Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies .

Akceptuję

Strefa wiedzy

Wykonanie: Delta Interactive
Back Jesteś tutaj: Home Strefa wiedzy Polityka Społeczeństwo informacyjne a manipulacja: generacja Always On

Społeczeństwo informacyjne a manipulacja: generacja Always On

10 grudzień 2013
A A A
Informacja od początku dziejów świata to podstawa istnienia życia. Wraz z jego następującą ewolucją na Ziemi, pojawieniem się człowieka, wytworzenia się języka mówionego oraz rozwojem technologicznym, informacja zaczęła nabierać nowego znaczenia, a w chwili obecnej prędkość dostarczenia informacji to kluczowy aspekt nie tylko dla bycia na szczycie popularności, zachowania poczytności lub wysokich wskaźników sprzedaży. To niezbędny już warunek skuteczności w biznesie, zarówno na poziomie krajowym, jak i międzynarodowym, strategii mediów, przedsiębiorstw czy korporacji transnarodowych, ale i polityce gospodarczej czy zagranicznej państw.
Image Człowiek rozumny, tak zwany Homo sapiens ma ok. 10 tysięcy lat. Tak podaje najpopularniejsze źródło w Internecie, czyli Wikipedia. Jeszcze 15 lat temu, aby uzyskać taką informację, było trzeba osobiście pofatygować się do biblioteki i wyciągnąć odpowiednie publikacje, by zapoznać się z interesującym nas tematem. Można było także zapytać się nauczyciela historii, który musiał przejść przez proces edukacji trwający wiele lat. W chwili obecnej taka informacja, na nasze życzenie, dociera do nas w kilka sekund od wpisania w wyszukiwarkę interesującego nas zagadnienia, niezależnie od miejsca gdzie się znajdujemy.

Od czasu wynalezienia odbiornika telewizyjnego, mówimy o sobie w kategoriach społeczeństwa informacyjnego Wraz z rozwojem technologii służących do przekazywania informacji, Internet oraz rozwiązania telekomunikacyjne sprawiły, że informacja nie jest już tylko wiadomością. Stała się towarem handlowym. Towarem, który ma bardzo wysoką wartość.

Wraz z rozwojem technologii komunikacyjnych oraz rozwojem sieci Internet pojawiły się nowe kanały komunikacji. W roku 1991, kiedy to Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa (NASK) odpowiadała za podłączenie Polski do Internetu, nikt nie zdawał sobie sprawy w jakim kierunku rozwinie się ten obszar komunikacji. Na początku lat dziewięćdziesiątych pierwszą globalną formą komunikacji była poczta elektroniczna, potocznie zwana mailem. Również w tym czasie pojawiały się pierwsze portale informacyjne, które z dnia na dzień stawały się coraz bardziej popularne. Wszystkie starały się przekazać najrzetelniejsze informacje w możliwie jak najszybszy sposób. Telewizja i radio przez ten proceder nie miały już takiego znaczenia, jak za czasów rozwoju gospodarczego. W  trakcie upowszechniania się mailingu powstawały także pierwsze komunikatory IRC, między innymi Gadu-Gadu oraz platformy wymiany informacji, tematyczne i ogólne, zwane potocznie forami internetowymi. Wszystkie te formy komunikacji miały wspólną cechę. Każdy z użytkowników był anonimowy, posiadał swój indywidualny nick – czyli ksywkę oraz awatar. Nikt nie afiszował się swoim wizerunkiem, imieniem i nazwiskiem. Jeżeli ktoś umieszczał swoje zdjęcie, pojawiało się ono na portalach typu „oceń mnie”, lecz nikt po za wyglądem nie wiedział, kto to jest, kim jest, skąd jest, jak się nazywa i ile ma lat. Nikt się o to nie pytał i nie było to ważne.

Media społecznościowe i nowe technologie

Tytuł tego artykułu dla wielu może być niejasny. Dlatego zanim można będzie przejść do meritum sprawy, wyjaśnić trzeba, czymże jest pojawiająca się na wstępie generacja Always On. Aby zrozumieć, co oznacza ten zwrot, nie można nie wspomnieć o człowieku, który przypadkiem wywrócił Internet do góry nogami, a rynek urządzeń elektronicznych musiał dostosować się do nowego sposobu komunikacji.

