Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Adam Guzowski: APEC 2013, czyli kolejna amerykańsko-chińska bitwa o Pacyfik

Adam Guzowski: APEC 2013, czyli kolejna amerykańsko-chińska bitwa o Pacyfik


13 październik 2013
A A A

Absencja prezydenta Baracka Obamy zdawała się być najważniejszym wydarzeniem tegorocznego szczytu APEC (Asia-Pacific Economic Cooperation), czyli w tym akurat przypadku: „Nobama” – jak został on nazwany przez lokalne media. Jakie skutki pociągnęło za sobą to posunięcie ze strony przywódcy USA?

Skoro już wspomnieliśmy o miejscowych dziennikarzach, warto przytoczyć następującą wypowiedź:

– „Jeśli prezydent nie może pojechać na szczyt APEC, ponieważ musi coś naprawić we własnym kraju, to mówi nam to bardzo wiele. Mówi dużo o amerykańskim systemie, nieudolnej polityce Waszyngtonu oraz o tym jak USA będzie się jawić na tak ważnym froncie, jakim jest APEC” – powiedział Shoed Kagda z anglojęzycznego dziennika „Jakarta Globe” dla telewizji Al-Jazeera.

 Image

Rzeczywiście, nieobecność tak potężnego gracza na arenie międzynarodowej musiała wpłynąć na „układ sił” podczas zjazdu. Pozycja dominanta, jak 7 października informował amerykański dziennik „The New York Times”, przypadła Chinom i premierowi, Xi Jinpingowi. Tak więc John Kerry, sekretarz stanu USA, który pełnił rolę zastępcy Baracka Obamy na szczycie APEC, choć posturą przewyższa chińskiego premiera, to jednak musiał uznać jego dominację w oczach pozostałych państw biorących udział w rozmowach. Zresztą trudno tutaj w jakikolwiek sposób współczuć Kerry’emu. Jego przemówienie oparte zostało na przekonaniu, że należy w sposób jak najbardziej atrakcyjny przedstawić tzw. Partnerstwo Transpacyficzne (TPP), będące przeciwwagą dla chińskiej dominacji handlowej w tym regionie. Układ ten ma jednoczyć 12 krajów, wśród których nie ma również Indonezji, czyli gospodarza tegorocznego szczytu APEC. Za faux pas można potraktować nie tyle „policzek” wymierzony w to ostatnie państwo, co przede wszystkim stawianie konfliktu interesów między Stanami Zjednoczonymi a Chinami ponad pozostałe kwestie będące przedmiotem rozmów na wyspie Bali. Namiętność, z jaką Sekretarz Stanu trzymał się tematu TPP, musiała zostać zauważona przez Xi Jinpinga, który przemawiał bezpośrednio po nim.

Szef rządu ChRL, w sposób adekwatny do ambicji swojej ojczyzny, podkreślił w swoim przemówieniu, że pomyślny rozwój gospodarczy Państwa Środka nie może się odbywać w izolacji od reszty regionu azjatycko-pacyficznego i na odwrót: pozostałe kraje należące do APEC nie mogą optymalnie prosperować bez współpracy z Chinami. Używając wyszukanych fraz takich jak „zjednoczona i kwitnąca rodzina” przy przedstawianiu swojej wizji tego regionu, pozostawił po sobie lepsze wrażenie niż przedstawiciel Stanów Zjednoczonych, który jak wcześniej wspomniano, skupił się wyłącznie na wychwalaniu APEC i TPP. Tak więc w obliczu nieodległego w przyszłości utworzenia TPP, Państwo Środka zamierza wraz z Indonezją oraz 16 innymi gospodarkami własny blok wspierany przez Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN).

To oczywiste, że rywalizacja dwóch największych mocarstw świata o posiadanie jak najszerszych wpływów ekonomicznych w rejonie Pacyfiku należy do priorytetów polityki zagranicznej zarówno jednego jak i drugiego państwa, jednak pozostali uczestnicy szczytu APEC raczej mieli inne zdanie w kwestii tego, co ma być tematem przewodnim zjazdu.

Wiemy więc kto był największym nieobecnym oraz największym wygranym na szczycie, który się odbył w dniach 7-8 października. Swoją rolę odegrał również prezydent FR, Władimir Putin, któremu udało się m.in. ułatwić zawieranie kontaktów biznesowych z państwami azjatyckimi dzięki „wpisaniu” Rosji do mapy tego regionu. Dzięki temu rosyjscy biznesmeni będą mogli bezwizowo podróżować do krajów leżących nad Pacyfikiem, co poskutkuje zwiększoną ilością zawieranych transakcji. Ciekawostką może być fakt, że Putin, który obchodził niedawno swoje 61. urodziny, został późnym wieczorem 7 października uraczony tortem przez chińską delegację z Xi Jinpingiem na czele. Jubilat zaś poczęstował swoich dobrodziejów butelką wódki. Trudno się więc dziwić słowom przywódcy FR, który powiedział, że „spotkanie miało bardzo ciepły i przyjazny charakter”. Odnośnie zaś, najbardziej gorącego tematu, czyli nieobecności Baracka Obamy na szczycie APEC, Putin wyraził swoje pełne zrozumienie dla amerykańskiego prezydenta twierdząc, że na jego miejscu postąpiłby podobnie. Przypomnijmy, że absencja Obamy była spowodowana impasem budżetowym w USA.

Mimo wszystko, państwa członkowskie APEC jednogłośnie wyraziły silną wolę dalszego wysiłku w rozwój regionu azjatycko-pacyficznego. Warto tutaj wspomnieć, iż stanowią one 40% populacji Ziemi i 55% światowego PKB. Ponadto wartość handlowa wewnątrz tego układu wzrosła siedmiokrotnie od 1989 roku i w 2011 roku osiągnęła poziom 11 bilionów dolarów. Trzeba jednak pamiętać, że istotą rozkwitu gospodarczego wewnątrz APEC jest dobra wola przywódców państw wchodzących w jej skład, a to zaś jest wystarczającym powodem do tego, by spoglądać na rywalizację Waszyngtonu i Pekinu o wpływy ekonomiczne na tym obszarze jak na zjawisko nie bezprecedensowe.

Wydaje się – patrząc na rezultat zjazdu państw członkowskich APEC – że miejsce kolejnego szczytu (Pekin) jedynie potwierdza pozycję Chin w tym regionie. Pytanie, czy Obama wyciągnie właściwe wnioski, a właściwie wniosek, bo tak naprawdę nasuwa się tylko jeden: jak chcesz, by coś było dobrze wykonane, sam to musisz zrobić.

Foto.: indonesia.travel