Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

W co gra Netanjahu z Obamą?

22 marzec 2015
A A A

W ostatnich tygodniach Premier Izraela Benjamin Netanjahu po raz kolejny pokazał, że jest w stanie zrobić wszystko, aby utrzymać się przy władzy. Nawet jeśli to oznacza pogorszenie relacji izraelsko-amerykańskich, czyli z najważniejszym sojusznikiem. Nawet jeśli istnieje potrzeba wypowiedzi, którą każdy inteligentny człowiek szybko uzna za kłamstwo, będzie kłamał bez mrugnięcia okiem. Kluczem do zrozumienia osobowości Netanjahu jest wzięcie za oczywiste tego, że troszczy się on tylko o dwie rzeczy: zachowanie władzy oraz utrzymanie izraelskiej kontroli nad Wzgórzami Golan i na okupowanych terytoriach palestyńskich.

Zwycięstwo wyborcze Netanjahu w wyborach parlamentarnych, które odbyły się 17 marca,  wstrząsnęło zarówno izraelskimi liberałami, jak również zagranicznymi obserwatorami. Byli oni przekonani, że zwykli ludzie są bardziej zainteresowani kwestiami ekonomicznymi państwa niż bezpieczeństwem, a kontrowersyjne wystąpienie Premiera Izraela przed amerykańskim Kongresem nie tylko nie pomoże mu podnieść słupków w sondażach, ale faktycznie wywołała ostry sprzeciw wobec pogarszających się jego relacji z najważniejszym sojusznikiem, czyli Stanami Zjednoczonymi.

Wydawało się, że mit bezkompromisowego „Komandosa Bibiego” przestał działać. Zgodnie z ostatnim sondażami w przeddzień wyborów, Likud miał szansę zdobycia 20 mandatów, podczas gdy jego główny rywal - Unia Syjonistyczna utrzymywała stałe poparcie na poziomie 24 mandatów. W bliskowschodnich mediach stawiano tezę, że Netanjahu przez długotrwałe sprawowanie władzy już nie rozumie swoich wyborców. Okazało się jednak, że „Bibi” rozumie ich znacznie lepiej niż ktokolwiek inny.

Na kilka dni przed wyborami zaapelował do członków Likudu, że potrzebuje ich jak plemienia, które będzie bezkrytycznie lojalne wobec swojej partii, jak Anglik jest lojalny swojej drużynie piłkarskiej. W wywiadzie dla witryny informacyjnej NRG, będącej własnością izraelskiego miliardera Sheldona Adelsona, Netanjahu wyraźnie stwierdził, że nigdy nie pozwoli na utworzenie państwa palestyńskiego. Na Facebooku i Twitterze, a także poprzez sms-y prowadził ofensywną kampanię, wzywając do głosowania na Likud. Wykorzystywał przy tym populistyczne wypowiedzi zawierające twierdzenia, że lewicowe rządy podzielą Jerozolimę i powrócą do granic sprzed 1967, pozostawiając Zachodni Brzeg otwarty dla Państwa Islamskiego, które będzie posiadało tu swoją placówkę z widokiem na Tel Awiw i lotnisko Ben Gurion.

W dniu wyborów Netanjahu opublikował 30 sekundowe nagranie video, na którym stojąc przy mapie Bliskiego Wschodu mówił o potrzebie utworzenia dodatkowych rezerw armii dla zapewnienia bezpieczeństwa narodowego oraz utrzymania rządu prawa. Ostrzegał przed Arabami oraz zwolennikami lewicowych organizacji, masowo udającymi się do lokali wyborczych, używając  terminu" Tzav 8 ", który odnosi się do mobilizacyjnego wezwania do armii. Wbrew opiniom publicystom zajmującym się izraelską polityką, grając bezpieczeństwem pańswa, Netanjahu ponownie wygrał wybory.

