Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies .

Akceptuję

Strefa wiedzy

Wykonanie: Delta Interactive
Back Jesteś tutaj: Home Styl Film 9 kompania

9 kompania

04 styczeń 2012
A A A
Druga połowa lat osiemdziesiątych, grupa rekrutów rozpoczyna przygodę z wojskiem i prawie od razu czeka ich "głęboka woda”- wojna w Afganistanie. Prawie, bo najpierw musza przejść odpowiednie przeszkolenie, które sprawi, iż będą gotowi ”stawić czoło” wrogowi. Już w jego trakcie otrzymają namiastkę czekających ich trudów. Wszystko za sprawa chorążego Dygałło – weterana z ”Afgana”, chcącego, by nowych żołnierzy spotkał lepszy los niż jego kolegów, którzy zostali w polu na zawsze. On sam, choć przeżył, doświadczył wiele… zbyt wiele. Nie potrafi już żyć jako cywil i ma problemy ze zdrowiem psychicznym. Dowództwo świadome sytuacji wygospodarowało dla niego stanowisko ”opiekuna” młodych żołnierzy. Ci ostatni natomiast nie zdają sobie jeszcze do końca sprawy, co ich czeka. Z jednej strony, od rana do nocy, przygotowują się psychicznie i fizycznie do walki z Mudżahedinami, z drugiej starają się umilić sobie życie i nie myśleć o czekających ich niebezpieczeństwach. Poznają się wzajemnie, ”skaczą sobie do oczu” i oddają się mało wyszukanym żołnierskim rozrywkom. Rodzi się miedzy nimi prawdziwa męska przyjaźń, szacunek oraz zaufanie. Będą one później procentowały w trakcie wymiany ognia nie mniej niż oficjalny program szkoleniowy. Po zakończeniu przygotowań czerwonoarmiści lądują w Afganistanie i zostają podzieleni miedzy kompanie. Cześć trafia do tytułowej dziewiątej, której losy od tej pory śledzi widz. Z czasem dostają pierwsze zadania. Dochodzi do walk z wrogiem. Nowoprzybyli żołnierze poznają wojnę ”od podszewki”. Pewnego dnia rozkazuje się im zajęcie i utrzymanie  jednego ze wzgórz. To tutaj zostają poddani najcięższej próbie.

Film Fiodora Bondarczuka jest obrazem znakomitym, zrealizowanym z ogromnym rozmachem i tym samym godnym polecania. Wciąga już od znakomitej sceny początkowej, w której to młodzi żołnierze wstępują do armii i trzyma w napięciu do samego końca. Trudno dopatrzeć się w nim słabych punktów. Znakomita gra aktorska, doskonale zdjęcia, muzyka podkreślająca akcję i efekty specjalne, których nie powstydziłby się i Hollywood. Nie ma co prawda wielkich scen batalistycznych rodem z ”Szeregowca Ryana”, lecz te zrealizowane, skrojone na miarę produkcji, w zupełności wystarczają. Czerwonoarmistów reżyser przedstawia jako zwykłych ludzi ze swoimi wadami i zaletami oraz bagażem doświadczeń życiowych, którzy myślą, czują i są dważni. Owszem zdażają się postaci monumentalne, jak chociażby dowódca kompanii, zwany przez Mudżahedinów Złym Olbrzymem, ale należy on do wyjątków nadajacych filmowi smaczku. Nie sposób nie darzyć ich wszystkich sympatią. To bohaterowie przez duże „b”. W sytuacji, gdy zachodzi taka potrzeba walczą ramię w ramię wykonując rozkaz, którego nie wolno im kwestionować. Biją się też naturalnie o życie własne i towarzyszy. To ostatnie stawiają czasem na pierwszym miejscu...

Dla polskiego widza obraz jest interesujący również dlatego, iż poznaje on radzieckich żołnierzy, którzy mogą wzbudzić szczerą sympatię. Nie często się to chyba zdarza w Polsce, w której możemy swobodnie mówić o wojnie polsko – sowieckiej z lat 1919 – 1920, agresji dokonanej przez ZSRR 17 września 1939 roku i bezczynności Armii Radzieckiej w obliczu tragedii Powstania Warszawskiego. Wszystko dlatego, że w filmie wielka polityka jest praktycznie nieobecna, a propagandy piszący te słowa nie zdołał dostrzec. Widać natomiast męstwo, braterstwo i poświecenie, które ceni się zawsze i u każdego.