Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Andrzej Gwarda: Gry wojenne na Dalekim Wschodzie

Andrzej Gwarda: Gry wojenne na Dalekim Wschodzie

23 lipiec 2010
A A A
Pod koniec lipca Korea Płn. wydała oficjalne ostrzeżenie pod adresem rządów USA i Korei Płd. W oświadczeniu padły takie zwroty jak "fizyczna odpowiedź" i "groźby z Waszyngtonu". Ćwiczenia wojskowe mające odbyć się na wodach niedaleko półwyspu koreańskiego, maja w opinii rządu z Phenianu zagrażać bezpieczeństwu państwa.

Postanowiłem zająć się tym tematem z uwagi na jego długotrwały kontekst. Wspólne ćwiczenia amerykańsko - koreańskie są niczym innym jak próbą odpowiedzi na zaczepki ze strony reżimu komunistycznego z Phenianu. Wobec tego nikt nie ma większych wątpliwości. Nic mi nie wiadomo na temat ewentualnego wejścia okrętów marynarki USA czy Korei Płd. na wody przybrzeżne Korei Płn. Skąd więc te obawy?

Po zatopieniu przez północnokoreańską torpedę (Phenian oficjalnie się do tego nie przyznał), statku należącego do Korei Płd. sytuacja na Dalekim Wschodzie uledła znacznemu ochłodzeniu. Wzajemna nieufność wzrosła jeszcze bardziej. Szkolenia na Oceanie Spokojnym będą miały charakter przećwiczenia ewentualnej eskalacji konfiktu w tamtejszym regionie (Daleki Wschód). Niewykluczone, że profil operacji będzie oparty właśnie na potencjalnym zagrożeniu ze strony Korei Płn.

Moim zdaniem reżim sam na siebie sprowadza kłopoty. Próby wywarcia presji na opinii międzynarodowej, jakoby wspólne ćwiczenia wojsk amerykańsko - koreańskich były zagrożeniem suwerenności państwa Kim Dzong Ila, wywołują odwrotny efekt. Mało kto w dzisiejszych czasach wierzy w niewinność rządzących Koreą Płn. w ich próby stworzenia mocarstwa ze swojego kraju. Poziom dobrobytu jest tam niemal tak niski jak inflacja w krajach wysokorozwiniętych.  A bogacenie się elit kosztem innych grup społecznych nie może otrzymywać się wiecznie.

Pytanie więc, czy dla społeczeństwa północnokoreańskiego, "ewentualne" (słowo to oczywiście jest w tym wypadku mocno wyolbrzymione) zagrożenie ze strony wojsk szkolących się na oceanie, jest rzeczywiście niebezpieczeństwem czy też rodzajem szansy.  

Ale to tylko dywagacje i tak mocno zakorzenione w fikcji. Na szczycie ASEAN w stolicy Wietnamu Hanoi, sekretarz stanu USA, Hillary Clinton wezwała kraje Azji do współpracy na rzecz denukleryzacji Korei Płn. oraz do próby wywarcia wpływu na rządzącą w Birmie juntę, aby rozpoczeła demokratyczne reformy.Obszar Azji jest dla Stanów Zjednoczonych niezwykle ważny, zwłaszcza z perspektywy równoważenia wpływów Chin w tym regionie.

Niewątpliwie, rozpoczynające się 25 lipca ćwiczenia będą miały kolosalny wpływ na stabilizację w regionie. Równolegle do szkoleń amerykańsko - koreańskich, swoje manewry zapowiedziały Chiny. Przedstawiciel Korei Płn. na szczycie w Hanoi, Ri Tong Il zapowiedział gotowość do podjęcia rozmów dotyczących rozbrojenia tylko pod warunkiem wycofania się z pomysłu ćwiczeń wojskowych oraz wycofania ostatnio nałożonych sankcji. W to jednak już nikt nie wierzy. Ostatnio prowadzone rozmowy okazały się fiaskiem.  Korea mimo zapewnień, równolegle prowadziła i rozwija swój program nuklearny.