Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Paulina Pajkiert: Zobaczyć Neapol i umrzeć... pod górą śmieci

Paulina Pajkiert: Zobaczyć Neapol i umrzeć... pod górą śmieci

08 lipiec 2008
A A A
Historia Neapolu jest pod wieloma względami wyjątkowa. Szkoda zatem by to miasto powtórzyło historię Pompejów i zginęło pod lawą... odpadów.
Neapol. V wiek p.n.e. – założenie miasta przez Greków. Starożytność – funkcja jednego z głównych ośrodków antycznego Rzymu. 1226 rok – uznanie za stolicę Królestwa Sycylii. 1860 rok – włączenie do zjednoczonych Włoch. XX wiek – wpisanie na listę światowego dziedzictwa kulturalnego i przyrodniczego UNESCO. 2008 rok – zalanie przez fale toksycznych i cuchnących śmieci.
 
Wezuwiusz, mafia i mozzarella

Skojarzenia z Neapolem automatycznie nasuwają się nam na myśl. Południowa kuchnia na czele z pizzą, olbrzymią porcją lodów włoskich i spaghetti po neapolitańsku. Mafia, która broni rodzinnych interesów i inspiruje reżyserów kolejnych filmowych produkcji. Dymiący Wezuwiusz –niszczyciel i jednocześnie twórca niesłabnącej sławy Pompejów i Herkulanum. I w końcu słynni ludzie, którzy się tu narodzili. Wystarczy wspomnieć ikonę kina – Sophie Loren. Nawet chaos, zgiełk i wszechobecni złodzieje nie zdołali zburzyć wizerunku miasta, a wręcz wpletli się w nie i stanowią jego specyfikę. Powyższe symbole, mimo iż nadal charakteryzują Neapol, w obliczu problemu z zasypującymi miasto śmieciami, uległy obecnie znamiennemu przewartościowaniu. Kuchnie utożsamia się ze skażoną toksynami mozzarellą, mafię – z biznesem zbijającym fortunę na (nie)utylizacji odpadów, a wulkan proponuje się użyć jako piec do spalenia nieczystości. Ale po kolei...

Usytuowany w Kampanii Neapol, jest nie tylko stolicą regionu, ale również ważnym centrum ekonomicznym, kulturalnym i naukowym, a także – z ponad trzymilionowym zespołem miejskim – trzecim co do zaludnienia miastem Italii. Obecnie jednak uznawany jest za symbol niewydolności administracji, korupcji i konfliktu interesów. Dla blisko 77% Włochów jest powodem wstydu. A wszystko to za sprawą śmieci, które od tygodni wysypują się z kolorowych worków spiętrzonych na zabytkowych uliczkach. Widok zwałów sięgających pierwszego piętra bynajmniej nie jest przyjemny. To samo tyczy się buszujących szczurów i nieprzejezdnych dróg. Jednak, podczas gdy na takie niedogodności można jeszcze przymknąć oko, bezmyślnością jest bagatelizowanie skutków, jakie to za sobą niesie. Śródziemnomorskie lato i wysokie temperatury nie są w tym kontekście synonimami plaż i wypoczynku, a raczej zagrożenia epidemiologicznego oraz natężającego się fetoru gnijących odpadów. Ale oczywiście żeby problem urósł do takiej rangi (i by góra śmieci urosła do kilku metrów wysokości) potrzeba czasu. W tym przypadku – przeszło 12 lat. Kryzys bowiem zaczął się już w roku 1996, kiedy to Kampania zaadaptowała ambitny plan usuwania nieczystości. Zamiast tworzenia nowych wysypisk, przewidywał on składowanie odpadów w specjalnych kontenerach, a następnie przetwarzaniu ich na energię dzięki zaawansowanemu systemowi technologii termicznej. Tu jednak zrodziły się problemy, gdyż ludność wznieciła protesty przeciwko spalarniom, w obawie przed ich szkodliwym wpływem na środowisko i zdrowie. Zamknięto stare wysypiska, ale nie zdołano międzyczasie otworzyć spalarni, a polityka regionu uniemożliwiła tworzenie innych obiektów do przetwarzanie śmieci. Podobnie nie dostrzeżono roli segregacji śmieci ani budowania świadomości ekologicznej mieszkańców. Tak zaczęła się stopniowa destabilizacja. Z jednej strony powiększające się hałdy odpadów, z drugiej protesty miejscowych przeciw otwieraniu wysypisk, gdzieś pośrodku bezradność lokalnych władz, obok tego niewydolność władz centralnych, a wokół tego wszystkiego... camorra.

