Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Netanjahu (jeszcze) żyje
Fidesz i europejska centroprawica na rozdrożu
Mołdawia: wybory parlamentarne w cieniu skandali korupcyjnych
Izrael (nie) dogaduje się z Rosją
Nowa szansa dla Macedonii
Rosja i Iran utemperowały Turcję
Decydujący rok dla SPD
Rijad traci Rabat

Reklama

Strefa wiedzy

Mariusz Marchliński: Dżihad, wersja europejska - light

29 styczeń 2008
A A A
Europa coraz bardziej staje się prowincją islamu, kolonią islamu - napisała Oriana Fallaci w swojej książce "La Forza della Ragione" ("Siła rozsądku"). Włoska dziennikarka miała rację: Europa - od wieków ostoja chrześcijaństwa - szybko poddaje się islamowi.

Allah yes, yes, yes; Chrystus no,no,no

Dwa czynniki wpływają na ten proces. Pierwszy to wypalenie się chrześcijaństwa. Europejczycy stają się społeczeństwem postchrześcijańskim, które traci więzi ze swą tradycją i wartościami historycznymi. Przez dwa ostatnie pokolenia liczba wierzących i praktykujących chrześcijan zmalała tak drastycznie, że niektórzy obserwatorzy nazywają Europę kontynentem bezreligijności. W Wielkiej Brytanii analitycy obliczają, że tamtejsze meczety gromadzą co tydzień więcej wiernych niż kościoły anglikańskie.

Drugim czynnikiem jest dramatyczny spadek liczby urodzeń. Rdzenni Europejczycy wymierają. Aby zachować obecną liczbę ludności, każda kobieta powinna rodzić więcej niż dwoje dzieci. W Unii Europejskiej ten wskaźnik wynosi 1,5 i nadal spada. Jeśli tendencje demograficzne się utrzymają, a imigracja zostanie przerwana, to liczba ludności w krajach UE spadnie z 375 mln do 275 mln w 2075 roku. Aby utrzymać rynek pracy na stałym poziomie, UE potrzebuje 1,6 mln imigrantów rocznie. By proporcja ludności czynnej zawodowo do emerytów i rencistów została zachowana, co roku powinno przybywać do Europy aż 13,5 mln imigrantów.

Niedobory wypełnia ludność muzułmańska. Chrześcijaństwo słabnie, a islam jest prężny, apodyktyczny i ambitny. Europejczycy się nie rozmnażają, stając się społeczeństwem coraz starszym, a młodsi muzułmanie mnożą się szybko.

5 proc. ludności UE (prawie 20 mln) uważa się za muzułmanów. Jeśli trendy demograficzne się utrzymają, w 2020 r. co dziesiąty Europejczyk będzie wyznawcą islamu. Jeśli niemuzułmanie będą uciekać od nowego, islamskiego porządku, a to wydaje się możliwe, kontynent europejski za kilka dziesięcioleci będzie w przeważającej części muzułmański.

Europejscy muzułmanie w zamkniętej twierdzy

W 1980 roku Rada Islamska Europy wydała książkę o społecznościach muzułmańskich w krajach Europy, zatytułowaną The Problems of Muslim Minorities and their Solutions. Jej sens sprowadza się do stwierdzenia, że muzułmanie żyjący jako mniejszość, napotykają dużo problemów natury religijnej, gdyż życia w zgodzie z prawem koranicznym nie da się połączyć z ideą społeczeństwa obywatelskiego. Dlatego duchowni muzułmańscy sugerują, żeby wyznawcy Allaha tworzyli zamknięte zbiorowiska z własnymi ośrodkami religijnymi, pielęgnującymi prawo koraniczne. Radzą, by unikać integracji ze społeczeństwami europejskimi, chyba że w celu szerzenia islamu. Tak też się dzieje. Przez lata wstydliwie przemilczana, niepoprawna politycznie, kwestia integracji muzułmanów spędza dziś sen z powiek europejskim politykom.