Urzędnicy Białego Domu przekonują, że Izrael odrzucając powstanie palestyńskiego państwa, poniesie konsekwencje na arenie dyplomatycznej. Kilka miesięcy temu dziennik Haaretz informował, że wyciekł dokument Unii Europejskiej, w którym określone są sankcje, które zostaną nałożone  na Izrael w przypadku odrzucenia negocjacji w przedmiocie wycofania wojsk z Zachodniego Brzegu i utworzenia państwa palestyńskiego. Wydawało się, że Benjamin Netanjahu poszedł za daleko. Ale potem nastąpiła całkowita zmiana frontu. W czwartek 19 marca, zaledwie dwa dni po wyborach, Netanjahu spokojnie powiedział w wywiadzie dla amerykańskiej stacji NBC, że to nie on w rzeczywistości odrzucił ideę dwóch odrębnych państw. Przeciwnie, to palestyński Prezydent Mahmud Abbas odmówił uznania Izraela jako państwa żydowskiego, a ponadto zawarł pakt z Hamasem w celu zniszczenia Izraela.

Pytanie brzmi, jak długo Stany Zjednoczone będą znosić zmiany nastrojów Premiera Izraela. „Bibi” Netanjahu jednego dnia po hebrajsku, bardzo jasno i bez dwuznaczności mówi, że nigdy nie pozwoli na powstanie państwa palestyńskiego, po czym dwa dni później, amerykańskiemu dziennikarzowi w języku angielskim, mówiąc płynnie bez obcego akcentu, że nie miał na myśli tego, co powiedział.

Benjamin Netanjahu nie pierwszy raz zachowuje się w taki sposób. W 2009r. przemawiając na Uniwersytecie Bar-Ilan wprawił w zdziwienie prawicowych zwolenników ogłaszając, że jest w stanie zaakceptować utworzenie niepodległego państwa palestyńskiego. Powiedział wówczas: „w mojej wizji pokoju, w tym małym kraju, dwa wolne narody mogą żyć w przyjaźni i wzajemnym szacunku." Następnie, w okresie przygotowań do wyborów stwierdził, że „zmieniła się rzeczywistość. Istnienie dwóch państw nie jest już opłacalne”.

Czwartkowa wypowiedź wydaje się być jego kolejną zmianą podejścia do sprawy palestyńskiej. Na pytanie Andrei Mitchell na ekranie NBC odpowiedział: „Ja nie zmieniam swojej polityki. Nie chcę rozwiązania jednopaństwowego. Chcę trwałego rozwiązania przewidującego dwa państwa. Ale żeby to było możliwe, okoliczności muszą się zmienić”. Ponadto zapewniał, że „Izrael nie ma większego sojusznika niż Stany Zjednoczone” wskazując, że „jest tak wiele dziedzin, w których musimy współpracować z USA”.

Zdaniem amerykańskich publicystów taka zmiana polityki Netanjahu jest wyraźną próbą poprawy stosunków z Białym Domem, które z powodu ostrych sporów wokół Iranu i procesu pokojowego są najgorsze w historii współpracy obu państw. Trzeba podkreślić, że Benjamin Netanjahu oraz Barack Obama w niewielkim stopniu próbują ukrywać swoje osobiste animozje. Obserwatorzy stosunków izraelsko-amerykańskich często podkreślają ich wzajemną niechęć, ale rzadko starają się ją wyjaśnić. Niechęć Prezydenta Obamy do izraelskiego szefa rządu zdaniem wielu jest tak intensywna, że przekłada się również na wyższych urzędników obu gabinetów.

Kością niezgody od lat jest państwo palestyńskie oraz budowa nowych osiedli żydowskich na terytoriach palestyńskich. Ostatni spór dotyczący polityki wobec Iranu tylko dolewa oliwy do ognia.

