Morderczy wyścig o nominację Partii Demokratycznej dobiegł końca. Po prawyborach w Montanie Barack Obama ma już odpowiednią liczbę "swoich" delegatów i może szykować się do rozgrywki z McCainem o Biały Dom.
Media ostatecznie skreśliły Clinton z walki o partyjną nominację. Sami Demokraci uparcie milczą – widać, że są w kropce. Tymczasem sztab Hillary Clinton wypuszcza balony sondujące, czy ich kandydatka ma szansę dostać się do Białego Domu jeśli nie drzwiami, to oknem.
Gdyby prezydenta USA mogli wybierać Francuzi, Barack Obama mógłby już pakować walizki i wprowadzać się do Białego Domu. Powściągliwi i krytyczni wobec własnych polityków, mieszkańcy Francji dali porwać się Obamamanii.
Republikanie wybierają opłacalność. Pieniądze wydane na kampanię przeciwko Obamie to pewniejsza inwestycja. Nie ma natomiast sensu rujnować budżetu na Clinton, która i tak nominacji nie zdobędzie. A rozczarowanych jej porażką wyborców wujaszek McCain przyjmie z otwartymi rękami.