Absurd politycznej poprawności

Wydaje się, że Europa nie daje sobie z tym rady. Wskazuje na to chociażby pomysł, że "dżihad" oraz wyrażenie "islamski fundamentalista" mają zniknąć ze słownika eurokratów. W UE będzie obowiązywał leksykon, w którym wyjaśniono, jak mówić, by nie urazić muzułmanina. Bruksela wydała nawet w tym celu specjalny podręcznik dla urzędników UE. Po co? Ano po to, żeby żaden z nich w oficjalnej wypowiedzi nie połączył choćby nieświadomie islamu z terroryzmem. W przypadku wypowiadania się na tematy związane z atakami terrorystycznymi albo wojną z terroryzmem należy unikać jak ognia używania ofensywnego słownictwa - brzmi jedno z zaleceń.

Ze słownika można dowiedzieć się np., że dżihad to dla muzułmanów nie tyle święta wojna z Zachodem, co wewnętrzna walka dobra ze złem, w której zwyciężyć powinny nakazy Koranu. Zamiast "islamski terroryzm" eurokraci mają mówić "terroryści, niesłusznie powołujący się na islam".

Źródłem jest tu nie tyle obsesyjna poprawność polityczna, co po prostu dbałość o bezpieczeństwo UE w obliczu zagrożenia terroryzmem. Dzięki złagodzeniu słownictwa muzułmanie nie będą czuli się w Europie tak bardzo wyobcowani.

To jedynie kolejny przykład tego, że Unia Europejska jest nie tylko przesadnie politycznie poprawna, ale także oderwana od rzeczywistości. Przywódcy Wspólnoty żyją chyba na innej planecie niż reszta z nas. Najzabawniejsze jest to, że przewodniczący Komisji Europejskiej, Jose Manuel Barroso, który z jednej strony bronił papieża Bendykta XVI, kiedy ten dość ostro wyraził swoje poglądy na temat muzułmanów, a z drugiej aprobuje kodeksy politycznej poprawności.

Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że dla wielu europejskich polityków problemem nie są ekstremiści muzułmańscy, a szybciej ci, którzy głośno o nich mówią. Swego czasu, duński dziennik Jyllands-Posten opublikował cykl artykułów, poświęconych wolności słowa. Redakcja zaprosiła kilkunastu grafików do narysowania Mahometa co dla wyznawców islamu jest świętokradztwem. Niedługo później Saudyjczyk Abd al-Azis Otman al-Twaidżiri, sekretarz generalny Islamskiej Organizacji ds. Wychowania, Nauki i Kultury zapowiedział, że organizacja wezwie rządy państw islamskich do politycznego i ekonomicznego bojkotu Danii. Doszło do ulicznych zamieszek, a policja musiała powstrzymywać ludzi, próbujących się wedrzeć do siedziby gazety. Muzułmańska ekstremistyczna organizacja Jamaat-e-Islami, działająca w Pakistanie, wyznaczyła nagrodę pieniężną za zabicie autorów tekstów i portretów. Jedenastu ambasadorów państw islamskich w Kopenhadze, z polecenia swych rządów wystąpiło ze zbiorowym protestem przeciwko lekceważącemu traktowaniu muzułmanów w Danii. Domagali się, by jej premier przeprosił za postępowanie gazety i potępił je.