Kiedy w 2004 roku Mark Zuckerberg stworzył pierwszą wersję Facebook’a przeznaczoną dla studentów Uniwersytetu Harvarda, nie zdawał sobie sprawy z tego, jak jego pomysł zyska na popularności. Z każdym miesiącem zasięg portalu powiększał się. Do projektu zaczęło dołączać coraz więcej szkół, a w roku 2005 Facebook stał się globalną platformą wirtualnych spotkań towarzyskich. Nie byli to tylko studenci i uczniowie, ale wszyscy użytkownicy sieci, niezależnie od wieku.

W tym pomyśle teoretycznie nie było nic nadzwyczajnego, ale Zuckerberg w swojej idei założył, że użytkownicy nie będą anonimowi i każdy będzie podpisywał się swoim imieniem i nazwiskiem, poda swój adres zamieszkania, numer telefonu oraz adres mailowy, a nawet status związku. To wszystko przyozdobi nasze zdjęcie profilowe, po którym poznają nas nasi znajomi. Facebook miał za zadanie odświeżyć kontakty ze starymi znajomymi, kontaktować się z obecnymi, dzielić się informacjami oraz mediami (zdjęciami, filmami i muzyką), tworzyć grupy i panele dyskusyjne. Ta niewinnie wyglądająca koncepcja, której zasięg miał być jedynie w obrębie maksymalnie jednego stanu USA, okazał się hitem na skalę światową. Z dnia na dzień użytkowników przybywało a w szczytowym momencie popularności, portal liczył sobie ponad 1,3 miliarda userów i mówi się o nim, jako o trzecim państwie świata. Facebook stał się platformą wymiany informacji i komunikacji. Łączy w sobie wszystkie znane formy komunikacji internetowej, które pojawiły się od początku Internetu, z formami nowego sposobu komunikacji. Ważnym aspektem jest też fakt, że portal ten stał się kanałem RSS dla mediów. W praktyce oznacza to, że każda nowa informacja, pojawiająca się na stronie internetowej, stacji telewizyjnej, radia czy portalu internetowego, trafia jako krótka notka na ścianę Facebooka, co na bieżąco pozwala śledzić nam przekazywane treści.

Oczywiście poza Facebookiem zaczęły tworzyć się także inne społeczności, między innymi, Blip, Vimeo, fotograficzny odpowiednik Facebooka – Pinterest oraz Instagram. Nie można zapomnieć także o tym, że YouTube również jest siecią społecznościową, gdzie narodzili się vlogerzy i inni opiniotwórcy, którzy wypowiadają się swobodnie na każdy nurtujący ich temat. Portale wymienione wcześniej nie znalazły się tu przypadkowo. Wszystkie żyją ze sobą w ścisłej symbiozie. Oznacza to że udostępnianie informacji z portalu na portal odbywa się poprzez wybranie odpowiedniego odnośnika w zakładce, którą chcemy udostępnić.

Kiedy Facebook zyskał szczyt popularności, swoje profile zaczęły zakładać wszystkie popularne i ceniące się portale internetowe, gazety, stacje telewizyjne i radiowe, dzieląc swoje „fanpejdże” na działy tematyczne, tak samo jak podział występujący na stronie. Na Facebook’u zaczęło pojawiać się coraz więcej profili w postaci promocji-reklamy, informacji o firmach, usługach, stylu życia i wiele innych. Facebook stał się centrum życia Internetu, a większość użytkowników swój dzień zaczyna od uruchomienia komputera i sprawdzenia swojego konta na „fejsie”. Właśnie taki stan rzeczy spowodował, że użytkownicy chcieli mieć dostęp do tych serwisów w swoich smartfonach i innych dostępnych wtedy urządzeniach mobilnych, lecz pierwsze generacje nie pozwalały na pełny dostęp do treści internetowych.

