Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Dariusz Materniak: Polityka kija bez marchewki

22 listopad 2013
A A A
Zanim w Europie zaczną się na dobre lamenty i utyskiwania na ukraińskie władze w związku z decyzją o niepodpisywaniu umowy w Wilnie, Bruksela powinna zastanowić się ile jest jej winy w doprowadzeniu do obecnej sytuacji. A jest niemało. 21 listopada, po odrzuceniu przez Radę Najwyższą Ukrainy wszystkich projektów ustawy w sprawie leczenia więźniów za granicą, która miała pozwolić na wyjazd odbywającej karę byłej premier Tymoszenko do Niemiec, również ukraiński rząd ogłosił wstrzymanie przygotowań do podpisania umowy stowarzyszeniowej w Wilnie. Jako powód takiej decyzji wskazano m.in. konieczność odnowienia relacji handlowych z Rosją i krajami Wspólnoty Niepodległych Państw w celu ochrony miejsc pracy w ukraińskich przedsiębiorstwach. W związku z tym szanse na podpisanie umowy stowarzyszeniowej na szczycie w Wilnie zmalały praktycznie do zera. Chociaż prezydent Wiktor Janukowycza zaproponował przesunięcie terminu podpisania porozumienia o rok, to trudno tak naprawdę określić kiedy będzie to możliwe.

Sytuacja ta jest bezpośrednią konsekwencją nacisków na Ukrainę ze strony Federacji Rosyjskiej. Niestety, trzeba stwierdzić, że sama Unia Europejska w znaczący sposób przyczyniła się do takiego obrotu spraw, jaki możemy obserwować obecnie na Ukrainie. Problem rosyjskiej presji na Ukrainę i inne kraje Partnerstwa Wschodniego negocjujące warunki zbliżenia z UE nie jest bowiem niczym nowym. Jednak to właśnie Ukraina, najbardziej spośród krajów Partnerstwa Wschodniego zaawansowana w rozmowach o stowarzyszeniu, stała się obiektem szczególnie silnych nacisków ze strony Moskwy, przede wszystkim od sierpnia tego roku, kiedy Rosja zaczęła wprowadzać embargo na import ukraińskich produktów, utrudniać poruszanie się obywatelom Ukrainy pracującym w Rosji oraz stosować szereg innych działań, które miały wpłynąć na decyzję władz w Kijowie w sprawie umowy stowarzyszeniowej.

Co w tej sytuacji zrobiła Unia Europejska? Niewiele. Poza ogólnikowymi sformułowaniami i zapewnieniami o pomocy i wsparciu na wypadek zwiększenia poziomu nacisku ze strony Rosji oraz wypowiedziami polityków stwierdzających, że wywieranie presji w ten sposób jest niedopuszczalne, Bruksela nie podjęła praktycznie żadnych konkretnych działań. Nie pojawiły się nawet mniej lub bardziej konkretne obietnice pomocy finansowej czy jakiegokolwiek innego wymiernego wsparcia na wypadek poważnego zaostrzenia relacji na linii Kijów – Mokwa. A powiązania gospodarcze pomiędzy Ukrainą a Rosją i krajami Unii Celnej są faktem, którego nie można ignorować. O ile Bruksela można patrzeć na ten problem z dystansem wynikającym choćby z oddalenia geograficznego, to z punktu widzenia przeciętnego obywatela Ukrainy, zatrudnionego w przedsiębiorstwie uzależnionym w 100% od zamówień z Rosji sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana.

Czego w takim razie Unia Europejska chce wymagać od Ukrainy? Pójścia na samotną wojnę gospodarczą z Rosją w imię europejskich wartości? Brzmi to oczywiście pięknie, ale trywializując można powiedzieć, że pięknymi ideami nikt się jeszcze nie najadł. O ile w perspektywie długookresowej korzyści z podpisania umowy stowarzyszeniowej i umowy o wolnym handlu są dla Ukrainy bezsprzeczne, to trzeba brać pod uwagę także najbliższe kilka miesięcy, których w wypadku konfliktu handlowego z Rosją i wobec dość trudnej sytuacji finansów państwa Ukraina zwyczajnie mogłaby nie przetrwać. Wydaje się, że w takich warunkach żaden odpowiedzialny rząd nie zaryzykowałby położenia na szali stabilności finansowej i gospodarczej swojego kraju.

Do szczytu Partnerstwa Wschodniego w Wilnie pozostał jeszcze tydzień i choć jak zostało powiedziane, prawdopodobieństwo zawarcia porozumienia jest w tym momencie praktycznie żadne, to Unia Europejska na nadal czas na działanie. Stwierdzenia wysokiej przedstawiciel ds. stosunków zewnętrznych UE Catherine Ashton że „przez decyzję rządu Ukraina wiele straciła” nic nie załatwią. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i zrozumieć, że presja ze strony Moskwy nie dotyczy tylko Ukrainy, ale jest wymierzona w całą UE i jej politykę realizowaną na wschodzie i to wobec kraju o tak kluczowym znaczeniu jakim jest Ukraina. Pytanie o to, co zrobi Bruksela pozostaje nadal otwarte.

Na Ukrainie już teraz mówi się o rozpoczęciu Euromajdanu, czyli masowych akcji protestów na rzecz integracji Ukrainy z UE. Takie wyrazy społecznego poparcia dla idei integracji z Europą są niezwykle ważne i mogą wpłynąć na decyzję ukraińskich władz – ale tylko w wypadku, kiedy solidarność z Ukrainą okaże również Unia Europejska. Na szali leży bowiem nie tylko kwestia podpisania umowy stowarzyszeniowej przez Ukrainę, ale także wiarygodność UE i jej zdolność do prowadzenia skutecznej polityki zewnętrznej.

Artykuł ukazał się na Portalu Polsko-Ukraińskim polukr.net