Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Szczyt UE-Afryka: czy uda się zahamować falę migracji?

23 listopad 2015
A A A

W dniach 11-12 listopada w Valletcie odbył się szczyt UE-Afryka, którego celem była walka z kryzysem migracyjnym. Czy podjęte decyzje mogą pomóc w rozwiązaniu problemu?

Jednym z ważniejszych postanowień szczytu jest uruchomienie przez Unię Europejską funduszu powierniczego o wartości 1,8 mld euro przeznaczonego na walkę z głównymi przyczynami migracji, którymi są bieda i niestabilność. Środki te zwiększą pomoc rozwojową przekazywaną krajom afrykańskim przez UE i państwa członkowskie, która obecnie wynosi 20 mld euro rocznie. Pieniądze z nowo powstałego funduszu, do którego Polska zobowiązała się wpłacić 1 mln euro, trafią do biednych i niestabilnych krajów Sahelu (Senegal, Mali, Mauretania, Niger, Czad, Sudan) oraz Rogu Afryki (Somalia, Etiopia, Erytrea), a także do państw położonych na północy kontynentu.  

Pomoc w praktyce

Oficjalnie celem pomocy przekazanej przez UE jest zwiększenie możliwości znalezienia pracy w krajach pochodzenia uchodźców, a także w krajach tranzytowych, gdzie współpraca przy przemycie ludzi jest często jedyną formą zarobku. Trudno oczekiwać, że kwota 1,8 mld euro, która w skali regionu nie jest duża, przyniesie realną zmianę i na tyle poprawi poziom życia w ubogich i pogrążonych w chaosie państwach, że ucieczka do Europy przestanie być atrakcyjna dla ich mieszkańców. W praktyce środki z UE będą raczej przeznaczone na uszczelnienie granic i ściganie przemytników. Rozmowy podczas szczytu na Malcie sprowadzały się głównie do próby przekonania  afrykańskich przywódców do lepszego pilnowania granic. Przypomina to handel wymienny: państwa afrykańskie mają zintensyfikować wysiłki na rzecz ochrony granic w zamian za pieniądze z Unii.

Zadanie to może być trudne do wykonania, głównie z uwagi na niestabilną sytuację w Libii będącej wentylem, przez który uchodźcy przedostają się do Europy. Po tym, jak w 2011 r. przy wsparciu sił NATO obalono Muammara Kadafiego, kraj pogrążył się w chaosie i obecnie jest rajem dla przemytników ludzi. W Libii nie ma działającego rządu i obecnie istnieją tam dwa walczące ze sobą ośrodki władzy: w Tobruku (uznawany przez Zachód) oraz w Trypolisie, a część kraju pozostaje pod kontrolą ugrupowań terrorystycznych. Nie wiadomo zatem, do kogo miałaby trafić środki przeznaczone na walkę z przemytnikami i jest prawie pewne, że pieniądze te nie zostałyby wykorzystane we właściwy sposób.

Unia Europejska już wcześniej oferowała pomoc finansową w zamian za uszczelnienie granic. Jednym z takich przykładów tzw. proces chartumski, czyli porozumienie UE z dziewięcioma państwami Afryki, na mocy którego kraje te w zamian za wsparcie polityczne i finansowe, mają zintensyfikować wysiłki, aby powstrzymać masową emigrację z regionu Rogu Afryki. Oprócz leżących w Rogu Afryki Etiopii, Somalii i Erytrei, do porozumienia przystąpiły także: Sudan, Sudan Południowy, Dżibuti, Kenia, Egipt i Tunezja. Można mieć wątpliwości, czy finansowe wsparcie UE oraz współpraca z państwami regionu powstrzymają np. masową emigrację z Erytrei, gdzie jedynym rozwiązaniem problemu wydaje się być zmiana totalitarnego, represyjnego ustroju politycznego.
O ile walka z przemytnikami i handlarzami ludźmi jest humanitarnym posunięciem, zwiększenie środków na ochronę granic może już budzić pewne wątpliwości, szczególnie w obliczu opowieści uciekających przed biedą i okrutnymi rządami Erytrejczyków, według których, pogranicznicy mogą w ich kraju strzelać bez ostrzeżenia. Oczywiście Europa musi walczyć z kryzysem migracyjnym, a zwiększenie kontroli - choć również niełatwe - jest mimo wszystko rozwiązaniem prostszym i szybszym niż zlikwidowanie biedy czy zmiana rządów.

Za mało, za późno

Podczas szczytu na Malcie poruszono też kwestię zaangażowania państw afrykańskich w odsyłanie nielegalnych imigrantów do krajów ich pochodzenia. Usprawnienie tego procesu miałoby być jednym z elementów powstrzymania fali migracji. Jest jednak mało prawdopodobne, aby państwa afrykańskie aktywnie włączyły się w ten proces, m.in. z uwagi na fakt, że pieniądze przesyłane przez ich obywateli pracujących w Europie mają wkład w gospodarki tych krajów. Strategia ta raczej nie przyniesie oczekiwanych rezultatów, szczególnie biorąc pod uwagę ustalenia, zgodnie z którymi preferowane będą powroty dobrowolne.

Aby zahamować nielegalną imigrację UE chce otworzyć się na legalnych przybyszów z Afryki. W tym celu obiecano ułatwienia wizowe dla uczniów i naukowców. Jest to ukłon w kierunku afrykańskich elit, a przede wszystkim zapewnienie sobie napływu wykwalifikowanej siły roboczej, jednak posunięcie to nie zmniejszy fali nielegalnych imigrantów.

Decyzja o zwołaniu szczytu UE-Afryka na Malcie zapadła pół roku temu, po katastrofie statku u wybrzeży Libii, w której zginęło kilkaset osób. Wtedy nie zdawano sobie jeszcze sprawy ze skali zjawiska i nie przewidywano, że główny szlak migracji będzie przebiegał przez Turcję i Bałkany. Oczywiście UE powinna starać się zmniejszyć falę migracji również na szlaku prowadzącym przez Morze Śródziemne, który obecnie jest mniej uczęszczany, jednak podjęte działania są spóźnione, a kwota przeznaczona na walkę z kryzysem zbyt mała, aby powstrzymać falę uchodźców z Afryki.