Benjamin Netanjahu może podziękować Hamasowi


20 maj 2021
A A A

Ostrzał ze Strefy Gazy i zamieszki na terenie Izraela spowodowały zawieszenie rozmów na temat utworzenia nowego rządu. To dobra wiadomość dla premiera Benjamina Netanjahu, bo prowadzący dotychczasowe negocjacje były minister obrony Naftali Bennett zrezygnował z formowania nowej koalicji z partią arabskich islamistów.

Impas polityczny w Izraelu trwa nadal, stąd na stole wciąż znajduje się opcja piątych przedterminowych wyborów parlamentarnych. Nie trzeba szczególnie tłumaczyć, że byłaby to kolejna klęska całej tamtejszej klasy politycznej, będąca dodatkowo poważnym ciosem w wizerunek Izraela jako jedynej prawdziwej demokracji na całym Bliskim Wschodzie. Wszelkie rozmowy są jednak bardzo trudne, bo Kneset jest mocno podzielony. W marcowych wyborach parlamentarnych próg wyborczy udało się przekroczyć aż trzynastu ugrupowaniom, a część z nich to po prostu koalicje zrzeszające kilka ugrupowań.

Dodatkowo partie reprezentowane w Knesecie dzieliły się w tych wyborach na dwa bloki. Pierwszy z nich tworzyli zwolennicy, a drugi przeciwnicy obecnego szefa rządu. Z tego podziału wyłamywały się jedynie dwa ugrupowania. Jednoznacznej deklaracji na temat stosunku do współpracy z Netanjahu nie złożyły prawicowo-syjonistyczna Yamina oraz reprezentujący mniejszość arabską islamistyczny sojusz Zjednoczonej Listy Arabskiej (Ra’am).

To właśnie te dwie partie stały się przysłowiowym języczkiem u wagi. Bez co najmniej jednej z nich tak naprawdę nie da się stworzyć stabilnej rządowej większości. Tymczasem dla większości prawicowych partii współpraca z Ra’am jest niemożliwa. Zresztą właśnie dlatego nie powiodła się misja tworzenia rządu przez samego Netanjahu. O współpracy z islamistami nie chciała bowiem słyszeć skrajnie prawicowa „Żydowska Siła” oraz ugrupowania reprezentujące ortodoksyjnych Żydów.

Ostatecznie Ra’am rozpoczęło rozmowy z Yaminą oraz centrową partią „Jest Przyszłość” Jaira Lapida, aby w ten sposób powstał „blok zmian” mający odsunąć od władzy dotychczasowego szefa izraelskiego rządu. Rozmowy Bennetta, czyli lidera Yaminy, z szefem Ra’am Mansourem Abbasem wzbudziły spore kontrowersje po prawej stronie sceny politycznej. Bennettowi zarzucano nawet, że de facto prowadzi negocjacje z działającą na terenie Izraela odnogą Hamasu.

Po nowej odsłonie izraelsko-palestyńskiego konfliktu wiadomo już, że do stworzenia „bloku zmian” nie dojdzie. Bennett pod wpływem ostrzału ze Strefy Gazy zapowiedział przerwanie rozmów z Abbasem, aby powrócić do negocjacji z Netanjahu. Zasadniczo trudno się temu dziwić. Wszelkie napięcia w relacjach z Palestyńczykami działają na korzyść lidera Likudu, uważanego przez Izraelczyków za polityka kontrowersyjnego, ale jednak sprawdzającego się w kryzysowych sytuacjach. Ponadto Yamina jako partia prawicowych syjonistów nie mogła zlekceważyć swojego elektoratu, który po atakach rakietowych ze Strefy Gazy nie przebaczyłby Bennettowi konszachtów z islamistami.

W ten sposób palestyński Hamas wyświadczył przysługę Netanjahu, który walczy o polityczne przeżycie i poprzez stanowisko premiera ucieka od odpowiedzialności za stawiane mu przez prokuraturę zarzuty korupcyjne. Deklaracja Bennetta o powrocie do rozmów z Netanjahu jest podaniem przysłowiowego tlenu liderowi Likudu. Musiałby się bowiem zdarzyć cud, aby Lapid do 2 czerwca zdążył zbudował nową większość.

Maurycy Mietelski

Zobacz także

Benjamin Netanjahu może podziękować Hamasowi
Kogo obchodzi Mahmud Abbas?
Przyszłość Trójkąta Lubelskiego – wizje z Polski, Litwy i Ukrainy
Australia na wojnie z BigTech




Więcej...

Zobacz także tego autora

Benjamin Netanjahu może podziękować Hamasowi
Kogo obchodzi Mahmud Abbas?
Dwa lata przeciągania liny. Fidesz opuszcza EPP
Azjatyckie wyzwanie Joe Bidena
Z niewolnika nie ma pracownika, czyli Zatoka Perska i imigranci