Nieco ponad sześć miesięcy od ostatnich wyborów parlamentarnych, Hiszpanie zadecydowali po raz kolejny o tym, jak powinna wyglądać architektura władzy w parlamencie. Niedzielne wybory (26.06) powtórnie wygrała konserwatywna Partia Ludowa (PP). Na drugim miejscu, wbrew przedwyborczym sondażom, uplasowała się Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza (PSOE). Pozostała ona tym samym pierwszą siłą lewicy. Wyniki wyborów, które nie przyniosły żadnych istotnych zmian w układzie sił, rodzą poważne obawy o polityczną przyszłość kraju.
Konserwatyści z PP, którzy od samego początku byli typowani na zwycięzcę wyborów, zdobyli 137 z 350 mandatów w Kongresie Deputowanych. Z uwagi na fakt, iż nie zdobyli oni wymaganych 176 miejsc w izbie niższej parlamentu do posiadania mandatu większościowego, będą zmuszeni do znalezienia koalicjanta. Ostatnie sześć miesięcy pokazały, iż jest iście danaidowy trud.
Drugie miejsce przypadło socjaldemokratom z PSOE. Socjaliści, zdobywając w niedzielnych wyborach 85 mandatów, uzyskali najsłabszy wynik wyborczy od 1982 roku. W stosunku do grudniowych wyborów utracili 5 miejsc w Kongresie Deputowanych.
Największym przegranym wyborów może czuć się Pablo Iglesias oraz jego lewicowa koalicja Unidos-Podemos. Mimo wielu ambicji i wysiłków nie udało im się wyprzedzić PSOE. Było to bardzo prawdopodobne, gdyż wiele ostatnich sondażów przedwyborczych na to wskazywało. Lewicowa koalicja pod przywództwem Pablo Iglesiasa zdobyła 71 mandatów. Mimo zdobycia dwóch mandatów więcej w stosunku do grudniowych wyborów, koalicja ta utraciła ponad milion wyborców, gdy weźmie się pod uwagę liczbę oddanych głosów na każdą z partii z osobna. Tuż za podium znalazła się centroprawicowa partia Ciudadanos. Partia Alberto Rivery wejdzie do Kongresu Deputowanych z 32 mandatami.
Wybory przyniosły wyłącznie zmiany kosmetyczne. Prawica umocniła się minimalnie kosztem lewicy. Zmienił się natomiast klimat panujący w Hiszpanii. Decydenci są poddani o wiele większej presji, niż to jeszcze bywało chociażby 2-3 miesiące temu. Skonsolidowane głosy prawicy nie będą wystarczające do utworzenia rządu większościowego. Koalicja PP-Ciudadanos nie jest nawet planem A dla przywódcy ludowców Mariano Rajoya. 61-letni polityk oznajmił podczas niedzielnego przemówienia, iż jego preferowanym wyjściem jest wielka koalicja PP-PSOE.
Oba scenariusze wydają ciężkie do urzeczywistnienia, przynajmniej dopóki kandydatem na premiera rządu będzie Rajoy. Liderzy wszystkich trzech pozostałych partii twierdzą wspólnym głosem, iż posiada on polityczną odpowiedzialność za rozprzestrzenienie się korupcji w szeregach jego partii. „Jeśli nie dojdzie do zmian w tej kwestii, zasilimy szeregi opozycji” – oświadczył Rivera.
Na podstawie: elpais.com, bbc.com
Zdjęcie: flickr.com