Recykling w wydaniu Corleone


Camorra oznacza włoską mafię, taką pisaną przez duże ‘M’. To sprawnie działająca grupa przestępcza, zhierarchizowana i zorganizowana w klany podzielone na grupy, złożone z kolei z poszczególnych rodzin i członków honorowych. Słowem – sprawny, zinstytucjonalizowany mechanizm, którego urokowi i sile perswazji ulegają żądni pieniędzy i prestiżu młokosi, zastraszeni mieszkańcy miasteczek oraz skorumpowani decydenci polityczni. Przez jej ręce, kieszenie i konta przepływają finanse czerpane z obrotu narkotykami i bronią, z prostytucji i zatrudniania nielegalnych imigrantów. Camorra to cały system układów i powiązań; system rozległy i bezwzględny, a zarazem prężny i elastyczny. Dostosowując się do nowych potrzeb i wymogów rynku, w obszar swojego zainteresowania włączyła handel trującymi odpadami. Dwie rzeczy są bowiem pewne. Po pierwsze, Włosi nie radzą sobie ze śmieciami. Po drugie, wywóz i utylizacja odpadów, zwłaszcza toksycznych, to niezwykle dochodowy interes.

Problem pierwszy to kwestia ilości nieczystości wytwarzanych każdego dnia na Półwyspie Apenińskim. Skoro przeciętny mieszkaniec wyrzuca ich codziennie kilogram, to w skali kraju urasta to do liczby 57 mln. Razy 365 dni roku... Liczby wydają się zastraszające. Co gorsza, ludność Południa nie zawraca sobie głowy zagadnieniami segregacji, recyklingu czy ograniczania hiperkonsumpcji. Może domani. Skoro zaś śmieci jest dużo, a ich składowanie kosztuje krocie, postanowiono uczynić z nich źródło zysków. To właśnie w ten sposób przekształcono malowniczy rejon Kampianii w horrendalne wysypisko i ekologiczną bombę. Mafia nie tylko zajęła się wywożeniem odpadów lokalnych. Przede wszystkim skupiła się na pozyskiwaniu klienteli z bogatej, przemysłowej Północy kraju. Za bajońskie sumy sprawiała, ze toksyczne chemikalia zamożnych przedsiębiorców znikały bez śladu. Teoretycznie bez śladu, bowiem na porządku dziennym jest odkrywanie nowych nielegalnych składowisk i wysypisk, tworzonych zgodnie z potrzebą chwili, a niezgodnie za to z etyką czy troską o środowisko i ludzkie zdrowie. Ale cóż znaczą rozsądek i moralność w kontekście 4,5 mld euro, które udało się, według szacunków stowarzyszenia ekologicznego Legambiente, zarobić na nieekologicznym biznesie? Skoro rząd centralny i jednostki lokalne są bezradne (albo zainteresowane takim stanem rzeczy, bowiem mniej lub bardziej otwarcie mówi się o współpracy między strukturami mafijnymi i administracyjnymi), a ‘utylizacja’ przynosi profity większe nawet niż handel używkami, camorra bezpardonowo przejęła tę gałąź biznesu. Cykl przedstawia się następująco. Do Kampanii napływają śmieci z Północy, ale tez z Albanii, Serbii i Chorwacji. Odpady zgromadzone we Włoszech wędrują potem do Hong Kongu, Pakistanu, Indii, Syrii czy Tunezji. Alternatywnie mogą być spalone lub składowane w zbiornikach pozyskanych jako fikcyjne baseny do hodowli ryb. O dioksynach, zatrutych rzekach i polach uprawnych, słowem – o ekologicznych konsekwencjach każdego z rozwiązań chyba nie trzeba wiele pisać. W międzyczasie, na mafijne konta wpływają unijne fundusze na walkę z plagą. A przestępstwa ekologiczne wciąż nie figurują w tutejszym kodeksie karnym.