W roku 2010, kiedy portal Zuckerberga zaczął wyznaczać potrzeby dostępu użytkowników do sieci społecznościowych, na ratunek przyszedł Steve Jobs, ówczesny prezes i mentor firmy Apple. Jobs zaprezentował światu nowy typ urządzenia – tablet iPad. Urządzenie to jak się okazało było i jest świetną alternatywą dla dużych, ciężkich, krótko działających komputerów przenośnych, a sprawdzenie poczty czy konta na Facebook’u ułatwiały dedykowane mu aplikacje.

iPad wyznaczył nowe trendy w komunikacji społecznej, a jego użyteczność skłoniła innych liczących się producentów do działania. W dniu dzisiejszym każdy z nas może kupić sobie smartfon lub tablet w cenie odpowiadającej nam lub w najbardziej pasującej konfiguracji i wyglądzie. Na polskim rynku jest kilka tysięcy urządzeń, które możemy kupić już od 200 zł i dają nam możliwość dostępu do Internetu.

Z uwagi na to, że w naszych telefonach i tabletach używamy aplikacji, czy przeglądarek internetowych, w których jesteśmy cały czas zalogowani do Facebook’a i innych portali społecznościowych, widzimy na bieżąco co dzieje się u naszych znajomych, kto napisał na jednym z naszych ulubionych „fanpejdżów” oraz dostajemy powiadomienia o nowych wiadomościach. Te wszystkie czynniki wpłynęły na to, że jesteśmy cały czas on-line. Dlatego jesteśmy Always On.

Media społecznościowe i nowe technologie – nowa płaszczyzna wymiany poglądów i doświadczeń, czy źródło manipulacji i kontroli?

Pojawienie się w Internecie Facebooka i Twittera oraz ich szybko rosnąca popularność zaczęła przyciągać do siebie różne grupy społeczne. Możliwość bezpłatnego założenia i korzystania z konta oraz tworzenia podstron typu fanpage, czy aplikacji pozwoliło wielu firmom i instytucjom na darmową promocję swojej działalności.

Dodatkowo, poprzez wyszukiwanie informacji potrzebnych nam w danej chwili w wyszukiwarce Google lub poprzez kliknięcia Lubię To!, generowana jest specjalnie dla nas reklama, która może i ma za zadanie nas zainteresować. Z pozoru niewinna funkcja selektywnego wyświetlania informacji to tak naprawdę nic innego jak reklama behawioralna. Jest to rodzaj reklamy, która pojawia się w naszej przeglądarce na podstawie tego, co ostatnio szukaliśmy w wyszukiwarce lub z jakiej strony korzystaliśmy. To samo tyczy się portalu Facebook. Reklama pojawiająca się z prawej strony to nic innego jak produkty czy usługi, wyselekcjonowane na podstawie naszych polubień. Z pozoru prosta i ciekawa funkcjonalność, która ułatwia nam życie jest szpiegowskim i podstępnym mechanizmem, który na podstawie tego co oglądaliśmy, lubimy i szukamy, buduje nasz profil, to kim jesteśmy i gdzie nas szukać oraz czym można nas zainteresować.

Przykładem potwierdzającym, w jakim stopniu jesteśmy inwigilowani była lista wyszukiwania 650 000 amerykańskich użytkowników wyszukiwarki AOL. Na liście tej każdy z użytkowników miał przypisany swój numer identyfikacyjny, a do każdego identyfikatora listę wysłanych zapytań. Na podstawie tego, co opublikował AOL dało się określić: skąd jest użytkownik, płeć, szacowany wiek, możliwe choroby, co lubi, co go interesuje. To, jak można wykorzystać tą listę przedstawił na łamach dziennika „The New York Times” David Gallagher. Pokazał jakie informacje można znaleźć na temat każdego z użytkowników sieci na podstawie tego, co znajduje się na serwerach przeglądarek oraz w jaki sposób można określić preferencje każdej jednostki.

Podobny mechanizm, o którym wcześniej wspominałem to jawny system „polubieni” na portalu Facebook. Różnica jest taka, że każdy z użytkowników tego portalu jest w stanie określić preferencje swoich znajomych, lecz w przypadku, kiedy to nasze dane są lustrowane przez osoby trzecie, mamy do czynienia z jawną inwigilacją.

