Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Przełom, który może wszystko zmienić. Wybory prezydenckie w Austrii

19 maj 2016
A A A

W najbliższą niedzielę odbędzie się druga tura wyborów prezydenckich w Austrii, które pozwolą na wyłonienie nowej głowy państwa na najbliższe 6 lat. Wiele wskazuje na to, że nowym prezydentem Austrii zostanie kandydat nacjonalistyczno-liberalnej Wolnościowej Partii Austrii (FPÖ), Norbert Hofer. Bez względu na wynik, zarówno pierwsza, jak i nadchodząca druga tura wyborów zadecydowały, że są to najbardziej emocjonujące wybory prezydenckie od lat. Po raz pierwszy w powojennej historii Austrii prezydentem nie zostanie polityk związany z socjaldemokratami (SPÖ) lub chadecją (ÖVP). Czy ewentualne zwycięstwo Hofera oznaczać będzie początek przejmowania władzy w państwie przez partię, która nie kryje swoich neofaszystowskich korzeni?

Łagodne oblicze faworyta

Po pierwszej turze wyborów część społeczeństwa, jak również austriackie media były totalnie zaskoczone zwycięzcą, wywodzącym się – o czym ostatnio przy każdej okazji się przypomina – z powojennego ruchu neofaszystowskiego. Uwagę skierowano nie tyle na gigantyczny sukces Wolnościowej Partii Austrii, co na druzgocącą klęskę dwóch czołowych ugrupowań, które od przeszło 70 lat rozdają karty na austriackiej scenie politycznej. Socjaldemokraci i chadecy uzyskali łącznie poparcie rzędu 22 proc. i po raz pierwszy od 1945 roku nie będą mieli swojego prezydenta. 22 maja austriaccy wyborcy będą wybierali pomiędzy Norbertem Hoferem a Alexandrem Van der Bellenem, oficjalnie kandydatem bezpartyjnym, ale związanym z ugrupowaniem Zielona Alternatywa, uchodzącym w niektórych środowiskach za polityka “skrajnie lewicowego”, który w pierwszej turze zdobył 21 proc. głosów. Wyniki I tury wyborów były jednym z powodów rezygnacji Wernera Faymanna (SPÖ) z funkcji kanclerza Austrii.

Przedwyborcze sondaże wskazują, że faworytem drugiej tury jest Norbert Hofer. Znaczna część austriackich mediów nie bez nadziei zaznacza jednak, że “w przeciągu tych najbliższych paru dni wszystko może się jeszcze pozmieniać”. Można założyć, że jest to całkiem prawdopodobne, wziąwszy pod uwagę fakt, iż podczas pierwszej tury wyborów badania sondażowe wskazywały na innego zwycięzcę, a nie polityka z FPÖ. O ile Norbert Hofer za sprawą swoich poglądów politycznych nie należy do medialnych ulubieńców, to nie można mu odmówić poparcia austriackiego społeczeństwa, szczególnie wśród młodych wyborców.

45-letni Hofer, dotychczas słabo rozpoznawalny, w trakcie kampanii wyborczej wielokrotnie odwoływał się do kryzysu migracyjnego, który ma obecnie duży wpływ na społeczne nastroje. Kandydat FPÖ nie kryje się z tym, że nosi przy sobie pistolet, bo z powodu znacznego napływu imigrantów do Austrii obawia się o własne bezpieczeństwo. Jest także jednym z inicjatorów budowy ogrodzenia wzdłuż granicy kraju i postuluje ograniczenie wypłacania świadczeń socjalnych dla obcokrajowców. Wypowiada się również w przychylny sposób wobec ewentualnego wyjścia Austrii z Unii Europejskiej. Pomimo jasno wyrażanych poglądów Hofer zyskał sympatię wyborców, ukazując inną, nieco łagodniejszą twarz swojego ugrupowania, które dotychczas było kojarzone z jego wyrazistym i  kontrowersyjnym liderem, Heinzem-Christianem Strache.