Co gorsza, działania mafii to nie tylko to, co już zdążyła zrobić i nie tylko to, co robi na szeroko zakrojoną skalę. To również błahe z pozoru działania wśród mieszkańców miasteczek, zwłaszcza tych peryferyjnych. Chodzi tu o podżeganie społeczeństwa do akcji zakłócających społeczny spokój i porządek, zwróconych przeciwko posunięciom rządu. Manifestacje przeciwko budowie wysypisk, czy podpalenia śmietników, tylko z pozoru wyglądają niegroźnie. W rzeczywistości przeradzają się w masowe protesty czy niebezpieczne pożary. W perspektywie oznacza to konflikt na linii rządzący – rządzeni, spadek zaufania społecznego i dalszy wzrost niepokojów. Camorra jednak długo żerowała na kryzysie związanym z wywózką śmieci i obecnie gotowa jest ponieść pewne koszty, by utrzymać korzystny dla siebie chaos i nieład. Dlatego płaci, według stałej stawki, za wszczynanie awantur i podsycanie wrogości. Jej bojówki to przede wszystkim mieszkańcy osiedli nielegalnie wzniesionych przez firmy budowlane, które mafia kontroluje i opłaca unijnymi i rządowymi pieniędzmi przeznaczonymi na rozwiązanie „kryzysu śmieci”.

Emergenza rifiuti, emergenza mozzarella

Stan panujący obecnie w Neapolu jest wyjątkowy, a w mediach, debacie publicznej i powszechnym użyciu określenie „emergenza rifiuti”, czyli „kryzys śmieciowy”, powtarzane jest niemal jak mantra. W wielu gminach zamknięto z tego powodu szkoły i targowiska, a na ulicach miast organizowane są prowokacyjne happeningi mające poruszyć opinię społeczną. Na początku roku w Neapolu zawisło 21 manekinów ubranych w hasła wymierzone przeciwko pani burmistrz i władzom regionu. Obywatelskie oburzenie jest zrozumiale. W Kampanii zalega przeszło 100 ton niewywożonych śmieci. Bezczynność polityków tłumaczy się bezradnością, nieczystości po prostu nie ma gdzie składować. Wysypiska na peryferiach są przepełnione, a budowie nowych twardo sprzeciwia się miejscowa ludność. Trudno im się jednak dziwić skoro nawet dane Światowej Organizacji Zdrowia potwierdzają, że niektóre nowotwory występują w Kampanii w skali wyższej niż wskazuje średnia w reszcie kraju. Szacuje się, że w ogóle na nowotwory zapada się tu nawet trzy razy częściej. Ludność chce uszanowania konstytucyjnego prawa do zdrowia. To dlatego organizuje marsze protestacyjne i blokuje drogi dojazdowe do wysypisk. W odpowiedzi decydenci z jednej strony nawołują Rzym i Brukselę do przesyłania kolejnych strumieni euro. Z drugiej, uciekają się coraz częściej do pomocy policji i wojska oraz wydają dekrety uznające wysypiska za obiekty strategiczne, zatem chronione przez żołnierzy. Pikietowanie przed nimi ma być surowo karane.