Wspominając wcześniej o alokacji reklamy zwróconej bezpośrednio do danego użytkownika nie sposób nie wspomnieć także i o tym, jak wykorzystuje się nowe media do kreowania polityki. Sztandarowym przykładem jak zwykle będą Stany Zjednoczone, w których to na podstawie krytyki internautów oraz ich preferencji przedstawia się informacje, które nie są zazwyczaj korzystne dla społeczeństwa, lecz odpowiednio zmanipulowane zyskują poparcie większość elektoratu.

Przykładem jak to działa, jest sprawa ciągnąca się na całym świecie od kilku tygodni związana ze szpiegowaniem przez NSA obywateli USA. Okazało się przy tym wydarzeniu, że szpiegowani są również Europejscy przywódcy, ale tak naprawdę to społeczeństwo Amerykańskie było w tej sprawie najbardziej oburzone. Z powodu zaistniałej sytuacji, NSA czyli Agencja Bezpieczeństwa Krajowego wraz z telewizją National Geographic, przygotowały czterdziestopięciominutowy film pokazujący czym zajmuje się agencja. Oczywiście przez cały materiał przewija się informacja o szpiegowaniu i podsłuchiwaniu innych państw, lecz od początku filmu nie wspomniano o inwigilowaniu mieszkańców Ameryki. W pewnym momencie pada informacja o tym, że NSA nie szpieguje zwykłych użytkowników, lecz w innej części filmu jednak pojawia się informacja o kontroli telefonów wewnątrz kraju jak i po za granicami. Ten przykład pokazuje nam jak obrócić niezadowolenie społeczeństwa w stan neutralny lub potwierdzający słuszność działania rządu.

Reakcja na pojawiające się nowe informacje w tej sprawie oraz fala komentarzy spowodowała bardzo szybkie przygotowanie tego materiału przez telewizję (sam materiał emitowany był już w roku 2012, a jego powtórne emisje pojawiły się po podaniu informacji o inwigilacji obywateli przez NSA). Oczywiście nie jest to pierwszy tego typu przypadek. W Internecie na najbardziej obleganych portalach informacyjnych możemy spotkać się z tego typu działaniami lub kreowaniem pozytywnego obrazu dla jednej ze stron politycznych w taki sposób, by nie wyglądało to na stronniczość. Dodatkowo wykorzystanie mediów społecznościowych, głównie Twittera i Facebook’a, pozwala na szybkie przenikanie informacji do mas oraz odpowiednie preparowanie materiałów lub przedstawianie informacji wyrwanych z kontekstu, jako działanie na niekorzyść drugiej strony. Jak wiadomo, w sieci wystarczy impuls do reakcji mas i nowych chwilowych inicjatyw, które chwilowe są tylko z założenia, a wpływają długofalowo na to, co dzieje się na scenie politycznej.

Zostając przy mediach społecznościowych powiedzieć trzeba też jak ten kanał komunikacyjno-statystyczny wpływa na funkcjonowanie rządu USA. Od kiedy Twitter stał się w USA głównym kanałem informowania społeczeństwa o możliwych zmianach w prawie, inicjatywach i dialogu między politykami a elektoratem oraz potencjalnymi wyborcami, zaczęło się mówić o tym, że ta forma kontaktu między władzą a obywatelami pełni funkcję mini-referendów lub, co bardziej złośliwi pisali, o mini-konkursach na ustawy. Tak naprawdę ten typ informowania użytkowników-obywateli o prowadzonych zmianach okazał się mocnym wyznacznikiem statystycznym. Im więcej było głosów na nie, tym większa szansa na odrzucenie poprawki lub ustawy. Taki model działania oraz przystosowanie się do nowego typu mediów przez polityków pozwala na zwiększanie poparcia dla danego polityka lub ugrupowania.

Od kiedy profile na tych portalach posiadają dziennikarze i politycy, konwersacja z płaszczyzny telewizji, radia i prasy drukowanej przeniosła się do Internetu, a co ważne – wciąż pozostaje na otwartej arenie publicznej. Wymiana zdań nie kończy się, tak jak to ma miejsce w klasycznych mediach, czyli wraz z zakończeniem programu czy artykułu, tylko trwa do ustąpienia jednej ze stron lub nieskończonym rzucaniem kontrargumentów w czasie rzeczywistym.