„Po tym, jak Netanjahu wygrał wybory, prowadząc agresywną kampanię przeciwko państwu palestyńskiemu oraz przeciwko potencjalnej umowie nuklearnej Obamy z Iranem, pytanie nie brzmi czy prezydent (Barack Obama) i premier (Benjamin Netanjahu) mogą naprawić stosunki, ale czy Obama w ogóle spróbuje” – napisał w czwartkowym wydaniu dziennik „New York Times”. Według amerykańskiej gazety Ameryka może teraz nie zgodzić się na przyjęcie przez Radę Bezpieczeństwa ONZ rezolucji w sprawie istnienia dwóch państw, palestyńskiego i izraelskiego, zgodnie z którą Izrael pozostałby w granicach z 1967r.

Barack Obama w czwartek wieczorem, czyli dwa dni po wyborach, zadzwonił do Netanjahu, by pogratulować mu zwycięstwa. Jak podał Biały Dom, amerykański prezydent podkreślił w rozmowie z premierem Izraela „wagę, jaką Stany Zjednoczone przywiązują do bliskich wojskowych relacji oraz współpracy w obszarze wywiadu i bezpieczeństwa z Izraelem”. Obaj przywódcy zgodzili się dalej konsultować co do szeregu kwestii, „włączając w to trudną drogę w kierunku rozwiązania konfliktu palestyńsko-izraelskiego”.

Amerykański przywódca potwierdził wieloletnie zaangażowanie USA w rozwiązanie polegające na istnieniu dwóch państw, którego rezultatem będzie bezpieczny Izrael obok suwerennej Palestyny – podkreślił Josh Earnest. Obama miał w rozmowie z Netanjahu zapewnić, że negocjowana z Teheranem umowa w sprawie irańskiego programu nuklearnego ma zapobiec wejściu przez Iran w posiadanie broni jądrowej.

Benjamin Netanjahu jest zmuszony przemyśleć swoją politykę zagraniczną w kolejnej kadencji. Z pewnością będzie brał pod uwagę to, że stosunki z USA będą uzależnione od jego osobistych relacji z amerykańskim przywódcą, ponieważ Barackowi Obamie do zakończenia kadencji pozostały jeszcze dwa lata. Umowa nuklearna z Iranem zdaniem wielu światowych przywódców, jest kluczem dla globalnego bezpieczeństwa jądrowego i nie może się udać bez izraelskiego poparcia. Premier Izraela ponadto powinien zdawać sobie sprawę, że Hamas będzie prowadził swoją wojnę tak długo, dopóki Palestyna nie będzie państwem suwerennym. Natomiast Barack Obama musi rozważać, że powrót do granic sprzed „Wojny Sześciodniowej” w 1967r. poważnie pogorszy bezpieczeństwo Izraela.

Barack Obama ma jednak ograniczone możliwości z uwagi na brak większości w Kongresie. Wpływowy senator republikański John McCain w wywiadzie dla CNN, że Kongres ograniczyłby finansowanie ONZ, gdyby Rada Bezpieczeństwa zatwierdziła rezolucję o utworzeniu Palestyny. Sygnał skierowany jest faktycznie do Obamy na wypadek, gdyby rzeczywiście chciał przeforsować palestyńską państwowość w Radzie Bezpieczeństwa z pominięciem Kapitolu. Amerykański rząd pokrywa aż 1/5 budżetu ONZ (ponad 600 mln USD), co jest dla lobby izraelskiego w USA istotną kartą przetargową.

Sojusz między USA a Izraelem przynosi obopólne korzyści. Izrael jest głównym beneficjentem amerykańskiej pomocy zagranicznej i jednocześnie jednym z najlepszych klientów amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego. Izrael od początku swego istnienia od USA otrzymał 74 mld USD, a w ubiegłym roku 3,1 mld USD. Oba kraje prowadzą wspólne ćwiczenia wojskowe, a ich wywiady i siły specjalne ściśle współpracują w walce z terroryzmem. Czy jest to możliwe, że Barack Obama może nie zdawać sobie sprawy, jakie obecnie znaczenie dla CIA na Bliskim Wschodzie ma współpraca ze służbami izraelskimi?

Źródło: Haaretz, Times of Israel, New York Times, Foreign Policy, Jerusalem Post