Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies .

Akceptuję

Strefa wiedzy

Wykonanie: Delta Interactive

Oddech chińskiego smoka na europejskim niebie. Zagrozi potentatom?

10 grudzień 2015
A A A
Chiny zaprezentowały  swój pierwszy duży samolot pasażerski - C919. Planowany zasięg i pojemność robią wrażenie. Czy jednak można powiedzieć, że Chińczycy rzucili rękawicę światowym potentatom w produkcji samolotów pasażerskich takim, jak Airbus czy Boeing?
 
Na początku listopada chińska państwowa firma COMAC zaprezentowała w Szanghaju samolot C919. To pierwszy duży samolot pasażerski stworzony przez chińskiego producenta. Zasięg maszyny ma wynosić do 5,5 tys. km, a zatem może stanowić realną konkurencję dla Airbusa i jego modelu A320 czy Boeinga z jego 737. Zamówiono już ponad pół tysiąca sztuk tego samolotu, a plany mówią o 2 tys. w ciągu 20 lat. Czy można zatem powiedzieć, że Chińczycy rzucili rękawicę światowym potentatom w produkcji samolotów pasażerskich?
 
Zachód w Państwie Środka
 
Źródło: Wikipedia CommonsJeśli już trzymamy się tej analogii, to jest to co najwyżej "rękawiczka" i chyba nawet nie ich własna. Po pierwsze, pasażerowie (jednorazowo nawet 174) zasiądą w fotelach seryjnie produkowanych C919 dopiero w 2019 r. Do tego czasu tylko Airbus wzbogaci się o co najmniej 15,5 miliarda euro. Pod koniec października chińskie władze poinformowały o zakupie dla narodowego przewoźnika 130 samolotów tej europejskiej spółki (30 szerokokadłubowych A330s i 100 wąskokadłubowych A320s). Część prac montażowych zostanie ulokowana w specjalnej strefie wolnocłowej Tianjin. Za 150 mln euro powstanie tam centrum wyposażenia i dostaw samolotów A330 nadzorowane przez spółkę zależną Airbusa.
 
Po drugie, jeśli do inwestycji Europejczyków dodamy plany Boeinga budowy (pierwszej zagranicznej) fabryki na wschodnim wybrzeżu Chin, to może się okazać, że podzespoły dla COMAC będą produkowały także i te firmy. Czyli znów chińskie pieniądze wrócą do zagranicznych koncernów - stąd ta "nie własna rękawiczka". I poza zyskiem z przeniesienia produkcji do tańszego wschodu, będą one także liczyły zyski z dodatkowych zamówień na części. Ale nie musimy wcale sięgać daleko po przykłady. Z rodzimego podwórka można wymienić chociażby Aero AT z Mielca (de facto należąca do Chińczyków), która w Chinach zamierza produkować samolot M-20 Mewa. Łączna wartość inwestycji wynosi 150 mln dol. A wracając do części i podzespołów - tych będzie potrzebnych niemało.
 
Chiński smok goni Europę
 
Komisja Europejska wyliczyła, że tylko w regionie Azji i Pacyfiku wzrost w pasażerskim ruchu lotniczym będzie wynosił 6 proc. rocznie, a do 2034 roku w regionie tym odbywać się ma 40 proc. ruchu lotniczego. Z kolei w 2023 r. Chiny mają wyprzedzić USA i stać się największym rynkiem lotniczym pod względem liczby przewożonych pasażerów. Obok takich prognoz nie można przejść obojętnie. Grunt, to jednak odpowiednie wykorzystanie sytuacji. Dlatego nie dziwi fakt, że europejskie firmy postanowiły - choć w części - zostać beneficjentami tego lotniczego popytu. 
 
Działania Chin w Europie może nie są aż tak spektakularne, niemniej też warto je śledzić. Zważywszy, że kolejne przyczółki zdobyły u naszych południowych sąsiadów. Od września można z Pragi polecieć do Pekinu. Swoją drogą, także w stolicy Czech ma powstać oddział Bank of China.
 
Tyle biznes, a jak na działania Chin w przemyśle lotniczym reagują państwa UE i sama UE? Otóż Komisja Europejska przedstawiła pierwszą, kompleksową europejską strategię w dziedzinie lotnictwa. Ale to już zupełnie inna opowieść..., a nawet ciąg dalszy opowieści o podniebnej krucjacie chińskiego smoka...
 
Radosław Fellner