Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Burundi: nieudany zamach stanu

17 maj 2015
A A A

Sprawcy środowej próby zamachu stanu w Burundi przebywają już w areszcie. Razem z ich liderem, generałem Godefroydem Niyombarem, chaos w stolicy kraju Bużumburze,  jaki panował w ostatnich dniach, wydaje się zanikać.

Zamieszanie w tym jednym z najbiedniejszych krajów na świecie, którego PKB per capita na jednego mieszkańca jest najmniejsze wśród wszystkich krajów na ziemi, rozpoczęło się w środę. Wtedy to były szef wywiadu generał Godefroyd Niyombare (w lutym został zdymisjonowany) ogłosił, że prezydent kraju został odwołany. Generał swój krok usprawiedliwił faktem nielegalnej próby startu na trzecią kadencję w wyborach prezydenckich. 

Warto wspomnieć, iż zapisy w konstytucji Burundi mówią o możliwość pełnienia prezydentury tylko przez dwie kadencje. Niyombare dodatkowo zdymisjonował rząd oraz podjął się dialogu z przedstawicielami społeczeństwa w ramach utworzenia rządu tymczasowego. Generał wykorzystał moment do przewrotu w czasie, gdy prezydent kraju znajdował się w Tanzanii na spotkaniu przywódców regionu poświęconemu właśnie kryzysowi politycznemu w Burundi. Początkowo, na wieść o przewrocie, mieszkańcy kraju wyszli na ulice świętować przewrót. W samej stolicy dochodziło do starć zwolenników generała z siłami lojalnymi prezydentowi. Dzień po ogłoszeniu przewrotu, w czwartek, na twitterze biuro prezydenta podało apel o zachowanie spokoju, podkreślając o panowaniu nad zaistniałą sytuacją. 

Generałowie sił zbrojnych Burundi (z szefem sztabu na czele) opowiedzieli się za obecnym prezydentem Pierrem Nkurunzizą i wystąpili przeciwko zbuntowanemu generałowi. Jeden z doradców prezydenta nazwał działanie generała „kpiną, a nie zamachem stanu”.

Po dwóch dobach od ogłoszenia przewrotu, sytuacja została opanowana na korzyść prezydenta kraju. Zwolennicy generała oraz sam Niyombare znajdują się w areszcie i oczekują rozprawy sądowej - poinformował rzecznik prezydenta. Agencja AFP podała, że autorzy przewrotu dobrowolnie poddali się aresztowaniu. Wśród aresztowanych jest dwóch generałów sił zbrojnych, generał policji oraz eksminister obrony Cyrille Ndayirukiye. 

W piątek w państwowej telewizji prezydent oświadczył, że na ulicach zapanował spokój. Jednocześnie ostrzegł tych, którzy mają zakusy przejęcia władzy siłą, że może to przynieść „wojnę, ubóstwo i inne okrucieństwa, które już widzieliśmy w tym kraju”.

Od dwóch tygodni sytuacja w Burundi nabrała kształtu kryzysu politycznego, a wszystko przez decyzję obecnego prezydenta. Ogłosił on chęć startu w wyborach, ubiegając się o trzecią kadencję, co wywołało publiczne demonstracje w których zginęło ok. 20 osób. Decyzję Nkurunziza skrytykowały Stany Zjednoczone i Unia Europejska. Sam prezydent twierdzi, że może starać się o kolejną kadencję, ponieważ jego zdaniem pierwszą piastował za zgodą parlamentu, który w tamtym czasie wybrał go na ten urząd, a nie w wyborach powszechnych.

W ubiegłym tygodniu prezydent zarejestrował swoją kandydaturę. Do tej pory do walki o fotel prezydenta zarejestrowanych jest siedmiu kandydatów. Wśród nich jest wybitny przywódca opozycji Agathon Rwasa, który pomagał w rozmowach z rebeliantami  podczas wojny domowej. Przywódcy Wspólnoty Afryki Wschodniej wezwali, by wybory zostały przełożone, ponieważ warunki „są niesprzyjające” do ich przeprowadzenia. Wskutek kryzysu politycznego z kraju zbiegło ok. 105 tysięcy obywateli. Najczęściej emigrowali oni do sąsiednich krajów, takich jak Demokratycznej Republiki Konga, Tanzani i Ruandy – informuje ONZ. 

Pomimo, iż kryzys ma podłoże stricte polityczne, to obserwatorzy obawiają się, że rząd może celowo rozpalać animozje etniczne by utrzymać władzę.

Burundi jest byłą kolonią belgijską, która odzyskała niepodległość w 1962r. Od tego czasu była wielokrotnie targana konfliktami na tle etnicznym i walkami pomiędzy plemieniami Tutsi i Hutu. Podziały w kraju są wciąż żywe, każde niepokoje mogą wywołać kolejny rozlew krwi. Według niektórych szacunków zginęło wtedy ok. 300 tysięcy osób. Proces pokojowy zakończono dopiero w 2000r. w Tanzanii.

Źródło: Reuters, Agence France Presse, CNN, all Africa