Co więcej, kryzys rozlewa się na kolejne dziedziny i przynosi niechlubny rozgłos poza granicami Italii. Sztandarowa stała się sprawa słynnej mozzarelli. Ta najlepsza, z bawolego mleka, pochodzi właśnie z Kampanii. Obecnie rozpoznajemy ją nie tylko dzięki specyficznemu smakowi, ale też za sprawą informacji o śladach niezwykle szkodliwych, rakotwórczych dioksyn, które w niej znaleziono. Komisja Europejska zgodziła się w końcu nie nakładać na nią embarga, a włoskie władze wycofały skażone partie z rynku i objęły zakłady wytwórcze wzmożoną kontrolą, inspekcjami i niezależnym monitoringiem. Nadal jednak pozostaje obawa co do walorów sera. Nie da się bowiem ukryć, że sprawa niemal otarła się o Trybunał Sprawiedliwości, a produkcję nadal kontroluje camorra. Chore zwierzęta przetrzymuje ona w tragicznych warunkach, wypasa na skażonych polach, a przede wszystkim sama nadzoruje system kontroli i słono płaci za pozytywne raporty i certyfikaty weterynaryjne.

Lato 2008 – last minute dla władz

Jakieś pomysły na rozwiązanie sytuacji? Jakieś konkretne akcje i przedsięwzięcia? Za czasów Romano Prodiego zaproponowano, by część odpadów przejęły i zutylizowaly inne regiony Włoch. Oczywiste jednak było, że nie spotka się to z przychylnym odbiorem wśród adresatów. Pozytywnie zareagowała w zasadzie jedynie Sardynia, co jednak automatycznie wywołało krytykę opozycji. Wszakże wyspa utrzymująca się głównie z turystyki nie może sobie pozwolić na takie gesty solidarności. Bogata Lombardia, Wenecja, Friuli i Liguria nie tylko odmówiły, ale wręcz zapowiedziały protesty wobec każdej ewentualnej próby składowanie śmieci na swoim terenie. Prawdopodobnie neapolitańskie odpady pomogą zniszczyć nowoczesne zakłady w Brescii.

Podobną taktykę zamiatania śmieci pod dywan sąsiada przyjął Silvio Berlusconi, wznawiając transporty do Niemiec. Zgodziły się one na przyjęcie 200 tys. ton. Dla Berlusconiego kwestia odpadów jest kluczowa. Swoją kampanię przedwyborczą oparł w dużym stopniu na obietnicach uporania się z problemem. Od rezultatów zależy więc wiarygodność jego świeżego jeszcze rządu. Determinacja premiera i uznanie kwestii za priorytetową są zasadne, zwłaszcza w kontekście trwającego już sezonu letniego. Po pierwsze, ze wzrostem temperatury rośnie ryzyko wybuchu epidemii. Po drugie, strata zysków z turystyki może się okazać niepowetowana. Już zresztą zauważyły to agencje turystyczne, które przygotowują specjalne bony i zniżki, prowadzą kampanie reklamowe, organizują koncerty i wydarzenia kulturalne. Pojawiają się też niedorzeczne z pozoru sugestie, by uczynić ze śmieci atrakcję turystyczną, analogiczną do brazylijskich slumsów. Skoro turyści dostrzegają urok faveli, może zainteresują ich również inne urbanistyczne patologie...

Wśród innych kreatywnych pomysłów wyróżnia się ten zaproponowany przez toskańskich socjalistów, według których śmieci można po prostu spalić w Wezuwiuszu. Autorzy zgadzają się, że projekt jest dość kontrowersyjny, ale twierdzą, że po odseparowaniu plastiku mógłby być wykonalny. Zaproponowano też, by do sprzątania śmieci zatrudnić nielegalnych migrantów; zakontraktowano setki psychologów, mających przekonać mieszkańców do segregacji odpadów; uruchomiono wolontariackie akcje informacyjne i oczyszczania okolicy; organizuje się ‘ekologiczne niedziele’. Dla większości jednak obietnice szybkiego rozwiązania problemu są kpiną.

Złożone powody kryzysu, konflikt interesów stron, brak zaufania i przepaść między politykami a społeczeństwem utrudniają i odsuwają w czasie koniec stanu emergenza. Zdrowie, ekologia, pieniądze, wpływy i powiązania- wszystko to sprawia, że Kampania od ponad dekady zostaje w tyle za resztą kraju, gdzie segregacja, recykling i utylizacja sprawnie funkcjonują. Szkoda by Neapol powtórzył historię Pompejów i zginął pod lawą... odpadów.