Po siedmiu miesiącach Rada Najwyższa wypełniła wakat na stanowisku ministra spraw zagranicznych. Tymczasem osoba nowego szefa dyplomacji nie rozwiewa wątpliwości, na jaki kurs w polityce zewnętrznej zdecyduje się wreszcie Ukraina. I – jak się zdaje – właśnie o to chodziło.
Czas najwyższy, aby ktoś kopnął wreszcie w piedestał, na którym do tej pory prężył się Święty Silvio z Ancore. Wypada chyba życzyć, by nie tylko Włosi, ale i cała Europa miała już berlusconizm za sobą.
Ostatnia wysoka aktywność serbskiej dyplomacji skłania do przemyśleń. Po nawiązaniu strategicznego partnerstwa z Chinami, Serbia ponownie chce odgrywać rolę pomostu między Wschodem a Zachodem, zręcznie balansując między Brukselą, Waszyngtonem, Moskwą i Pekinem.
Rada Bezpieczeństwa jest sercem systemu Narodów Zjednoczonych. To w niej rozstrzygają się najważniejsze kwestie pokoju i wojny. Nie mogą więc dziwić emocje, jakie wiążą się z próbą reformy tej instytucji.
159 miejsc w 300-osobowym parlamencie oznacza większość absolutną. Jednak Mały Grześ, jak nazywają Jeoriosa Papandreu rodacy, wbrew temu co mogłoby się zdawać, nie ma zbyt wielu powodów do radości. Większość Greków nie ufa dziś żadnemu politykowi.
Wkrótce wybory w jednym z najbardziej rozpolitykowanych narodów Europy. Narodzie, który mając dość sytuacji w jakiej się znalazł, ciągle drepcze w miejscu.
Podzielona Europa czeka na piątek, patrząc na Zieloną Wyspę. Czy Irlandczycy przyjmą Lizbonę? Drugiego października to oni zapalą światło dla Traktatu. Zielone lub czerwone. Wóz albo przewóz. Tak czy owak kolejne głosowanie rozstrzygnie o losie dokumentu, zatrzaskując przy tym drzwi miałkiego okresu, trwającego od blisko pięciu lat w polityce unijnej.
W niedzielny wieczór niemieccy socjaldemokraci musieli przełknąć gorzką pigułkę. Najgorszy wynik od czasów II wojny światowej zmusza do radykalnych kroków i rozliczeń. Jednak obecna sytuacja w SPD przypomina raczej kolokwialne powiedzenie „chcę, ale się boję”.
Słupek FDP urósł stosownie. Czas zdjąć szyld „nuda” i zakończyć okres poszukiwań koalicjanta, a nie własnej siły. Niemcy doczekały się pożądanej zmiany, która położy kres, jeśli nie wszystkim problemom to na pewno deficytowi nowych pomysłów i idei.
Kanclerz Niemiec Angela Merkel w końcu osiągnęła to, czego chciała od wielu lat: liberalno-konserwatywną większość parlamentarną, dzięki której nie będzie już musiała tkwić w bezbarwnym małżeństwie z rozsądku z socjaldemokratami.
Jutro w Niemczech odbędą się wybory parlamentarne. Do tego czasu nic się nie wydarzy, tak jak przez cały wrzesień. Ostatnia „Zmiana” należała do Baracka Obamy. Od czasu jego kampanii liderzy partyjni przestali kruszyć kopie. Niemcy pogrążyły się w nieostrej, pozbawionej prawdziwego tematu wymianie zdań . Kto ma pomysł, aby czegoś dokonać?
