Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies .

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Styl Książka Anna Bikont: My z Jedwabnego

Anna Bikont: My z Jedwabnego

04 marzec 2013
A A A
Opublikowanie przez Jana Tomasza Grossa w 2001 r. książki „Sąsiedzi” miało charakter terapeutycznego wstrząsu pobudzającego do szerokiej dyskusji. Pokłosiem tej debaty była książka Anny Bikont wpisująca się w nurt publicystki starającej się pojąć niepojmowalne. Prowadzony przez Bikont dziennik, zbiór reportaży i esejów zabiera nas w świat odległy, często zapomniany (umyślnie?) i obcy. Opisując dzieje łomżańskich miasteczek i wsi autorka stara się nam przybliżyć i oddać ówczesne relacje pomiędzy społecznością polską a żydowską. Ukazując powiązania pomiędzy sprawcami a ofiarami pogromów w Jedwabnym, Radziwiłłowie, Wąsoczu dziennikarka i publicystka Gazety Wyborczej przedstawia nam tragizm sytuacji a wspominając o motywach zbrodni uwidacznia z całą mocą „banalność zła”.

Książka zajmuje się małym wycinkiem historii współżycia polsko-żydowskiego w trakcie wojny, ale poziom emocji jaki wywołała po opublikowaniu oraz, co dokładnie dokumentuje Bikont, w trakcie zbierania materiałów do pracy nie jest niestety nowy. Problem ten  zauważył zdecydowanie wcześniej Jan Błoński w ważnym eseju opublikowanym w Tygodniku Powszechnym: „Czytamy czy słuchamy rozważań o żydowsko-polskiej przeszłości i kiedy tylko dojdzie do nas zdarzenie, fakt, który nie najlepiej o nas świadczy, gorączkowo staramy się go pomniejszyć, wytłumaczyć, zbagatelizować. Nie jest nawet tak, abyśmy go chcieli ukryć czy zaprzeczyć, że miał miejsce. Czujemy przecież, że nie wszystko było w porządku. Jakże zresztą mogłoby być w porządku? Współżycie społeczności – jak współżycie jednostek – nigdy nie jest bez skazy. Cóż dopiero takie burzliwe, nieszczęśliwe współżycie. Nie umiemy jednak rozmawiać o nim spokojnie. Dlatego, że – świadomie czy nieświadomie – boimy się oskarżenia. Boimy się, że odezwie się strażnik-kret i powie, zajrzawszy w swoją księgę: ach, wyście także służyli śmierci? I wyście pomagali zabijać? Albo przynajmniej: patrzyliście spokojnie na żydowską śmierć?”

Słowa Błońskiego nie tracą na swojej aktualności również dziś, a patrząc wstecz na debatę wokół książek Grossa, których niejako pokłosiem jest książka My z Jedwabnego, widzimy ich realizm i oddanie problemu. W tym sensie książka Bikont jest próbą uzupełnienia naszego stanu wiedzy o okresie do 1945 r. ale pokazuje również jak żywy i trudny jest to temat współcześnie. Widać to dobrze na przykładzie oporu społeczności lokalnej przed upamiętnieniem zbrodni dokonanej sześćdziesiąt lat wcześniej oraz presji wywieranej na osobach chcących pomóc Bikont w odszyfrowaniu przeszłości.

Momentami autorka pisze swoją relację zbyt manichejsko, pomijając szarą strefę współżycia polsko-żydowskiego. Wynika to z prawdopodobnie zaangażowania w badanie trudnej historii, mało przyjaznego środowiska oraz nastawienia większej części społeczeństwa. Pomimo tego drugie wydanie My z Jedwabnego zasługuje na szczególną uwagę również z tytułu jego oprawy graficznej, uaktualnień oraz zamieszczonej na końcu tomu mapy poglądowej Jedwabnego z zaznaczeniem i opisaniem struktury społecznej ówczesnej społeczności.

Anna Bikont, My z Jedwabnego, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012, ss. 607.