Czy to normalne, aby władze innych państw żądały od premiera rządu przeprosin za artykuł w gazecie? Tym bardziej, że w tym samym czasie, palestyńska telewizja emitowała teledysk Piekło w Rosji, który zachęca do mordowania Rosjan. Nagrania muzyki młodzieżowej, zawierające kazania imamów saudyjskich, nawołujących do mordowania niewiernych, można kupić na stronach internetowych wydawanych przez francuskich muzułmanów gazet. Sztuki teatralne pokazywane na ulicach Indonezji czy Malezji, okraszone są scenami ścinania głów niewiernych. Rzekomy akt profanacji świętej księgi Koranu w bazie Guantanamo autorytety publiczne uznały za skandal podczas gdy trzystu muzułmanów przed ambasadą USA w Londynie, którzy na oczach przechodniów spalili duży drewniany krzyż i pluli na zdjęcia papieża, doczekało się jedynie gazetowej wzmianki. Czy jest możliwe, żeby europejscy politycy domagali się zamykania arabskich gazet, na łamach których nazywa się ich synami świni? Musieliby to czynić prawie codziennie. Bardzo dobrze powiedział jeden z polityków niemieckiej SPD, Ehrhart Koerting, mówiąc: Kto odrzuca model zachodniego społeczeństwa i uważa je za diabła, ten powinien opuścić Niemcy. Niestety ów polityk niemiecki „oberwał” od kolegów partyjnych i organizacji muzułmańskich.

{mospagebreak} 

Myślę, iż Koerting prezentował w pełni logiczne podejście - jeżeli ktoś nie zgadza się na wartości obywatelskie panujące w Europie czy Ameryce oraz uważa je za śmiertelne niebezpieczeństwo to powinien opóścić ten region i wrócić do swoich korzeni. Będzie wilk syty i owca cała.

Europejscy talibowie

Faktem jest, że muzułmanie – z wyboru lub konieczności ekonomicznej – grupują się w odizolowanych dzielnicach. Częstokroć odmawiają integracji i unikają kontaktów z większością społeczeństwa. Wielu francuskich muzułmanów nie zna nawet języka, mimo że mieszkają w tym kraju ponad dwadzieścia lat. Potajemnie działają sądy muzułmańskie, które wymierzają kary i udzielają ślubów zgodnie z Koranem. Francuskie władze szacują, że w Marsylii, gdzie jedna czwarta spośród 800 tysięcy mieszkańców to muzułmanie, jest około tysiąca nielegalnych meczetów, w których radykalni imamowie nauczają nienawiści wobec niewiernych. Meczety powstają za pieniądze zagranicznych organizacji i to one sprawują kontrolę nad tym, kto świątyniami kieruje i czego w nich uczy. Nad wszystkim czuwają sprowadzani z krajów arabskich duchowni, których poglądy nawet w średniowieczu uznano by za radykalne. W tolerancyjnej Holandii, jeden z duchownych głosił, że szarijat jest najlepszym prawem na świecie, i powinien zastąpić wszystkie istniejące obecnie prawa. Muhammad Gelle, były szef organizacji muzułmańskich w Danii stwierdził, że kobiety same są sobie winne, że są gwałcone: są nieczyste i nie są chronione przez święty Koran. Islam jest wielki i będzie panował nad światem, jak to święty Koran przewidział. Będąc na gościnnych występach we Włoszech, australijski działacz muzułmański Faiz Mohammed podczas debaty telewizyjnej poinstruował zdumioną publiczność, że kobiety gwałcone powinny być karane, jeśli w czasie gwałtu były ubrane „nieprzyzwoicie”.

Nauki nie idą w las, o czym najboleśniej odczuwają ci reprezentanci mniejszości muzułmańskiej, którzy chcieliby zerwać z tradycją. Holenderska Rada ds. Rodziny bije na alarm. Kobiety z muzułmańskich rodzin żyją w niewoli, którą tworzą im ich mężowie. Częstokroć są bite, gwałcone i zastraszane. Od 1999 roku w Niemczech ofiarą morderstw popełnionych w celu ratowania honoru rodziny padło 89 głównie młodych, kobiet (dane z 2006 roku). Znany jest przypadek 23-letniej Turczynki Hatun Sueruecue, zamordowanej przez własnych braci. Urodzoną w Niemczech rodzina zabrała do Turcji i zmusiła do poślubienia kuzyna. Dwa lata później dziewczyna wróciła do Niemiec. Zerwała kontakty z rodziną i przestała nosić nakrycie głowy. Poszła do pracy i założyła rodzinę. Gdy napomnienia braci, by powróciła do trybu życia zgodnie z islamem, nie przyniosły skutku, została zastrzelona przez najmłodszego brata.