FPÖ jak tornado pędzi po zwycięstwo

Choć wynik wyborów nie jest jeszcze przesądzony, rezultat pierwszej tury doskonale ukazuje zjawisko, które od dłuższego czasu jest widoczne w całej Europie. Od kilkunastu miesięcy otwarcie mówi się, że nastroje na kontynencie europejskim ulegają znacznej radykalizacji. Podobnie jest w przypadku Austrii. Po kilkudziesięcioletnim okresie spokoju i względnego dobrobytu gospodarczego, kraje tzw. Starej Europy zaczęły borykać się z problemami, które od czasów II wojny światowej i kilkunastu lat po jej zakończeniu nie były zjawiskiem powszechnym dla jej elit. Kryzys finansowy, który raz po raz w większym lub mniejszym stopniu stara się być łatany przez europejskie rządy, został odsunięty na dalszy plan przez obecnie znacznie większy i szerszy problem, jakim jest kryzys migracyjny, odczuwalny praktycznie w całej Europie. Brak konkretnych działań podejmowanych przez rządy każdego z państw, a także chaos i nieumiejętność podjęcia optymalnej decyzji przez władze UE przyczyniły się do znacznego wzrostu niezadowolenia Europejczyków z obecnych, niekiedy już przestarzałych elit politycznych. Zmęczona marazmem społeczność europejska doprowadziła do tego, że takie partie jak węgierski Ruch na rzecz Lepszych Węgier (Jobbik) czy francuski Front Narodowy - ugrupowania uchodzące za skrajnie prawicowe i nacjonalistyczne, przez lata zepchnięte na polityczny margines - zaczęły cieszyć się coraz większym poparciem wyborców w swoich krajach. W Niemczech antyimigrancka Alternatywa dla Niemiec odnotowuje obecnie poparcie oscylujące w granicach 15 proc.

Wolnościowa Partia Austrii, która wywodzi się z neofaszystowskiego ugrupowania Związku Niezależnych, nie do końca odżegnuje się od swoich kontrowersyjnych tradycji, podkreślając jednak, że chodzi tylko i wyłącznie o kwestie społeczno-ekonomiczne. Złośliwi twierdzą, że mimo gorących zapewnień FPÖ trudno nie zauważyć analogii do pierwowzoru, bowiem obecne poparcie partia zdobyła w dużej mierze dzięki coraz większym nastrojom antyimigranckim, odczuwalnym w każdym zakątku Austrii. Ruch antyimigrancki wygrał praktycznie wszędzie poza kosmopolitycznym Wiedniem, który od lat uchodzi za austriacką ostoję efektywnie prowadzonej polityki multikulturowej. Jak długo jeszcze? Ostatnie sondaże pokazują, że FPÖ cieszy się już blisko 30 proc. poparciem.

Dlatego przeciwnicy FPÖ sugerują, że Van der Bellen musi przekonać wyborców, iż gra toczy się nie tylko o władzę, ale także o przyszły kształt Austrii i jej przyszłość w Europie. Zwycięstwo prawicowego kandydata w pierwszej turze wyborów już teraz jest określane mianem “tornada, które wywróci austriacką scenę polityczną do góry nogami”. Zdaniem specjalistów bowiem wyścig narodowców po władzę skończy się nie tylko na urzędzie prezydenta - pierwsza tura wyborów jest sygnałem, że w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych FPÖ ma realną szansę na zwycięstwo. Do takiego scenariusza austriaccy politycy już teraz podchodzą bardzo poważnie. Van der Bellen zapowiedział, że w razie swojej wygranej odmówi nominacji na kanclerza Heinzowi-Christianowi Strache (na zdj.), jeżeli FPÖ odniesie zwycięstwo w przyszłorocznych wyborach.

Osamotnione Niemcy

Austriackie wybory prezydenckie są także szeroko komentowane w Niemczech. “Fala szoku wywołana trzęsieniem ziemi w Wiedniu dotarła do Berlina”, komentowano po pierwszej turze na łamach niemieckiego dziennika “Die Welt”. Nie da się ukryć, że wzrost poparcia dla wolnościowców w Austrii  może budzić niepokój kanclerz Angeli Merkel, która na własnym poletku obserwuje coraz większą sympatię dla radykalnych ugrupowań. Komentatorzy niemieckiej sceny politycznej otwarcie mówią, że w dobie kryzysu migracyjnego i prowadzonej przez nią kontrowersyjnej polityki w tej kwestii kanclerz Merkel staje się na europejskiej arenie coraz bardziej osamotniona. Czy, obserwując ciągle rosnący wzrost poparcia dla Alternatywy dla Niemiec, Merkel zakłada, że austriacki scenariusz może zostać powielony także przez Niemcy?

Niemiecki “Der Spiegel” jako ciekawostkę podał, że na kilku plakatach wyborczych obydwu kandydatów zwolennicy każdej z opcji dopisali odręcznie hasła mające przekonać do wyboru właściwego kandydata. Na jednym z nich nad głową Alexandra Van der Bellena widnieje napis “Nie wystarczy nie lubić niebieskiego (aluzja do koloru przypisanego FPÖ) – trzeba jeszcze wybrać zielony”. Z kolei na plakacie z Norbertem Hoferem można przeczytać: “Nareszcie przełom! Nareszcie nadzieja”. Za którym hasłem podążą Austriacy? Czy przypadkiem swoim wyborem wyznaczą drogę nie tylko dla swojego kraju, ale również i całej Europie?

Anna Piwowarczyk