Nie sądzę, by znalazło się wielu, którzy na pytanie czy dobrze się stało, że powstała broń jądrowa odpowiedzieliby twierdząco. Broń atomową uznajemy za bezprecedensowe zagrożenie, największe w dziejach ludzkości. Być może jednak należałoby się przyjrzeć jej z innej perspektywy?
Recesja nie tylko wstrząsnęla amerykańską gospodarką, lecz również pozbawiła tysięcy Amerykanów szansy na spełnienie ich Amerykańskiego Marzenia.
Wtorkowe wybory do Knesetu raczej niczego nie zmienią w perspektywie regulacji konfliktu bliskowschodniego.
Za nieprzeniknionymi oczami oraz groźną miną Putina kryją się blotki. Nie ma powodu obawiać się „rosyjskiej potęgi” – to Rosjanie powinni się martwić stanem swojej armii, która rozłazi się w rękach i jest pozbawiona wartości bojowej.
Ostatnie 22 straszliwe dni izraelskich masakr kolonialnych w Gazie każą kolejny raz zapytać, czy nieomal wszelkie refleksje gatunku ludzkiego, dotyczące dwudziestowiecznych i wcześniejszych ludobójstw, nie pozostają po prostu jałowe.
Po niemal pięciu latach dobiegła końca trawiąca Demokratyczną Republikę Kongo rebelia generała Nkundy. Jego zwycięstwa i upadek były spektakularne, lecz właśnie to najlepiej pokazuje że Nkunda był tylko marionetką, którą w odpowiednim momencie zdjęto ze sceny.
Azersko-ormiański konflikt o Górski Karabach aktualnie uważany jest za zamrożony. Mimo wszystko, ma on ciągle bardzo duży wpływ na sytuację na Zakaukaziu, a szanse na jego ostateczne rozwiązanie są coraz bardziej nikłe.
Uważa się, że najważniejszym zadaniem Obamy jest walka z kryzysem gospodarczym. Wydaje się jednak, że warto wyjść poza ekonomię by zrozumieć jego przyczyny. Istota obecnego kryzysu polega bowiem głównie na braku zaufania.
Operacja „Płynny ołów” nie przyczyniła się do zdobycia przez rządzącą Kadimę pozycji lidera w sondażach wyborczych. Być może dlatego, że opinia publiczna Izraela zdaje sobie sprawę z niezrealizowania wszystkich celów inwazji na Strefę Gazy.
- Barack Obama w telewizyjnym wywiadzie miał nieprzyjemnie skomentować kłopoty z wagą blond-gwiazdki, Jessiki Simpson. W kraju, gdzie 64 proc. społeczeństwa ma nadwagę, z czego – 26 proc. cierpi na otyłość, takie żarty mogą prezydenta drogo kosztować.
Dziecko, nauczone raz rozwiązywania konfliktów za pomocą przemocy, pozbawione wykształcenia i właściwego wychowania, staje się bezwzględne bardziej, niż dorosły. Rehabilitacja i przywrócenie takiej jednostki społeczeństwu jest rzeczą niezmiernie trudną.
Wygląda na to, że Ameryka nie wyciągnęła wniosków z kryzysu z lat 30. Nad globalną gospodarką ponownie stanęło widmo protekcjonizmu – jeśli się zmaterializuje – obecny kryzys pogłębi się jeszcze bardziej.
Benedykt XVI przez swój konserwatyzm i sprzeciw wobec „postępowców” staje się niewygodny dla sporego grona lewicowych elit. A kiedy upadnie autorytet Watykanu, któż nam zostanie w globalnym świecie jako moralny drogowskaz? Może Obama i jego 500 obietnic?
Nowy prezydent USA zaczął urzędowanie od pragmatycznej ostrej retoryki zapowiadającej walkę z waszyngtońskimi układami. Barack Obama jednak ze swoimi nie walczy – członkowie nowej administracji są programowo poza „układem”, nawet jeśli fakty mówią co innego.
Niedawny kryzys gazowy pomiędzy Rosją a Ukrainą był dla wielu w Polsce pretekstem do bicia na trwogę i formułowania bajecznych spekulacji na temat przyczyn i politycznych konsekwencji użycia przez Rosję „gazrurki”.
Całe współczesne amerykańskie prawo narkotykowe ma swe korzenie w filozofii rasizmu, w uprzedzeniach do mniejszości narodowych i rasowych...
Przed kilkoma laty minęła prawie niezauważona okrągła rocznica wydarzenia, które w znaczący sposób wpłynęło na losy powojennego świata. Konferencja w Bandungu w 1955 roku rozpoczęła proces emancypacji politycznej krajów leżących poza światem euroatlantyckim.
“Barack Obama będzie pierwszym prezydentem połączynym bezpośrednio dzięki Internetowi z milionami Amerykanów” – zapowiedział Joe Trippi, doradca Demokratów ds. Internetu. W rękach administracji Obamy znalazła się potężna broń - tyle że obosieczna.
W tej chwili uwagę nowego prezydenta skupia głównie kryzys gospodarczy, który każdego dnia zjada dziesiątki tysięcy amerykańskich miejsc pracy. Obama nie ma jednak komfortu Franklina Delano Roosevelta i nie może zająć się wyłącznie porządkowaniem własnego podwórka.
Izrael dąży do zniszczenia Hamasu, ale nie dlatego, że wystrzeliwuje on rakiety na południe tego kraju. Chodzi o to, że Hamas wyrósł na jedyną dużą, wiarygodną, dysponującą legitymizacją demokratyczną siłę polityczną w palestyńskim ruchu narodowym.