Recepty na przyszłość

Mogą zajść w Europie zmiany, które doprowadzą do odnowy wiary chrześcijańskiej, wzrostu liczby narodzin lub kulturowej asymilacji imigrantów. Takie procesy są teoretycznie możliwe, lecz trudno sobie wyobrazić, co mogłoby je wywołać.

Szansą jest rozwój społeczny muzułmanów. Doprowadziłoby to do muzułmańskie kobiety do przyjęcia modelu bardziej świadomego macierzyństwa, a całą społeczność do umiejętności życia w zróżnicowanym społeczeństwie. Ponadto, jeśli świat islamski by się zmodernizował, emigracja do Europy przestałaby pociągać muzułmanów i liczba emigrantów by spadła.

Sposobem na zatrzymanie islamizacji Starego Kontynentu jest też przyjęcie imigrantów spoza świata muzułmańskiego. Latynosi jako chrześcijanie pozwoliliby Europie utrzymać historyczną tożsamość, a Hindusi i Chińczycy przyczyniliby się do większego zróżnicowania kulturowego, co osłabiłoby dominację islamu.

Wszystko wskazuje na to, że islamizacja Europy nastąpi, bo Europejczycy uważają rodzenie dzieci, zahamowanie nielegalnej imigracji lub nawet zróżnicowanie źródeł pochodzenia imigrantów za zbyt trudne. Zamiast działać, wolą poddawać się cywilizacyjnemu uwiądowi.

Europa potrafiła się wznieść na wyżyny powodzenia materialnego i utrzymać pokój, równocześnie wykazując wyjątkowe niedołęstwo w zapewnieniu sobie przetrwania. Wolfgang Lutz, znany demograf, zauważył, że negatywny pęd dotychczas nie ujawnił się na tak wielką skalę w historii świata.

Tym negatywnym pędem stało się również i to, że w krajach Zachodu dżihad rozwinął się głównie przez imigrację muzułmańską - pisze Robert S. Leiken, specjalista do spraw imigracji i problemów bezpieczeństwa narodowego. Akty przemocy wobec Zachodu były popełniane głównie na dwa sposoby: przez tzw. uśpione komórki oraz z użyciem grup uderzeniowych.

Grupy uderzeniowe złożone z osób obcego pochodzenia, które przedostały się do jakiegoś kraju, aby wykonać określoną misję (na przykład ataki lotnicze z 11 września 2001 r.), zagrażają od zewnątrz. Uśpione komórki terrorystyczne składają się z ludzi dobrze zakorzenionych w lokalnych społecznościach imigrantów. Pierre de Bousquet de Florian, dyrektor francuskiego kontrwywiadu, mówił o nich: Nie wydają się podejrzani. Pracują, mają dzieci, stałe adresy. Płacą czynsz. Tzw. śpiochy kierują siecią organizacji wspierających terroryzm: muzułmańskimi organizacjami charytatywnymi, fundacjami, grupami akademickimi, organizacjami pozarządowymi oraz prywatnymi firmami, albo dokonują aktów przemocy na sygnał (jak Marokańczycy, którzy zabili 191 osób w atakach na pociągi w Madrycie).

Czy jest nieuniknione, by jedno z najlepiej prosperujących społeczeństw stało się pierwszym społeczeństwem zagrożonym upadkiem z powodu braku zaufania do własnej kultury oraz braku potomstwa? Jak na ironię, tworzenie najlepszego miejsca do życia wydaje się jednocześnie sposobem na popełnienie samobójstwa. Poza tym europejska „poprawność polityczna” mówi nam „kochajcie się”, ale jak mawiał Oscar Wilde: kochać się to nie oznacza mieć zamknięte oczy.