią niewyczerpane źródło politycznej pożywki, na której nadal można zbić spory kapitał. Dla rządu wynik referendum oznacza nie tylko poważne problemy w relacjach z innymi państwami, ale zmusza do refleksji nad dotychczasową strategią polityczną, faktycznymi możliwościami odziaływania na opinię publiczną i dotychczas popełnionymi błędami. Wreszcie, ostatnie głosowanie wymusza dyskusję nad kondycją szwajcarskiej demokracji wobec aktualnej, dynamicznie rozwijającej się rzeczywistości międzynarodowej.

Zacznijmy zatem od początku. Jak już wczesniej wspomniano referendum ma kluczowe znaczenie dla rozwoju współpracy z UE. W 2002 roku weszła w życie umowa o wprowadzeniu swobody przepływu osób pomiędzy Szwajcarią a Unią Europejską. Przewiduje ona możliwość nieograniczonego pobytu i podejmowania pracy zarówno przez obywateli Unii w Szwajcarii jak i szwajcarskich na terenie państw UE. Co prawda, przez pewien okres rząd w Bernie miał możliwość wprowadzenia kontyngentów ilościowych, z czego zresztą skwapliwie skorzystał, jednakże od maja br. instrument ten nie będzie mógł być dłużej stosowany (za wyjątkiem Bułgarii, Rumunii i Chorwacji. W sprawie tej ostatniej powinno być przeprowadzone oddzielne referendum). Wynik ostatniego głosowania w oczywisty sposób narusza postanowienia powyższej umowy, albowiem wprowadza kontyngenty ilościowe, którymi mają być objęci wszyscy imigranci, także obywatele UE. Oznacza to zatem, iż w najlepszym wypadku należałoby renegocjować warunki funkcjonowania wcześniej podpisanego porozumienia. Jak nietrudno się domyśleć, Bruksela odnosi się wobec takiej możliwości w sposób nad wyraz krytyczny. Niechętnie widziałaby bowiem perpsektywę kolejnych ustępstw na rzecz Berna i tworzenia następnego precedensu w relacjach Unii z państwami trzecimi. Tym bardziej, iż relacje te już teraz pozostają dosyć napięte i nadwyrężone wzajemnymi pretensjami. Sytuację pogarsza fakt, iż wszystkie umowy wchodzące w skład pierwszego pakietu umów bilateralnych, w tym również ta dotycząca swobodnego przepływu osób związana jest z pozostałymi tzw. klauzulą gilotyny. To oznacza, iż odstąpienie od jednej powoduje automatyczne rozwiązanie wszystkich porozumień, które dotyczą innych obszarów współpracy, m.in handlu, transportu czy edukacji, a więc mających istotne znaczenie dla rozwoju gospodarczego Szwajcarii.
 
Kolejny ruch należy teraz do Unii Europejskiej. To od niej zależy co dalej stanie się z zawartymi przed laty umowami i jak będzie rozwijała się dalsza współpraca. Na ostateczną decyzję wpłynie zapewne finalny kształt poprawek konstytycyjnych. Projekt inicjatywy nie zawierał bowiem dokładnych limitów ilościowych. Zobowiązywał natomiast rząd do ich określenia. W związku z powyższym w dużej mierze od decyzji władz w Bernie zależeć będzie w jakim stopni wprowadzone zmiany konstytucyjne wpłyną na wypełnianie zobowiązań międzynarodowych. Nie zmienia to oczywiście faktu, iż bez względu na ostateczną wysokość obowiązujących limitów, de facto będą one oznaczały mimo wszystko naruszenie zasad swobody przepływu osób. Reakcja Brukseli pozostaje jak na razie trudna do przewidzenia, choć można spodziewać się różnych scenariuszy.