To, co w chwili obecnej dzieje się na portalach społecznościowych czy w prasie elektronicznej, trudno jest jednoznacznie określić. Często zdarza się tak, że przedstawienie subiektywnego poglądu jednej ze stron lub osoby, kojarzone jest z chęcią manipulacji odbiorcami. Niestety, zdarza się także tak, że próba manipulacji jest odbierana właśnie jako zdanie danej strony, a efekt ten wzmacnia pozytywne przedstawienie danej informacji spowodowane inwigilacją użytkowników i dostosowaniem danego przekazu do grona odbiorców w taki sposób jak odzwierciedlają to statystyki zaczerpnięte z sieci.

Problemem w tym wszystkim pozostaje fakt, że społeczeństwo nie jest świadome tego, że korzystanie z sieci Internet nie jest bezpłatne. Płacimy za korzystanie z niego własną tożsamością, czyli najbardziej cennym towarem jaki posiadamy, a towar ten nielegalnie i coraz brutalniej wykorzystują agencje wywiadowcze, nie tylko USA, ale również innych państw, w tym Polski.

Postscriptum

W całym artykule jest wiele nazw własnych oraz zapożyczeń, których część osób może nie rozumieć. Znaczeń ich nie ma jednak sensu wyjaśniać, ponieważ „Google prawdę Ci powie”. Jako że tekst ten traktuje o manipulacji, to warto nadmienić, że Homo sapiens ma ok. 190 tysięcy lat. Zapewne nie wszyscy zwrócili uwagę na ten istotny fakt na początku tekstu. Tak właśnie działa manipulacja. Trudno jest określić, kiedy zostaną podane nieprawdziwe informacje, a przy narastającym ich napływie, zwłaszcza kiedy ich odbiorca nie chce lub nie umie ich najpierw selekcjonować, a w dalszej kolejności weryfikować, pewne czynności dezinformacyjne są tylko łatwiejsze. Biorąc pod uwagę skalę zjawiska i liczbę adresatów informacji staje się to coraz bardziej niebezpieczne. Warto pamiętać o tym, że każda ważna informacja powinna być sprawdzona co najmniej w trzech źródłach, przy tym nie muszą to być wyłącznie media krajowe.

Podobne podejście od roku 2011 prowadzi Wikipedia. Po pojawieniu się na jej łamach wielu fikcyjnych artykułów twórcy wprowadzili mechanizm moderacji danych i potwierdzenia autentyczności zamieszczonej treści, lecz pamiętać trzeba, że ten mechanizm nie jest jeszcze doskonały. Wikipedia jest przy tym jedynie przykładem, jako największa internetowa encyklopedia wiedzy, ale takie informacje co chwilę można znaleźć na największych portalach informacyjnych na całym świecie.

Niestety warto jest więc wciąż przypominać wszystkim użytkownikom Internetu, aby zawsze, najlepiej kilkukrotnie zastanawiać się i przemyśleć każdy publikowany w sieci tekst, komentarz, zdjęcie, nagranie czy innego rodzaju aktywności o pozornie nic nie znaczącym charakterze. Warto nie tylko analizować to, co się publicznie pisze i publikuje czy „anonimowo” odwiedza, ale także przyjmowane informacje – każdy popełnia błędy, ale nie wszyscy robią to przez przypadek.

Foto: rg.ru/PhotoXPress.ru
 
 
Bibliografia:

AOL – informacja na temat listy użytkowników z roku 2006: tutaj.
Przeprosiny AOL do użytkowników, których dane zostały przedstawione w zestawieniu wyszukiwanych haseł: tutaj.

Filmografia:

Wirtualna Rewolucja – Potęga darmowego dostępu do Internetu: Dr Aleks Krostoski, BBC® 2012.
NSA od kulis - Cybertajemnice Ameryki: National Geographic® 2012 (reedycja 2013).