Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Emir ropy i gazu zlikwidowany w Syrii

20 maj 2015
A A A

Siły Specjalne Stanów Zjednoczonych zlikwidowały Abu Sayyafa, jednego z wysokich przedstawicieli Państwa Islamskiego, podczas operacji lądowej, przeprowadzonej na wschodzie Syrii. W tej operacji, za zgodą i pomocą władz irackich lecz bez poinformowania Damaszku, schwytano żonę terrorysty.

Mało wiadomo o samym Abu Sayyafie. Za pseudonimem, według władz USA, ukrywał się Fathi Ben Awn Ben Jildi Murad al-Tunisi. Inne źródła podają, że był również znany jako Abu Muhammad al-Iraqi i Abd al-Ghani. Podejrzewa się, że był on Tunezyjczykiem. Według danych amerykańskiego wywiadu był dowódcą wysokiego szczebla w strukturach Państwa Islamskiego. Brał udział w planowaniu operacji wojskowych tej grupy terrorystycznej. Jednak jego główną rolą było przeprowadzanie nielegalnych interesów i operacji finansowych związanych zwłaszcza z wydobyciem ropy naftowej i gazu. Niektórzy specjaliści określali go jako "emira ropy i gazu" Państwa Islamskiego. Te nielegalne transakcje są głównym źródłem dochodów, które umożliwiają tej organizacji finansować swoje działania.

Operacja wojskowa miała miejsce w al-Omar we wschodniej Syrii. Jest to jedno z głównych ośrodków wydobycia ropy naftowej, położonych w pobliżu Deir Ezzor, które są w rękach terrorystów od lipca zeszłego roku. Abu Sayyaf zginął podczas ciężkiej wymiany ognia pomiędzy terrorystami a amerykańskimi siłami specjalnymi. Według Pentagonu, żaden z żołnierzy amerykańskich uczestniczących w operacji nie zginął.

Oficjalnie nie przedstawiono szczegółów dotyczących tej operacji. Jednak nieoficjalne źródła podają, że operacja została zrealizowana przez ponad 20 komandosów elitarnej jednostki Delta Force. Zostali przetransportowani helikopterami Black Hawk i wielozadaniowym samolotem pionowego startu Osprey V-22 do miejsca, gdzie według danych amerykańskiego wywiad znajdował się Abu Sayyaf.

Podczas lądowania, żołnierze zostali ostrzelani przez terrorystów, używających kobiet i dzieci jako żywych tarcz. Podczas operacji zabezpieczono komputery, telefony komórkowe i dokumenty oraz schwytano żonę terrorysty Umm Sayyaf. Według Białego Domu, kobieta będąca prawdopodobnie Irakijką, miała istotną rolę w działalności terrorystycznej Państwa Islamskiego. Władze amerykańskie potwierdzają, że podczas operacji zabili dwunastu bojowników tej organizacji i uwolnili młodą kobietę, jazydkę, przetrzymywaną w charakterze niewolnicy w budynku, będącym celem ataku.

Umm Sayyaf jest obecnie osadzona w amerykańskim areszcie wojskowym w Iraku do czasu podjęcia decyzji,  jak postępować z  kobietą, aby zachować zgodność „interesu bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników, oraz z przepisami prawa krajowego i prawa międzynarodowego", Umm Sayyaf będzie przesłuchiwana. Celem tych przesłuchań będzie uzyskanie wiedzy na temat operacji finansowych i militarnych Kalifatu, którą ona prawdopodobnie posiada.

Cała operacja została przeprowadzona ze wsparciem i pełną zgodą władz w Bagdadzie, jednak Waszyngton nie powiadomił reżimu Baszara al-Asada o planowanej akcji na terytorium Syrii. Taka sytuacja nie jest nowością, gdy przypomnimy sobie operacje „Geronimo” oraz naloty na cele w Syrii bez powiadamiania o tym władz.

Trzeba zwrócić uwagę, że amerykańskie siły specjalne nie miały ostatnio dobrej passy w tym regionie. Można tu wymienić ostatnią nieudaną operację w 2014 roku, która miała na celu uwolnienie amerykańskich zakładników, wśród nich między innymi dziennikarza Jamesa Foleya, brutalnie ściętych przez dżihadistów w sierpniu ubiegłego roku w Syrii.

Również nie udała się operacja wojskowa w Jemenie w grudniu zeszłego roku. Amerykańskie siły specjalne przypuściły szturm na wioskę Dafaar w prowincji Szabwa, w którym wyeliminowano kilku członków AQAP. Jednak, w wyniku operacji zginęli amerykański dziennikarz Luke Somers i południowoafrykański nauczyciel, pracujący dla organizacji humanitarnej Pierre Korkie.

Od tygodni nie wiadomo w jakim stanie jest przywódca Państwa Islamskiego Abu Bakr al-Baghdadi, który został poważnie ranny podczas nalotów koalicji w północnym Iraku. To doprowadziło do spekulacji na temat pojawienia się rozłamu wewnątrz Państwa Islamskiego  i prób przejęcia władzy przez potencjalnych kandydatów na jego stanowisko. Warto przypomnieć, że ostatnio w nalocie na miasto Tal Afar prawdopodobnie zginął Abu Alaa al-Afri, który był uważany za najważniejszego człowieka po al-Baghdadim. 

Podejrzewa się, że Abu Sayyaf był bliskim współpracownikiem w strukturach przywódcy Państwa Islamskiego. Ale fakt, że Stany Zjednoczone miały go pod ścisłą obserwacją i były gotowe przeprowadzić operację lądową (bez użycia do tego celu drona) sugeruje, że był on bardzo cennym celem. Biorąc pod uwagę pozycję "emira ropy i gazu" możemy tylko spekulować, czy dane amerykańskiego wywiadu nie pochodzą przypadkiem od „życzliwych” przywódców niższego szczebla, którzy są chciwi władzy i wpływów (przypadek prawdopodobnego wyeliminowania Abu Alaa al-Afri też powinien być brany pod uwagę). W każdym razie, to jest dotkliwy cios w terrorystów, który pokazuje, że siły koalicji mogą przeprowadzić operację lądową nawet jeśli są skupione głównie na atakach z powietrza.

 

Źródło: Al Jazeera, CNN, El Pais