Wynik przedmiotowego głosowania pokazuje również jak silne są nadal podziały w szwajcarskim społeczeństwie. Inicjatywę poparły głównie kantony niemieckojęzyczne. Za wyjątkiem kantonu Basel, Zürich i Zug, a więc dokładnie tych gdzie liczba obcokrajowców, z uwagi na zlokalizowane w tych regionach międzynarodowe firmy i największe możliwości znalezienia pracy, pozostaje największa. Przeciwne były natomiast kantony francuskojęzyczne, które tradycyjnie już cechuje większa otwartość i chęć integracji. Szczególnie wysoki odsetek poparcia dla inicjatywy odnotowano w kantonie Tessin – 68,2%, co nie jest specjalnym zaskoczeniem, lecz utrzymującym się od kilku lat trendem, którego przyczyny są nieco bardziej złożone. Niemniej jednak należy zauważyć, iż podziały te są wyraźnym sygnałem, iż znaczna część obywateli nie akceptuje prowadzonej od kilku lat polityki integracyjnej rządu. Zwłaszcza jej społecznych skutków, jak chociażby problematyka asymilacji rosnącej liczby cudzoziemców oraz poczucie wyobcowania we własnym państwie. Problematyka emigracyjna i azylowa od dłuższego czasu jest przedmiotem sporów i dyskusji. Świadczą o tym chociażby przeprowadzane co jakiś czas głosowania referendalne, wliczając w to bodaj najgłośniejsze, dotyczące zakazu budowy minaretów czy automatycznego wydalenia ze Szwajcarii obcokrajowców, skazanych za popełnienie określonego rodzaju przestępstw.

Przyjęta inicjatywa stanowi zatem poważny problem dla szwajcarskich decydentów. Pokazuje jak nieprzewidywalne mogą być społeczne decyzje. Pomimo ogromnego nakładu sił oraz środków, zarówno ośrodków rządowych, jak i pozarządowe oraz kluczowych grupy interesu (zwłaszcza kręgów gospodarczych, które aktywnie włączyły się w kampanię referendalną), ich argumenty okazały się niewystarczające. Wynik głosowania miał przede wszystkim ogromne znaczenie dla prawicowej Szwajcarskiej Partii Ludowej (SVP), która po wielu ostatnich porażkach, przy okazji kolejnych głosowań referendalnych, nareszcie może ponownie nabrać wiatru w żagle. Pozostaje jednak pytanie czy ekonomiczne skutki politycznej aktywności ludowców nie będą zbyt dotkliwe dla Szwajcarii. Gospodarka nie może bowiem rozwijać się we właściwym tempie bez dostępu do siły roboczej, co warte podkreślenia, zarówno zatrudnianej na nisko opłacanych stanowiskach jak i wysoko wykwalifikowanych menadżerów, lekarzy czy naukowców. O tym jak bardzo są oni potrzebni niech świadczy chociażby fakt, iż poziom bezrobocia w Szwajcarii należy do najniższych w Europie – 3,5%.

Pozostaje wreszcie pytanie dotyczące kondycji szwajcarskiej demokracji. Dotychczasowa praktyka wskazywała, iż inicjatywy ludowe miały bardziej charakter plebiscytowy, pokazywały jakie są nastroje społeczne, służyły zaznaczeniu obecności określonej problematyki w przestrzeni publicznej. Rzadko jednak wymuszały wprowadzenie faktycznych zmian do konstytucji. Jedynie 10% głosowań skończyło się przyjęciem danej propozycji. Obecnie inicjatywa coraz bardziej staje się narzędziem w rękach populistów, którzy poprzez rozgłos, szum medialny wokół wrażliwej społecznie tematyki próbują przede wszystkim zwrócić na siebie uwagę i zbić tym samym polityczny kapitał, nie bacząc na szersze konsekwencje proponowanych zmian.

Przedmiotowa inicjatywa zapewne wychodzi naprzeciw społecznym nastrojom, daje upust narastającym obawom i frustracjom. Nie stanowi jednak panaceum na wszystkie bolączki, a co więcej skutki uboczne takiej kuracji mogą być o wiele bardziej dotkliwe, niż można było początkowo sądzić. Czas jak zwykle pokaże kto miał rację. Najgorsze jednak, iż w tym przypadku zmiany są niestety nieodwracalne.